Kultura Poznań.pl

Sztuka

opublikowano:

Moja sztuka żyje własnym życiem

Rozmowa z Piotrem C. Kowalskim o wystawie kończącej jego rezydencję w CK Zamek. Wernisaż - 22 czerwca.

.
Piotr C. Kowalski, fot. Joanna Januchowska

Co pan pokaże na finał swojej rezydencji w Zamku?

Będą to prace nawiązujące do cyklu tworzonych przeze mnie od 1998 roku w Polsce i na świecie "Obrazów przejściowych" i "Obrazów przejezdnych". Po raz pierwszy jednak będą to prace, które powstały w jednym obiekcie, na dodatek jeszcze tak dużym. Ponadto zaprezentuję również "Obrazy przełomowe", które powstały w kamienicy przy ul. Granicznej 13 na poznańskim Łazarzu. To prace powstałe w ciągu doby - od zachodu słońca 31 grudnia do zachodu słońca 1 stycznia na przełomie 2000 i 2001 roku, czyli XX i XXI wieku. Pięć płócien rozmieściłem na schodach, a dwa w mieszkaniu, w związku z czym każdy gość, który przyszedł do nas na sylwestra, pozostawił na nich swój ślad. Prace oprawione są w piękne, srebrne ramy. Taka "wiekowa" sztuka przecież wymaga podania. Nieprawdaż?

Jak wygląda taka rezydencja "od kuchni"? Co pan robił przez całe pół roku w Zamku?

Czułem i w dalszym ciągu czuję się tu jak cesarz. Bo mam tu swoją dużą pracownię i pokój gościnny, w którym mieszkają ci, którzy mi pomagają. Jest restauracja - Świetlica, w której mam rabat. Mam parking na Dziedzińcu Różanym. W zasięgu ręki są również: kino, gdzie mogę oglądać filmy, i sala koncertowa, gdzie bardzo często odbywają się koncerty - ostatnio np. w ramach festiwalu Ethno Port. Ale byli tu także John Mayall i Wojtek Waglewski. Tak serio jednak, to bywałem i bywam w Zamku w zależności od potrzeby - czasami cały dzień, a czasami tylko kilkanaście minut. Prowadziłem też warsztaty - prawie w każdy poniedziałek, od lutego poczynając.

Co to za warsztaty i kto brał w nich udział?

W zajęciach uczestniczyli wszyscy chętni, zarówno dorośli, którzy wcześniej nie mieli kontaktu z malarstwem, jak i dzieci oraz studenci. Warsztaty zatytułowałem Frotaż, grotaż i kamuflaż. Każdy wie, co to jest frotaż, bo już w szkole odbija się pieniążki. Podobny zabieg przeprowadziliśmy na Zamku i po jego zakończeniu uczestniczki były zdziwione, że ich prace wyglądają tak profesjonalnie. Z pracą nad kamuflażem - na warsztat braliśmy wtedy marmury - też sobie każdy radził. Problemem okazało się dopiero namalowanie Zamku - z ulicy Św. Marcina. Najlepsze prace zrealizowały dzieci. Widać było tę czystą radość z tworzenia, tym bardziej, że malowały na prawdziwych blejtramach, wykorzystując do tego profesjonalne farby i pędzle. Gorzej było z dorosłymi - za bardzo się starali, a dzieciom i tak nie dorównali. Te prace też będzie można zobaczyć na wystawie.

Jakie części Zamku odkryje pan przez poznaniakami? A w zasadzie jakie dla nich pan odbije?

Przy pomocy miejsca przekazuję jego prawdę. W wielu zakamarkach zamku obecna jest historia, którą chcę przywołać i skontrastować z tym, co jest tu i teraz. Oprócz kilku pięter stricte należących do CK Zamek, mieści się tutaj jeszcze mnóstwo innych instytucji, jak np. Teatr Animacji, ale też klubów, m.in. Blue Note, Dubliner Pub czy Alternatiwa i Hades.

Starałem się pokazać przede wszystkim charakterystyczne miejsca. Zanim je wybrałem, musiałem oczywiście obejść wszystko i znaleźć to, czego szukam. Rozłożyłem swoje płótna m.in. przy wejściu na schodach do CK Zamek, w Świetlicy, w korytarzach na różnych piętrach... Nie wszędzie jednak udało się je zamieścić. Do dziś np. nie dostałem zgody z Muzeum Poznańskiego Czerwca 1956 oraz kilku klubów, w związku z czym pokażę białe płótna.

Przyznaję, że przechodziłam po tych płótnach wielokrotnie, ale dopiero po jakimś czasie przypomniałam sobie o pana wystawie.

Jedni zauważają płótna, a inni nie. Pamiętam, jak np. rozłożyłem kiedyś trzy płótna w Trzciance na dworcu PKP - w wejściu, w wyjściu i przy kasie. Podsłuchałem wtedy ludzi jak mówili, że pewnie pozakładali tam te białe "dywany", bo bilety podrożały.

Czy tego typu "akcje" to nadal malarstwo?

