Kultura Poznań.pl

Kultura

opublikowano:

Zasoby do forsowania idei

- Interesowało mnie zrozumienie czegoś, czego na początku nie byłem w stanie zupełnie pojąć: ideologicznego i estetycznego patchworku, który wypełnia świat moich bohaterów - mówi Mateusz Kula*, którego wystawa "Gorączka antykwaryczna" została otwarta 6 września w Galerii Miejskiej Arsenał. Wystawa jest formą nagrody za zwycięstwo w konkursie im. Leszka Knaflewskiego, przeprowadzonym w zeszłym roku w Poznaniu.

.
Mateusz Kula, fot. archiwum prywatne

Jak doszło do tego, że trafił Pan na swoich ultraprawicowych bohaterów, którym poświęcił wystawę? To koledzy z młodości?

Część z nich tak, innych poznałem w wyniku riserczu, który działał na zasadzie głuchego telefonu. Z wyjątkiem jednej osoby nie są mi też bliscy.

Czy pochodzą z małej miejscowości? Prezentowany na wystawie film zawiera ich wielogłosową narrację i wynosi się z niego poczucie, że opisywane przez nich spacery ograniczają się do łażenia po chaszczach i wokół urokliwego, starego kościółka. Jedyne atrakcje miasteczka?

To... Kraków.

A odnosi się wrażenie, że to malutka osada, w której powoli się żyje.

Tak. To rodzaj sielankowości i przytulności typowy dla Galicji.

Skoro część bohaterów zna Pan jeszcze z lat szkolnych, dlaczego zdecydował się Pan właśnie teraz poświęcić im projekt artystyczny?

Pierwszy kontakt nawiązałem z nimi w 2011 roku, gdy przebywałem w Wiedniu. Odbywały się wtedy już pierwsze Marsze Niepodległości z prawdziwym "wykopem", a ja uświadomiłem sobie, że bardzo ekscentryczne i zmarginalizowane postawy radykalnie prawicowe przeszły do mainstreamu. Wcześniej było zaledwie rodzajem wariactwa, z którego wszyscy się śmiali.

A Pan obserwował to wszystko z zewnątrz?

Nie do końca. Wybór Wiednia na miejsce studiów był dosyć świadomy. Problem faszyzmu interesował mnie już wcześniej, ale raczej pod względem jego związków z kulturą mieszczańską. Dlatego wybrałem Wiedeń - jako laboratorium kultury mieszczańskiej.

Wrzucił Pan swoich bohaterów do jednego worka Alt-right, a ja się zastanawiam, czy oni w ogóle odnaleźliby się na Marszach Niepodległości.

Ich postawy są bardzo radykalne, ale to też dosyć inteligentni i oczytani ludzie. Dla nich coś takiego, jak Młodzież Wszechpolska jest rodzajem pop-prawicy i powierzchni, którą raczej się brzydzą. Pojęcia "Alt-right" używam raczej umownie, ale gdyby odwołać się do tego, w jaki sposób Angela Nagle w książce "Kill All Normies" opisuje jego naczelne cechy, to zdecydowanie by się do tej grupy zaliczali. Ich największe sentymenty to jednak raczej tradycjonalizm integralny, Aleksandr Dugin, prorosyjskość, pogaństwo, słowianizm. Cechuje ich zamiłowanie do tajemnic, przekonanie o istnieniu najdrobniejszego, spajającego całość elementu rzeczywistości, swoisty panteizm w myśleniu o człowieku i naturze.

Zauważyłem też, że są wielkimi fanami fantastyki i uwielbiają prozę Lovecrafta. Z niepokojem pomyślałem, iż też miałem w szkole takich kolegów. I zacząłem się zastanawiać, co się z nimi stało...

Dla mnie lektura Lovecrafta była bardzo formatywnym doświadczeniem. Gdy mieliśmy 13-14 lat zaczytywaliśmy się nim i wymienialiśmy książkami. Lovecraft, pomijając jego poglądy antysemickie, jest też postacią mocno obecną w teorii - mam tu na myśli choćby ontologię zorientowaną na obiekty Grahama Harmana czy CCRU Nicka Landa. Z niszy fantastyki przeszedł do dyskursu akademickiego.

Sylwetki bohaterów Pana pracy wyłamują się z mocno spolaryzowanej debaty publicznej, w której dominuje mowa nienawiści. Nie czujemy względem nich takiego strachu, jak wobec czekających na okazję do przemocy, zamaskowanych postaci z Marszów Niepodległości.

To zdecydowanie intelektualiści, a nie osiłki. Ale na młodzież patriotyczną czy kiboli patrzą raczej jak na pewien "zasób", który można wykorzystać do przeforsowania swojej idei. A idea jest mocno postmodernistyczna - i jest to coś, co mnie bardzo fascynowało. Można powiedzieć, że w zasadzie tworzą kolaż ideologiczny - wyjmują z chmury danych różne elementy i lepią z tego bardzo dziwną hybrydę, Goluma. Bardzo interesowało mnie uchwycenie współczesnych form faszyzmu jako przejawów aktualnej kultury masowej, jako manifestacji niskiego stylu. W tym wymiarze mój projekt jest w swojej istocie chrześcijański: pochylam się nad "ciałem pełnym defektów", nad "ideologicznym Frankensteinem" jakim jest zassana z chmury ideologia wspólna także dla nerdów i inceli i traktuje ich świat zmysłowy jak obiekt wzniosłości.

