Kultura Poznań.pl

Sztuka

opublikowano:

Obrazy zwyczajnego szaleństwa

Pierwsza monograficzna wystawa Jakuba Paprockiego Proces trwa w galerii FWD: okazała się po części wizytą w muzeum internetu. Powodem tego stanu jest to, że artysta zmarł w 2016 roku, a jego twórczość właśnie w sieci była dotychczas eksponowana. Z perspektywy trzech lat wiele podjętych przez niego tematów społeczno-politycznych zmieniło swój charakter, niektórzy "celebryci" sieci popadli już w zapomnienie, a pewne jego chwyty dziś wywołać mogą nie tylko niezrozumienie, ale wręcz wstręt.

.
fot. materiały galerii FWD:

Kilka dni temu na platformie Netlix miał swoją premierę horror Velvet Buzzsaw, igrający ze schematycznymi wyobrażeniami o rynku sztuki. Po zagadkowej śmierci Vetrila Dease'a jego sąsiadka - pracownica galerii Josephina - odkrywa, że pozostawił po sobie olbrzymią spuściznę w postaci zbioru obrazów i rysunków. Życiorys mężczyzny okrywa sporo tajemnic co tym bardziej przyciąga do jego twórczości. Josephina korzysta z tego faktu dość cynicznie i monetyzuje znalezisko. Spuścizna po Jakubie Paprockim znalazła się w o wiele lepszej sytuacji - jego prace prezentują koleżanki które dobrze go znały i które wspierał w tworzeniu ich galerii.

Wspominam o Velvet Buzzsaw też nie dlatego, że fikcyjny Dease ma cokolwiek wspólnego z Jakubem Paprockim. Łączą ich raczej podobne mechanizmy i narracje, choćby ten specyficzny charakter wystawy post-mortem, wywołującej wiele pytań, które chcielibyśmy zadać autorowi, a których zadać już nie możemy. Możemy za to zauważyć brak artystycznego wykształcenia kierunkowego i tworzenie w większym bądź mniejszym stopniu w odizolowaniu od rynku i świata sztuki (a więc i bez jego legitymizacji), a przy tym tworzenie szybkie, wręcz kompulsywne - bardziej ze spontanicznej potrzeby, niż w celach pragmatycznych. To również swoista aura tajemnicy otaczająca obie postacie, która w przypadku Paprockiego oznacza, że każdy z jego znajomych miał dość ograniczony wgląd w jego życie - zwłaszcza to wewnętrzne. Same obrazy Dease'a jednak, jak to bywa tylko w horrorach, zabijają właścicieli, galerzystów i krytyków. Z kolei prace Paprockiego co najwyżej opowiadają o horrorach codzienności - tych, które przeżywał w roku 2015 i 2016 sam autor, a także i naszych, odczuwanych obecnie. Są dowodem udręczenia autora i wyrażają jego niesmak otaczającą go rzeczywistością, zastaną po powrocie do Polski.

"ty nie jesteś twoje ciało"

Wydaje mi się, że te frustracje, rozczarowanie, eskalujące w pracach w coś na kształt już bardzo głębokiej niechęci, trochę rozumiem. Paprocki był historykiem i koreanistą, który wiele lat spędził w Azji Wschodniej. Mając wśród znajomych japonistów czy sinologów mam poczucie, że wybierając takie pole zainteresowań mimowolnie trochę odcinają się od problemów Polski i Europy, być może nie czując zbyt bliskich więzi z ojczyzną i nie zawsze rozumiejąc (aprobując?) specyficzną mentalnością rodaków. Niektórzy opuścili kontynent, wybierając życie w innym świecie. Czy w Polsce czują się mniej w domu, niż tam czy to tylko fascynująca ich Azja dostarcza im silnych ekscytacji?

