Trzon tej kilkunastoosobowej grupy stanowili Mirosław Murawski, Jacek Wójciak i Mieczysław Kurpisz, który wkrótce po tym zaistniał na fantastycznym polu jako poszukujący oryginalnego języka przekazu pisarz. Głównym zajęciem młodych fanów było toczenie wielogodzinnych dyskusji, ale za podstawowe zadanie uznali założenie klubu miłośników fantastyki. Organizacja powstała oficjalnie na początku roku 1976, a jej spotkania odbywały się pierwotnie w klubie Cicibór. Stałych członków było wtedy dwunastu, ale na organizowane spotkania przychodziły dziesiątki niezrzeszonych gości. W tym samym czasie podobny ferment objawił się i w innych miastach, np. w Warszawie, gdzie utworzono dwa kluby, oraz w Szczecinie. W lutym 1976 roku te trzy inicjatywy połączyły siły ogłaszając powstanie Ogólnopolskiego Klubu Miłośników Fantastyki i Science Fiction. Informowano o tym w telewizyjnym programie Pegaz, wyemitowanym 26 lutego 1976 roku i tę właśnie datę przyjęto formalnie jako dzień narodzin polskiego fandomu. Poznański klub, kierowany wówczas przez Kurpisza, dołączył do OKMFiSF, jako jego poznański oddział w czerwcu 1976 roku.
Brytyjskie źródło
Trudno sobie wyobrazić lepszy moment na założenie klubu, bowiem w dniach 19-22 sierpnia tego samego roku do Poznania zawitali goście uczestniczący w międzynarodowym konwencie Eurocon III. Jak ustaliła na podstawie akt Służby Bezpieczeństwa Aleksandra Wierzchowska: do Poznania zjechało się wówczas 200 gości z 20 krajów, z czego 157 osób to cudzoziemcy, a 90 z nich pochodziło spoza żelaznej kurtyny. W wyniku interwencji SB nie zaproszono żadnego gościa ze Stanów Zjednoczonych. Trzy osoby przyjechały z Wielkiej Brytanii - pisarz Brian Aldiss i dwóch "zwykłych", niezrzeszonych fanów. Jeden z nich - Vernon Brown - relacjonował na łamach brytyjskiego fanzinu "Checkpoint" z listopada tego roku, że "nikt nie czekał na niego na dworcu", skutkiem czego przyszło mu pobłądzić nieco po Poznaniu i ostatecznie dostał się na miejsce rejestracji gości taksówką, za którą zapłacił równowartość około 10 pensów. Nie miał pretensji do organizatorów o brak powitalnej delegacji, ponieważ przyjechał późno w nocy.
Przyjezdnych rejestrowano w hotelu Polonez, skąd - jak pisał autor relacji - mieli być przekierowani do innych, tańszych miejsc noclegowych. Z uwagi na porę, zakwaterowano go od razu w Polonezie, co wydało mu się przerażającą perspektywą, gdyż spodziewał się wysokiego kosztu. Następnego dnia rano okazało się jednak, że wszyscy goście konwentu mieli ostatecznie zatrzymać się właśnie tam, a "polski rząd pokryje różnicę w cenie". Zwrócił też uwagę na konieczność porozumiewania się z obsługą hotelu mieszanką prostych słów w języku angielskim i francuskim, by zostać z grubsza zrozumianym. Ucieszyło go, że posiłki serwowane w jednej z poznańskich restauracji były subsydiowane, bo pozwoliło mu to na znaczne ograniczenie kosztów pobytu w Poznaniu. Satysfakcjonowała go zarówno jakość, jak i ilość jedzenia, ale zwrócił uwagę na krążące opowieści o tym, że niebawem w Polsce ma być wprowadzona reglamentacja mięsa, oraz że w jednym dniu każdego tygodnia mięso będzie w ogóle niedostępne. W ramach zarysowania tła historycznego warto przypomnieć, że krótko przed Euroconem, w czerwcu 1976 roku, doszło do wywołanych podwyżkami cen żywności protestów robotniczych - szczególnie gwałtownych w Radomiu, Płocku i Ursusie, gdzie demonstranci ścierali się z Milicją.
