Kultura Poznań.pl

Historia

opublikowano:

ZAPISKI Z LAMUSA. Król i królowa

"Król ekranu na rok 1933, ulubieniec publiczności, niezrównany bohater filmu «Jego ekscelencja subiekt» będzie dziś obecny na seansach o godz. 5 i 7 w teatrze świetlnym  Słońce  i dawać będzie autografy swym wielbicielkom"* - rozpisywał się na temat przyjazdu do Poznania idola widowni, a szczególnie jego kobiecej części, "Kurier Poznański" (nr 214/1933). O kim mowa?

. - grafika artykułu
Nora Ney i Eugeniusz Bodo w Krakowie, 1933, ze zbiorów Narodowego Archiwum Cyfrowego

Eugeniusz Bodo, bo o niego tu chodzi, przyjechał do Poznania ze względu na spektakl Ludzie na sprzedaż  w Teatrze Nowym, w którym występował u boku między innymi Nory Ney. Dodaję ten fakt nie bez powodu, wcielając się niejako w łowcę sensacji podsycającego plotki i ploteczki. Bodo i Ney znajdowali się bowiem na celowniku ludzi zainteresowanych prywatnym życiem gwiazd tamtego czasu. Ich romans cieszył się mianem sensacji - chyba wcale nie mniejszej niż ich sceniczne, bardzo udane popisy. Samo przedstawienie bowiem recenzowano, podkreślając jego zalety, a w tym wspaniałą grę aktorską fundowaną przez całą obsadę. Nic nie stało jednak na przeszkodzie, aby zażyłość między dwiema sławami nieco bardziej uwydatnić. Również poznańska prasa nie unikała tego typu zabiegów. Bądź co bądź delikatnych, ale jednak. Przejdźmy jednak do konkretów.

"A więc stało się. Bodo jest w Poznaniu. Ten sam Eugenjusz Bodo, który tak często uśmiecha się do nas z ekranu swym niezastąpionym, czarującym uśmiechem" - ekscytował się anonimowy, przeprowadzający z aktorem wywiad dziennikarz. Jego artykuł opatrzony został zwracającym uwagę tytułem: Bodo o sobie, Norze Ney i..."Ludziach na sprzedaż" ("Kurier Poznański", nr 212/1933). Proszę zwrócić uwagę, że spektakl potraktowano jako motyw poboczny, a wyeksponowano to, na co czekali łowcy, a może nade wszystko łowczynie, sensacji. "- Co? Wywiad? - otrząsa się przemiły gość, witając nas z tą serdecznością i prostotą, która tak chwyta za serce. - No, skoro już musi być. Panowie się dziwią, że zdecydowałem się na taka imprezę jak objazd ze sztuką teatralną. Ale to takie proste. Nie mogłem dobrać odpowiedniego zespołu rewjowego - a ze słabym - nie pojadę" - czytamy dalej wypowiedź gwiazdora, który podkreślił, jak ważne jest dla niego, by nie stracić zaufania publiczności. W tym "rewjowym zespole" wyróżniała się oczywiście Nora Ney. Bodo mówi poznańskiemu dziennikarzowi wprost: "To też postanowiłem jechać z «Ludźmi na sprzedaż»  przedewszystkiem dlatego, że Nora Ney zdecydowała się mi towarzyszyć. Wiem, że to jest pierwszorzędna atrakcja, no i pierwszorzędna artystka". Bodo wymienił też - gwoli sprawiedliwości - nazwiska innych wybitnych postaci, które uczestniczyły w przedsięwzięciu i "nie potrzebują reklamy", a byli to Wiktor Biegański oraz aktor Władysław Grabowski.

Spektakl spotkał się nie tylko z wielkim zainteresowaniem, ale i zasłużonymi zachwytami. Dzień po występie "Orędownik" rozpisywał się o "królu i królowej polskiego ekranu" (nr 108/1933). "Sensacja, nawet dla Poznania, nielada!" - czytamy. "Publiczność, nauczona smutnem doświadczeniem (przypominamy skandaliczne ekscesy rewjowe Bogdy, Brodzisza, Cybulskiego i Conti'ego), nieco sceptycznie nastawiona na wczorajszą imprezę, została mile rozczarowana. Okazało się, że ma się tu do czynienia z artystami scenicznymi z prawdziwego zdarzenia. Tak, Nora Ney i Eugenjusz Bodo pokazali dużą klasę gry scenicznej. Wrażenia, jakie nam dają z ekranu, zostały wielokrotnie pomnożone. Co do Nory Ney - ogólne zdanie, że gra jej zyskuje znacznie więcej na scenie, niż na ekranie. Jest to rzecz zupełnie zresztą naturalna. (...) Gra i talent Eugenjusza Bodo nie wymagają już omawiania. Wszyscy dobrze wiedzą, jakie możliwości posiada ten wszechstronnie utalentowany artysta. Doskonały był również Wiktor Biegański w roli zdetronizowanego amanta filmu niemego. A Władysław Grabowski, wytworny i elegancki impresarjo, który dba przedewszystkiem o swoją kieszeń, to klasa najwyższa, którą nawet u nas w Poznaniu widzi się rzadko. Cała czwórka wytrenowana od a do z. Zatem niema mowy o żadnych zahaczeniach. Tempo żwawe, swobodne, lekkie" - recenzowano i oceniano poczynania artystów występujących w tej "sztuce prawdziwie amerykańskiej w 3 aktach Romana Niewiarowicza" - melodramacie, którego akcja rozrywa się w Detroit, a który opowiada o losach dwojga początkujących aktorów, którzy - jakżeby inaczej - marzą o hollywoodzkiej karierze.

"Klaskano często i szczerze" - pada jeszcze na koniec. Trudno się zresztą dziwić. A wzmaganie zainteresowania widzów spektaklem poprzez delikatne nawiązania do przyjaźni aktorskiej pary można wybaczyć. Tutaj przynajmniej sensacja z życia prywatnego nie przyćmiła sukcesu sztuki...

Justyna Żarczyńska

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2021