Kultura Poznań.pl

Film

opublikowano:

FESTIWAL ANIMATOR. Ten konkurs wszystko przyjmie?

W tym roku już po raz czwarty odbył się konkurs polskich filmów animowanych na MFFA Animator. Była to nie tylko trudna do przecenienia okazja, aby zobaczyć najnowsze prace znanych, cenionych animatorów i animatorek z Polski, czy odkryć, kto nowy i obiecujący pojawił się w tym gronie, ale i zmierzyć się z animacją tworzoną przez osoby o skrajnie różnym zapleczu artystycznym.

. - grafika artykułu
"Psie pole", Michalina Musialik, 2020, fot. materiały dystrybutora

Konkurs Polski mógł zaskoczyć w tym roku publiczność Animatora wyjątkową inkluzywnością. Przejawiła się ona otwartością selekcjonerów na dzieła twórców spoza mainstreamowego kina artystycznego, czy może powinienem raczej napisać, że w ogóle spoza "kina". Mam tu na myśli sytuację, że do konkursu wybrali prace artystów wywodzących się nie tylko ze środowiska filmu animowanego, ale i z pola sztuk wizualnych, a więc postrzegających "animację" bardziej w kategorii filmu eksperymentalnego bądź szeroko pojętego kina rozszerzonego. Stąd na seansach przydarzały się w tym roku chwile, gdy można się było wręcz poczuć jak na konkursie polskich filmów eksperymentalnych na Short Waves Festival.

Czy właśnie w Konkursie Polskim strefa komfortu i przyzwyczajenia widowni Animatora zostały naruszone najmocniej? Część widzów być może zrewidowała przy tej okazji, co za animację postrzegają jako "animację", czy zdziwiła się względem oczekiwań, jakie filmy animowane ich zdaniem zwykle "trafiają się" na tym festiwalu. W przeszłości sądy na ten temat słyszałem już zresztą najprzedziwniejsze. Dla wieloletniej i uważnej publiczności charakter Konkursu Polskiego nie był jednak być może aż tak zaskakujący, bo w przeszłości na Animatorze prezentowano czasami awangardowe filmy strukturalistyczne, a poza tym w programie było miejsce zarówno na sety Animacje poza kinem (autorstwa artystów wizualnych), czy prace wideo studentów uczelni artystycznych, zorientowanych na eksperymenty. Oddaje to zresztą ducha czasów. Choć światowi twórcy kina eksperymentalnego nadal mają często poczucie, że selekcjonerzy i programerzy większości popularnych festiwali filmu artystycznego zamykają przed nimi drzwi, to w ostatnich doszło do pozytywnych  zmian, na przykład na Berlinale. Być może polscy artyści wizualni przekonają się po tej edycji do ostrożnego stwierdzenia, że Animator jest również i "ich" festiwalem.

Puste pokoje z cieniami ludzi

Tę silną reprezentację eksperymentu potwierdziło zresztą specjalne wyróżnienie dla Jakuba Baniaka z Uniwersytetu Artystycznego za Pusty pokój. Jego dzieło jest wręcz fizycznie przytłaczające i nużące, bo artysta opisuje w nim neurotyczne doświadczenie uwikłania w powtarzalność codziennych, tracących sens czynności - sięgając po pasujące do sytuacji modele CGI, nawarstwiające się na sobie ad infinitum. Nadpisywanie nieznacznie przesuniętych względem siebie przedmiotów (codzienności gęsto upakowanych) w nieokreślonej czerni niewidzianego przez nas pokoju - oto uniwersalne piekło codzienności i problematyki niemocy tworzenia, czy pandemicznych problemów z byciem ze sobą.

Trochę jak w galerii sztuki można się było poczuć również przez wizualnie niejednorodne wideo Tutorial: Prologue Łukasza Sosińskiego - artystę eksperymentującego z budowaniem dezorientujących odbiorcę obrazów realistyczno-abstrakcyjnych. Zresztą - również i w tradycyjnie (tendencyjnie?) traktujących animację szkołach filmowych zaczynają powstawać świeże filmy poszukujące, trochę na przekór starzejących się i coraz mniej rozumiejących współczesność ciał pedagogicznych. Ten trend reprezentował w konkursie Autoportret odczuwany Julii Benedyktowicz. To z jednej strony dość osobiście, a z drugiej chłodno i na poły abstrakcyjnie potraktowana adaptacja wiersza Mirona Białoszewskiego o tym samym tytule.

