Kultura Poznań.pl

Sztuka

opublikowano:

W pokojach i na morzu

Na kwietniowy pokaz z cyklu "Krótkie spięcia" w Pawilonie składa się zestaw filmów Heleny Wittmann. Pomimo tego, że niemiecka artystka tworzy od zaledwie kilku lat, to już zdążyła wyrobić sobie dość silną pozycję w świecie sztuki.

.
Kadr z filmu "21,3°C", fot. materiały prasowe

Wittmann ukończyła studia w Norymberdze (teatr i media) i Hamburgu (sztuki piękne). Choć akcja większości z jej filmów rozgrywa się właśnie w Niemczech, to odbyła również w ramach grantów podróże po Ameryce Południowej, gdzie zrealizowała część swoich prac. Jedną z nich jest "Później" - pięciominutowy, medytacyjny obraz poświęcony zachodowi słońca w górskim krajobrazie w Quixadá w Brazylii. Nie chodzi w nim nawet o bajkowość i piękno świata, a o to, jak niedostatek światła zmienia naszą percepcję świata - ciemność ma tu walor "audialny".

Przestrzeń, niekoniecznie tak wyjątkowa i landszaftowa jak ta brazylijska, to bardzo częsty punkt wyjścia w pracach Wittmann. W jej praktyce artystycznej, nie ograniczonej wyłącznie do kina, kluczowy jest zwłaszcza pokój, który staje się nie tylko miejscem wydarzeń, ale i sferą napięcia, powstawania nieoczekiwanych relacji między realnym i wyobrażonym czy frapujących sprzeczności. Zwracając uwagę na granice pokoju, Wittmann zarazem je podważa i zaciera.

Zobaczymy intrygująco podejmujące ten temat, zagadkowe "Wildnis" (2013). Oto śledzimy życie pary emerytów, którzy walczą z chaosem materii: odkurzają, porządkują, czyszczą. Jedynym niesfornym elementem, przemykającym w tle, jest brunatny, lekko utuczony kot. Jednak wkrótce na ścianach zaczynamy dostrzegać również i inne zwierzęta czy ptaki, które wnoszą do pokojów tego banalnego, niemieckiego mieszkania aurę czegoś niepokojącego, a może i sygnalizują tęsknotę?

Drugim z filmów zaprezentowanych w Pawilonie będzie "21,3°C" (2014), jeden z najbardziej minimalistycznych w dorobku Wittmann. Składa się z serii statycznych, prawie identycznych kadrów, w których centralne miejsce zajmuje okno z widokiem na sąsiedni budynek. Z jednej strony możemy uznać oglądanie wnętrza pokoju przez około kwadrans za zajęcie pozbawione sensu, albo wręcz odwrotnie - za bardzo duże wyzwanie. To próba zwrócenia uwagi na to, jak niechlujnie i mało uważnie patrzymy.

Zobaczymy również debiut pełnometrażowy artystki, który trafił na jedną z ubiegłych edycji wrocławskiego festiwalu Nowe Horyzonty - "Drift" (2017). Wittmann jego akcję osadziła na morzu, eksplorowanym przez nią już dwa lata wcześniej w "Popatrz! Morze!". Wówczas próbowała formalnie zakwestionować to, jak postrzegamy i pokazujemy morze, korzystając z różnych formatów i kształtów kompozycji (kwadraty, koła), bawiąc się wyświechtanym standardem "połowa nieba, połowa morza".

"Drift" opowiada o dwóch kobietach spędzających czas wolny na Morzu Północnym - jedna niedługo powróci do rodziny, druga planuje przepłynąć ocean. Wittmann przy tym projekcie po raz drugi współpracowała z etnolożką Theresą George. - Nie otrzymałyśmy żadnego wsparcia, ponieważ nie miałyśmy klasycznego scenariusza. Ale i tak chciałam nakręcić ten film, a mogłam to zrobić, bo wykładam na uczelni artystycznej. Otrzymałam stypendium na ten projekt, więc koszty podstawowego sprzętu miałam zapewnione. Z kolei przyjaciel pomógł nam nawiązać kontakt z kapitanem statku, dzięki czemu mogłyśmy pływać na nim za darmo - wspominała artystka w wywiadzie dla Cineuropa.

Wittmann współpracowała przy "Drift" z muzyczką Niką Breithaupt, która opracowała kluczową dla filmu warstwę dźwiękową. W związku z tym, że niemożliwe jest dobrze nagrać dźwięk fal oceanu (zawsze blisko znajdują się jacyś ludzie), na ścieżkę dźwiękową trafiły kompozycje będące połączeniem field recordingu i syntezatorów. Ta trójka stanowiła całą ekipę filmową. Wittmann w przeszłości kręciła już obrazy na taśmie filmowej i bardzo chciała do niej powrócić, lecz z braku środków, ale i możliwości (przekraczały ocean i starały się ograniczyć ilość sprzętu do minimum), zdecydowała się ostatecznie na kamerę cyfrową.

Ostatni film w programie to niespodzianka. Zapewne chodzi o najnowsze dzieło Wittmann, dość hermetyczne "Ada Kaleh", w którym przestrzeń zniszczonego pokoju staje się punktem wyjścia do fantazji o nieistniejących krainach.

Marek S. Bochniarz

  • "Krótkie spięcia": pokaz filmów Heleny Wittmann
  • Pawilon
  • 9.04, g. 19
  • wstęp wolny

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2019