Zauważyłem, że na wystawę trafił też obiekt-szafa "Komediowe aspekty faszyzmu", który wyróżniono Nagrodą im. Leszka Knaflewskiego.

Tak - można powiedzieć, że ta wystawa jest jakby tą szafką w wersji rozwiniętej. Interesują mnie na niej te same motywy i toposy - w tym napięcie między brzydotą, obrzydliwością, rachitycznością a komedią. I nie chodzi tylko o obrzydliwość w sensie biologicznym, jako wstrętu do wnętrzności, a obrzydzenia związanego z rozkładem, upływem czasu. Stąd tytuł wystawy "Gorączka antykwaryczna". Julia Kristeva wskazuje, że to, co jest obrzydliwe, zarazem może stać się uwodzicielskie. Spacer po abjekcie jest też jej zdaniem granicą, na której bardzo łatwo jest się osunąć w faszyzm.

Z jakiej perspektywy spogląda Pan na swoich bohaterów? Wydaje mi się, że dzielenie ludzi wedle prostych podziałów ideologicznych jest domeną prymitywnej publicystyki - a Pana wystawa pokazuje, że można spróbować bliżej poznać konkretnych ludzi. Jak sam Pan przyznaje - z jednym z bohaterów utrzymuje Pan bliskie kontakty.

Jeśli uznamy, że Aleksandr Dugin jest czołową postacią, która zapładnia ich umysły, to mówi on wprost: ponowoczesność jest dobra, przed-nowoczesność też, ale nowoczesność już nie. Żadnego oświecenia. To kolaż wielu rzeczy. Można w nim odnaleźć afiliacje w stronę Rosji i Chin, modelu narodowo-bolszewickiego. Mimo, że dzisiaj należy dokonać wyraźnego rozpoznania faszyzującej się kultury i polityki to nie jest tak, że konkretne jej komponenty pozostają jednoznacznie "lewicowe" lub "prawicowe". Historia pełna jest przykładów postaci i postaw umacniających to, przeciwko czemu występowały. Mnie bardziej interesowało uchwycenie konkretnych procesów i komponentów, które są wspólne dla kultury w skali globalnej i dla współczesnych form faszyzmu.

Czyli Pana wystawa nie odnalazłaby się łatwo w dyskusji publicznej...

Wydaje mi się, że za pomocą sztuki można się wykazać empatią - po to, żeby nie znaleźć pewnych rzeczy w polityce. Interesowało mnie zrozumienie czegoś, czego na początku nie byłem w stanie zupełnie pojąć: ideologicznego i estetycznego patchworku, który wypełnia świat moich bohaterów. Bardzo ważne jest dzisiaj manifestowanie sprzeciwu wobec pewnych inicjatyw politycznych czy ideologicznych, ale na poziomie rozumienia nic to nie wnosi. Sztuka i teoria powinny się zająć zrozumieniem tego fenomenu, który się cały czas rozwija i rodzi kolejne hybrydy.

Dla kogo jest więc Pana wystawa: dla osób zaniepokojonych Alt-right, którzy chcą ją zrozumieć? A może również i dla prawicowców, bo dostaną lustro i może się nim zaniepokoją? Lubią dużo mówić o staniu za wartościami, których nie potrafią jednak często zdefiniować - a Pan w swoim projekcie trochę ich odsłania, również od mało sympatycznej strony.

Absolutnie nie wierzę w to, że na wystawę przyjdą prawicowcy i wyjdą kompletnie odmienieni. Generalnie mam bardzo mocno ograniczoną wiarę w performatywne działanie sztuki, w jej bezpośredni efekt. Uważam, że sztuka ma siłę na poziomie diagnozy i środki,dzięki którym można wchodzić tam gdzie normalnie nie warto się zapuszczać. Mam po prostu nadzieję, że moja wystawa ma wartość poznawczą - łączy pewne pola, które w oczywisty sposób wydają się antagonistyczne. A jednak w ramach ideologii, którą prezentują moi bohaterowie, kleją się w jedną całość.

Zależy mi też na pokazaniu, w jaki sposób elementy rynku - takie, jak gry czy estetyki kojarzone z pewnymi produktami - są zarówno bardzo ważnym komponentem skrajnie prawicowego świata, jak i mainstreamowej popkultury.  

A jak Pan namówił bohaterów do stania się częścią projektu artystycznego? Jako intelektualiści musieli przecież przeczuwać, jaką formę przybierze...

Dla nich to lewackie bzdety.

Lewackie bzdety?

Z tym utożsamiają sztukę współczesną.

Czy odwiedzą wystawę?

Nie - kompletnie ich to nie interesuje.

rozmawiał Marek S. Bochniarz

*Mateusz Kula - artysta urodzony w 1983 roku, który mieszka i tworzy w Krakowie. Studiował filozofię i filmoznawstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim, licencjat obronił na krakowskiej ASP kierunek Intermedia, dyplom magisterski zrealizował na Uniwersytecie Sztuki Stosowanej w Wiedniu. Obecnie pracuje nad doktoratem na Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie.

  • Wystawa prac Mateusza Kuli "Gorączka antykwaryczna"
  • Galeria Miejska Arsenał
  • 6.09-20.10
  • wstęp wolny

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2019