Opowiadacze i opowiadaczki nadal królują

Po ogłoszeniu wyników mogło nas dopaść wrażenie, że jurorzy ewidentnie preferują (faworyzują?) dość klasyczny storytelling, jedynie nieznacznie przełamywany tu i tam pewnymi skromnymi eksperymentami - a więc stawiają na animację rozumianą przede wszystkim jako "kino rysunkowe". Jeśli sprawdzimy zresztą skład ciała jurorskiego - to uznamy, że wybierało ono właśnie to, co samo prywatnie robiło i dalej robi, a więc i zna najlepiej. Dlatego Konkurs Polski wygrała Pięć Minut Starsza Sary Szymańskiej - bardzo angażująca widza, właśnie poprzez historię, etiuda o powikłanej relacji między dwoma siostrami, zrealizowana, co symptomatyczne, w Szkole Filmowej w Łodzi. Estetycznie "brzydka" i odstręczająca wizualność jest tu skrajnie podporządkowana narracji i ma oddawać trudny, prawie że toksyczny związek bohaterek.

Bardzo zasłużenie przyznanym specjalnym wyróżnieniem dla Księcia w cukierni Katarzyny Agopsowicz jury zwróciło uwagę na animację przeznaczoną raczej wyłącznie do kina. To kilkunastominutowy, wytworny film oparty na dialogu o charakterze filozoficznym, którego pełne pedantyzmu obrazy na jasnym tle są bogate w detale i mikroakcje, równolegle rozgrywające się w różnych planach i skalach. Świetny scenariusz Marka Bieńczyka na podstawie książki jego i Joanny Concejo, ujmuje dywagacje księcia na temat natury szczęścia. Jest coś głęboko perwersyjnego i odstręczającego w tym, że zamożny i potężny człowiek duma na ten temat, konsumując pyszne frykasy w cukierni z sympatyczną, pełną dobrego humoru damą, cierpliwie wysłuchującą jego pretensjonalnych rozmyślań. Agopsowicz wybrała dla irytujących refleksji heteryckiego patriarchy animację tak szalenie estetyczną i miłą oku, że wręcz wywołującą ciarki i mdłości - niby mimochodem ujawniając mizoginistyczną podszewkę europejskiej filozofii. Lokalnej publiczności mogą się, ironicznie, przypomnieć rozmowy na "trudne tematy społeczne", takie jak głód na świecie czy wyzysk pracowników fizycznych, prowadzone w Poznaniu na festiwalu Transatlantyk przez elegancko ubranych, sytych i zadowolonych z siebie gości przy drogim, ekskluzywnym jedzeniu.

Poza historyjkami

W Konkursie Polskim szukałem w tym roku dzieł twórczyń i twórców zajmujących się obrazem. Trzecie miejsce przyznano Michalinie Musialik za Psie Pole - poruszający film, w którym artystka zrezygnowała z dialogów na rzecz opowieści wizualnej, a miast typowej dominacji bohatera ludzkiego wybrała postaci zwierzęce. Fabuła jest prosta - po nagłej śmierci ich właścicielki, psy, kot i ptaszek w klatce mierzą się z widmem śmierci głodowej. Musialik wybrała ziarnisty, migotliwy obraz o płytkiej głębi ostrości, pokrywany nerwowymi, jakby pospiesznymi szkicami postaci w ruchu. Empatyczna identyfikacja z bohaterami nieludzkimi i ich cierpieniem, która w Psim Polu jest głęboka i prowadzi do silnych emocji, przyniosła też reżyserce nagrodę publiczności. Kto zresztą pamięta jej Ja, zwierzę musi przyznać, że Musialik doskonale wie, jak poruszyć widza i sprawić, że jej film wyróżni się pod tym względem na tle innych.

