Kultura Poznań.pl

Historia

opublikowano:

ZAPISKI Z LAMUSA. Gdy rys próżno szukać

W Poznaniu pojawiała się wielokrotnie, zawsze sprawiając, że publiczność błyskawicznie wykupywała bilety na jej występy. A nawet najsrożsi krytycy miękli pod wpływem jej talentu, pozytywnie recenzując każdy występ i czekając na kolejny. Oto Ada Sari!

. - grafika artykułu
Ada Sari w jednej ze scen opery "Don Pasquale" w Teatrze im. Juliusza Słowackiego w Krakowi, styczeń 1932, fot. ze zbiorów Narodowego Archiwum Cyfrowego

Tak, dziś pora na przedstawienie kolejnej ulubieńcy poznańskiej publiczności, która na przestrzeni lat, pomimo dość napiętego harmonogramu, który swoim zasięgiem obejmował nie tylko sceny polskie, ale i zagraniczne, przyjeżdżała do Poznania dzięki staraniom włodarzy instytucji kulturalnych, a w tym oczywiście przede wszystkim Teatru Wielkiego, starającego się po wielekroć o to, by swoimi gościnnymi występami uświetniała kolejne sezony w działalności Opery. Czytelnicy poznańskiej prasy mogli wówczas przeczytać w codziennych wydaniach ulubionych gazet, że "dyrekcja opery pertraktuje ze znakomitą śpiewaczką Adą Sari, występującą obecnie a Amsterdamie, o gościnne występy w naszej Operze"* ("Kurier Poznański", nr 202/1933), a kiedy udawało się doprowadzić owe pertraktacje do szczęśliwego finału, że "dyrekcji Teatru Wielkiego udało się pozyskać znakomitą śpiewaczkę koloraturową Adę Sari na jeden godzinny występ w operze Donizettiego »Łucja z Lammermooru«" ("Orędownik Wielkopolski", nr 103/1933).

Każda taka informacja wywoływała poruszenie i oczekiwanie, czego najlepszym dowodem jest niechybnie rewelacyjna sprzedaż biletów na każdy występ śpiewaczki. Zdaje się, że wówczas szczególnie pasowało do okoliczności powiedzenie, że wejściówki sprzedawały się jak ciepłe bułeczki. Donoszono wtedy na łamach czasopism w kontekście występu z udziałem Ady Sari, że "znakomita śpiewaczka, której wspaniały kunszt wokalny dobrze znany jest naszej publiczności, przypomni się tym razem w dwóch świetnych kreacjach Verdiowskich i zgotuje melomanom niewątpliwie pierwszorzędną ucztę duchową" ("Kurier Poznański", nr 240/1930) lub, że "sądząc z ożywionej przedsprzedaży biletów, niedzielny wieczór sprowadzi tłumy widzów do Teatru Wielkiego" ("Orędownik Wielkopolski", nr 105/1933). Nie szczędzono w tych radosnych przekazach prasowych komplementów, dlatego też zapowiadając wieczór z udziałem śpiewaczki pisano, iż jest fenomenalnym zjawiskiem i każdorazowe zjawienie się jej na estradzie koncertowej - to nowy tryumf znakomitej artystki" ("Nowy Kurier", nr 214/1929). Chętnych zobaczyć i usłyszeć Adę Sari przestrzegano przy tym, by czym prędzej udawali się po zakup biletów, gdyż wielkie zainteresowanie sprawia, że ubywa ich z każdą sekundą, a gra - rzecz jasna - jest warta świeczki.

A jak krytycy oceniali występ i wokalną kondycję artystki? Cóż, znaleźć uwagę nieprzychylną czy choćby drobny zarzut, który mógłby spowodować, że na nieskalanym wizerunki Ady Sari pojawi się drobna nawet rysa - to rzecz niesamowicie trudna, o ile w ogóle możliwa. Przytoczmy choćby tę opinię recenzenta podpisanego jako "B. Emes.", która ukazała się w "Gońcu Wielkopolskim" (nr 126/1930): "Jest to śpiewaczka o ustalonej już sławie, u szczytów której stoi oddawna i stale. Ada Sari należy do tego rzadko spotykanego typu śpiewaków, którzy tak na estradzie jak i na scenie święcą triumfy. Zawdzięcza to Sari nietylko swym właściwościom wokalnym, imponującej wprost technice ale i swej ogromnej artystycznej wrażliwości i kulturze, która ze skromnej piosenki czy popisowej arji koloraturowej potrafi stworzyć arcydzieło sztuki. (...) Piękny szlachetny głos artystki brzmiał cudownie a lekkość koloratury bez najmniejszego wysiłku oddanej porywała publiczność do spontanicznych oklasków".

Jeszcze bardziej, można by rzec, wyrafinowane i podniosłe były słowa innego krytyka, które ukazały się w "Nowym Kurierze" (nr 129/1931). Podpisany jako "T.Z. Kassern." wielbiciel talentu Sari pisał o jej "wdzięku, subtelności, niebywałej precyzji kadencyj, fioritur, kaskadach ozdobników, jej słodyczy i wyrazistości głosu", dając wyraz zachwytom również nad tym, że artystka ponadczasowymi potrafi uczynić wszystkie utwory, nawet znane już dobrze, ponieważ dzięki jej wykonaniu publiczność dostrzega w nich rzeczy całkiem nowe, dotąd niezauważalne. Również Stanisław Wiechowicz ("Kurier Poznański", nr 216/1933), komentując udział gwiazdy w "Łucji z Lammermoor", zwracał uwagę, że Sari nawet "w tak wątpliwym utworze" czyni go znośniejszym i bardziej godnym zachwytu słuchaczy.

Czegóż można życzyć innego tak organizatorom koncertów, jak i słuchaczom oraz krytykom, jeśli nie więcej takich artystów, w przypadku których ciężko znaleźć choćby wadę najmniejszą i którzy swoją renomą podniosą nawet już wysoką rangę sceny, na której występują?

*We wszystkich cytowanych fragmentach zachowano oryginalną pisownię.

Justyna Żarczyńska

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2021