Gwiazdy literatury, filmu i kosmosu
Obrady i wystąpienia odbywały się w gmachu Urzędu Wojewódzkiego. Wśród przybyłych gości odnotowano nazwiska znanych pisarzy, Janusza Zajdla, Krzysztofa Borunia, Konrada Fijałkowskiego i twórców zdobywających dopiero uznanie jak Jacek Sawaszkiewicz czy Wiktor Żwikiewicz, a także wspomnianego już zagranicznego mistrza fantastyki i pióra Briana Aldissa. Nie zjawił się Stanisław Lem, którego obecność zapowiadano szumnie już rok wcześniej, a jego nazwisko stanowiło magnes, który przyciągnął wielu gości. Pisarz usprawiedliwiał się złym stanem zdrowia, spowodowanym odbytą niewiele wcześniej operacją. Pojawili się krytycy, filmowcy i popularyzatorzy nauki i fantastyki jak Ryszard Handke, Czesław Petelski, Bohdan Poręba czy Zbigniew Przyrowski. Obecny był też poeta Edward Stachura, a w roli gościa specjalnego wystąpił radziecki kosmonauta Aleksiej Leonow, zapowiadany jako pierwszy człowiek, który odbył "spacer" poza statkiem kosmicznym, mniej znany z tego, że zajmował się malarstwem. Wystawa jego prac towarzyszyła poznańskiej imprezie. Zorganizowano również wystawę książek SF z całego świata, pokazy obrazów i grafik różnych artystów oraz przegląd filmów fantastycznonaukowych w kinie "Apollo". Jednym z ważniejszych punktów programu okazało się wręczenie rozmaitych nagród za działalność związaną z szeroko rozumianą popularyzacją fantastyki - m.in. Złote Krople Fantazji dla Leonowa i francuskiego wydawnictwa Présence du Futur oraz nieobecnego Stanisława Lema.
Wzorowa organizacja i... inwigilacja
Zorganizowany w Poznaniu światowy konwent oceniono bardzo wysoko. Brian Aldiss pokusił się o stwierdzenie, że żaden z dotychczasowych kongresów fantastyki nie był zorganizowany tak dobrze. Cytowany wcześniej Vernon Brown wyrażał satysfakcję i żal, że impreza się skończyła i trzeba było wyjechać. Nic dziwnego, o ile bowiem wcześniejsze międzynarodowe konwenty realizowano wysiłkiem fanów, o tyle poznański zorganizowano z udziałem czynników oficjalnych. Podobnie jak w przypadku wcześniejszego zjazdu pisarzy SF odbyło się to za sprawą Czesława Chruszczewskiego, który, ciesząc się wsparciem władzy, wywalczył organizację konwentu w Poznaniu podczas swojej obecności na II Euroconie w Grenoble. W organizację konwentu włączył się, dzięki jego staraniom, m.in. wiceprezydent Poznania Andrzej Wituski, inicjatywę wsparli przedstawiciele KW PZPR oraz działacze lokalnych organizacji artystycznych. Podczas inauguracyjnego spotkania w gmachu Urzędu Wojewódzkiego przemawiał prezydent Poznania Władysław Śleboda. Przewodnictwo obrad sprawował sekretarz Zarządu Głównego Związku Literatów Polskich Jan Koprowski. Mimo odnotowania korzyści płynących z oficjalnego wsparcia nie można zapomnieć o drugiej stronie medalu: impreza została objęta przez Służbę Bezpieczeństwa "sprawą obiektową" o kryptonimie "Nemo", co oznaczało wykorzystanie tajnych współpracowników ze środowiska literackiego do gromadzenia informacji o działaniach uczestników kongresu i kontaktach gości z zagranicy z obywatelami PRL, stosowanie podsłuchów, a także przewidywaną możliwość prowadzenia tajnych przeszukań w zajmowanych przez nich apartamentach.
Ważny początek
Wydarzenie miało charakter dość oficjalny i formalny. Choć nazywano je konwentem, przypominało raczej konferencję lub kongres niż typowe spotkanie fanów. Większość uczestników stanowili pisarze i działacze rozmaitych organizacji propagujących literaturę i fantastykę, a fani stanowili ułamek liczby gości. Zwrócił na to uwagę Vernon Brown, z rozbawieniem opowiadając o tym, że gdy jako przedstawiciel Wielkiej Brytanii został posadzony przy honorowym stole na podium za mównicą i w obecności kamer i mikrofonów przedstawiano go zgromadzonym, miał problem z przekonaniem publiczności, że jest po prostu fanem. Ostatecznie skonstatował, że uznano go za "idiotę, który przypadkiem zabłąkał się na imprezę".
Polscy fani zdobyli pierwsze doświadczenia konwentowe, poznali naturę imprez, nawiązali pierwsze międzynarodowe kontakty i znajomości oraz zaczerpnęli wzorce, które posłużyć miały za inspirację do budowania polskiej rzeczywistości fandomowej. Zaczynał się okres burzliwego rozwoju polskich organizacji zrzeszających miłośników fantastyki.
Jakub Turkiewicz
© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2026