Moje prace realizują się beze mnie, nie używam farb, ale zapewniam, że to cały czas jest malarstwo. Ono przecież nie ma granic.

A ma pan klasyczną pracownię?

Oczywiście, muszę gdzieś przecież przechowywać swoje obrazy. Ale moja pracowania jest wszędzie, gdzie jestem i gdzie realizuję swoje prace. A pracuję w różnych warunkach - np. przy minus kilkunastu stopniach, czego przykładem są "Obrazy mroźne", które realizuję wspólnie z Joanną (Janiak - przyp. red.). Jestem uodporniony. Kiedyś byłem nad morzem i cały czas padało. Chciałam się schować pod wiatą u rybaków, ale jak stary rybak usłyszał, że maluję morze, czyli wodę, to powiedział mi: "co się pier..., maluj wodę w wodzie". Posłuchałem go i to był strzał w dziesiątkę. Lało na mnie i lało na obraz. Woda rozmywała farby, ale to, co powstało było autentyczne.

Moja droga od "Obrazów przejściowych i przejezdnych" była prosta. To naturalna kolej rzeczy. Najpierw malowałem tak, jak uczyli mnie w szkole. Ale jak tylko ją skończyłem, miałem na tyle odwagi, by pójść w swoją stronę. Później powstały "Obrazy podwójne", czyli malowane na sztaludze i pod nią. Postawiłem na płótnie sztalugę, nie chcąc zwyczajnie pobrudzić podłogi...

I chyba przez to zdystansowanie wobec sztuki pozwala pan też "podeptać" swoje prace...

Ja świat traktuję z dystansem. A moje obrazy wartości i czci nabierają dopiero na ścianie, gdzie je później eksponuję. Zawieszam je przecież w ważnych miejscach, jak np. galerie, muzea. Przykładam wielką wagę do ekspozycji.

Moja sztuka żyje własnym życiem. Od kilku lat dostaję informacje, przede wszystkim od studentów, że np. młodzi ludzie w Berlinie odbijają studzienki na koszulkach, ale już farbą drukarską, i robią na tym kasę. Ja nie. Frotaż to przecież pomysł Maxa Ernsta z początku XX wieku. Ja go tylko wykorzystałem. W 1999 roku pojechałam ze studentami na dwa tygodnie do Awinionu, gdzie stwierdziłem, że namaluję most Św. Benezeta. Śpiewała o nim Ewa Demarczyk i inni śpiewali "sur le point d' Avignon...". Inni też malowali ten most, a raczej pół mostu. Rozłożyłem więc na nim płótna, by ludzie po nich przechodząc lub tańcząc, sami go stworzyli, zostawiając swój ślad. Właściwie, jak teraz sobie myślę, to właśnie Ewa Demarczyk dodała mi wówczas tej odwagi.

Czyli frotaż to takie malarstwo dla leniwych?

Nie. Po prostu namalowałem już wcześniej bardzo dużo, bardzo dużych obrazów, zostawiając na nich bardzo dużo farb. A że obrazy można malować wszystkim, nawet farbami - jak powiedział wspomniany wcześniej Max Ernst - to dlaczego nie wykorzystać zamiast farb kurzu i pyłu? W technice frotażu zrealizowałem do tej pory kilkaset prac. Płótna realizują dla mnie także studenci, znajomi i rodzina, ale bez względu na to, kto to robi bezpośrednio, pozostają i tak moje.

Jak to działa?

Zwyczajnie. Wiem, że tylko się podpisuję, a potem je naciągam na ramy, ale... Kiedyś Grzegorz Borkowski z CSW napisał, omawiając te moje prace, że "obrazy wykonane przez inne osoby nie odbiegały znacząco od tych, przy których powstaniu był obecny sam autor". Liczy się efekt końcowy. W przypadku tej wystawy będzie to kilkadziesiąt płócien, na których będzie tylko kurz i pył Zamku, ślady odciśnięte przez ludzi, którzy tu pracują lub tu przyszli.

rozmawiała Monika Nawrocka-Leśnik

Piotr C. Kowalski - ur. w 1951 roku. Studia w PWSSP w Poznaniu (dziś UAP) ukończył w 1978 r. Profesor zwyczajny. Prowadzi pracownie malarskie na UAP w Poznaniu i ASP we Wrocławiu. Autor cykli obrazów realizowanych bezpośrednio w naturze pt. "Żywa natura - Martwa natura", a także "Obrazów przejezdnych i przejściowych", powstających przy współudziale innych ludzi. Od 2004 roku wspólnie z Joanną Janiak realizuje cykle "Megabajty malowania" i "Obrazy mroźne".

  •  "Obraz przejściowy - Zamek"
  • twórca: Piotr C. Kowalski
  • Sala Wystaw CK Zamek
  • wernisaż: 22.06, g. 19
  • wystawy czynna do 23.07
Używamy plików cookies, by ułatwić korzystanie z naszych serwisów. Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były zapisywane na Twoim dysku, zmień ustawienia swojej przeglądarki.