Twórczość Paprockiego można potraktować jako rodzaj komentarza człowieka, który nie tyle złośliwie i prymitywnie krytykuje, co opatruje dość jednak zdystansowanym i nierzadko abstrakcyjnym (czy ambiwalentnym i enigmatycznym) komentarzem. Był zresztą wytrawnym "czytelnikiem" internetu, zafascynowanym postaciami wyróżniającymi się dziwnymi zachowaniami, jak choćby Barbara Santana. To kobieta w zaawansowanym wieku: na swoim kanale na YouTube umieszczała filmy, w których z wytrzeszczonymi oczami mówiła o tym, że "Zyjesz w swiecie Ego zaprogramowanym przez vibracje Ego" (pisownia oryg.). Na wystawie możemy zobaczyć, jak Paprocki obsesyjnie, po wielokroć przetwarzał jej wizerunek - oddając nie tylko hipnotyzujący, swoisty urok Santany, ale i impulsywny charakter jej videobloga. Sprawdziłem i ze zdziwieniem odkryłem, że była aktywna jeszcze długo po śmierci artysty i zamieszczała nowe materiały do ubiegłego roku. Paprocki nie był zresztą w tej fascynacji jedyny, ale jego działania są o wiele ciekawsze, niż wykwity spontanicznej twórczości innych internautów. Przede wszystkim dlatego, że interesowała go też sama poetyka wypowiedzi Santany, a z jej słów (czy słów innych użytkowników sieci) budował powtarzające się w jego pracach hasła, akcentując zarówno błędy językowe mowy potocznej, jak i absurdalne czy bezsensowne treści za nimi stojące.

Fani oniemieli

Paprockiego zajmowała też celebrytka Magda Gessler, której wizerunek przetwarzał na wiele sposobów. Tworzył z niej naszą polską, swojską Wonder Woman czy chińskiego lwa albo wręcz czynił z niej świętą, opatrując hasłem "Santo Subito". A że Paprocki miał skłonność do szokowania i sięgania po brutalne środki, to niestety zagrał również i "nazistowską kartą" - zestawiając wizerunek Magdy Gessler z postacią Adolfa Hitlera. Zdaniem kuratorek artysta "Wszechobecne w kapitalistycznym świecie medialne manipulacje i reklamy porównuje do hitlerowskiej propagandy". Obawiam się jednak, zwłaszcza dziś, gdy neonazizm tak bardzo zyskał na popularności i sile w Europie czy Stanach Zjednoczonych pod rządami Donalda Trumpa, że taki chwyt nie da się zaakceptować. Zresztą trzy lata temu gdy praca powstała, również nie znalazłbym dla niego uzasadnienia. Takie zestawienie to porównywanie kwestii nieprzystających do siebie, a Zagładę i zbrodnie nazistowskie ujmujące w sposób dla mnie niedopuszczalny. Propaganda nazistowska dehumanizowała Żydów i dawała przyzwolenie na ich zabijanie. Współczesne reklamy mają nas otępić i zachęcić do niepotrzebnych zakupów. Zastanawiam się czy to zainteresowania Azją odsunęły Paprockiego od zdobycia wiedzy o Holokauście (a przecież był historykiem),  czy może w swojej kompulsywnej działalności na fejsbukowych fanpejdżach przekroczył pewną granicę pod wpływem nie dającego się opanować impulsu.

Tym bardziej dziwi na wystawie obecność prac o wiele bardziej dojrzałych i nie sięgających do niezrozumiałych i niesmacznych porównań - to choćby zdjęcie z procesów norymberskich, które Paprocki opatrzył jednym ze swoich ulubionych haseł "Proces trwa". W tym przypadku odnosi się wrażenie, że artysta mógł w ten sposób zaakcentować to, że postępowania karnego przeciwko zbrodniarzom wojennym Stany Zjednoczone zdecydowały się nie kontynuować ze względu na swoje zaangażowanie w zimną wojnę i chęć zdobycia w Niemcach sojusznika (podobnie zresztą rzecz się miała w przypadku Japonii). Być może to jednak tylko nadinterpretacja i chęć dojrzenia głębszego przekazu, które dość łatwo przecież podważa grafika z Magdą Gessler i Hitlerem.

Guo Xiaolu w jednym ze swoich ostatnich filmów dokumentalnych Późną nocą - głosy zwyczajnego szaleństwa odwołuje się do słów Samuela Becketta: "Jesteś na ziemi i nie ma na to lekarstwa". To chyba doskonały komentarz to tego powszechnego stanu nienormalności, eksplorowanego przez Jakuba Paprockiego. I jeśli poczujemy się zagubieni na wystawie, to być może książka, którą planują przygotować Ewa Mrozikiewicz i Maria Ancukiewicz, choć trochę objaśni to, co po latach i bez osobistej znajomości artysty jest dla nas niezrozumiałe.

Marek S. Bochniarz

  • wystawa Jakuba Paprockiego Proces trwa
  • kuratorki: Ewa Mrozikiewicz, Maria Ancukiewicz
  • galeria FWD: (Pasaż Różowy, ul. Św. Marcin)
  • wernisaż: 1.02, g. 19
  • czynna do 2.03

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2019