Izabela Plucińska w dusznej od ciężkich emocji i traumy głównej bohaterki Siłaczce poszła z kolei w destrukcję klasycznej narracji, zastępując ją serią wieloznacznych obrazów. Ekspresyjne rysunki węglem na czerwonym tle sprawiają, że ta zagadkowa opowieść o przemocy domowej ma literalnie upiorną atmosferę. Natomiast w lalkowej animacji Własne śmieci Daria Kopiec pokazuje, jak na pozornie miłą sytuację rodzinnego obiadu można spojrzeć poprzez pryzmat toksycznych relacji między najbliższymi, gdyż, jak wiadomo, tych bliskich ranimy najbardziej.

Początkowo za bardzo tradycyjny film rysunkowy możemy uznać Choice Dudka Polita - nim uświadomimy sobie, że znana, przeżyta konwencja może okazać się doskonała do opisania doświadczeń osoby niebinarnej. Artysta mistrzowsko posługuje się w tej etiudzie symbolem i skrótem.

Komiksiarze

Bardzo intrygująco zamanifestowały się w tym roku zależności między twórcami komiksów czy powieści graficznych a polskim filmem animowanym. Z olbrzymią przyjemnością i po wielokroć obejrzałem półgodzinnego Insekta Marcina Podolca, czyli najnowsze dzieło komiksiarza, rysownika i grafika, znanego jako założyciela studia Yellow Tapir Films i twórcę takich filmów, jak Olbrzym i Colaholic. Sięgając do komiksu Saschy Hommera, artysta stworzył nowocześnie opowiedzianą i wizualnie pociągającą historię. Nie potrzebował wcale dialogów, aby zakreślić pełen niuansów świat przeżyć chłopca Pascala, mierzącego się ze swoją odmiennością i toksycznymi relacjami między dziećmi. Podolec w Insekcie zawarł prowokacyjną, groteskową metaforę Polski jako literalnie rozkładającego się kraju, spowitego smogiem i przesyconego nienawiścią do Innego. To film zapewniający doskonałą rozrywkę i animacja, w której twórca nie ucieka od współczesnych problemów naszego kraju - a opowiadając o nich robi to w sposób oryginalny, unikając dydaktyki i zaangażowanych, gromkich grzmotów oburzenia. Brak nagród dla Insekta jest nie tylko dziwny, ale wręcz zastanawiający.

Jednym z najbardziej "chwytliwych" filmów tego roku jest zapewne teledysk Janka Kozy do piosenki Dziewczyna z filmu porno Hioba Dylana, która zaczyna się tak:

"W galerii handlowej dzielnica Warszawa Wola / Pracuje dziewczyna z filmu Rocco Invades Poland / Chodzą tam pielgrzymki z mojego akademika / Chłopcy wstydzą się podejść patrzą na nią z ukrycia / A widzieli już wszystko widzieli wiele razy / To co zrobiła nie budzi w nich odrazy / Mają ją na żywo oglądają na video / Wystarczy jej dla wszystkich wystarczy dla każdego"

Pełne przewrotności słowa z tej słodko-gorzkiej, szyderczej piosenki - opowieści o polskiej codzienności obserwowanej z perspektywy świata galerii handlowych, tandety tanich produktów masowych, nieudaczności Cebulandii - Koza ilustruje swoim rozpoznawalnym stylem minimalistycznych rysunków gryzmolonych na odwrocie zadrukowanych kartek i "przebijających" po drugiej stronie. Ci, którzy zaczytują się w jego nowym komiksie Złe sny przyznają zresztą, że Hiob Dylan i Koza w podobny sposób podglądają marne marzenia i przykre koszmary Polaków i Polek.

Chciałbym, co prawda, żeby te filmy były zapowiedzią szerszych zmian w "polskiej animacji", trochę zanadto obciążonej zmurszałymi kategoriami "artyzmu" i "filmu autorskiego", lecz wiem, że za rok czeka nas nowy wysyp tych drugich.

Marek S. Bochniarz 

  • Festiwal Animator. Konkurs Polski
  • 16.07, g. 19
  • kino Muza

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2021