Kultura Poznań.pl

Kultura

opublikowano:

Więcej niż "lubię" i "nie lubię"

Rozmowa z Michałem Kmiecikiem, laureatem konkursu dramaturgicznego Metafory Rzeczywistości organizowanego przez Teatr Polski w Poznaniu

Michał Kmiecik
Michał Kmiecik

Nie jesteś zwykłym osiemnastolatkiem. Bardzo zaskakujesz nie tylko talentem, ale i dojrzałością.

Dojrzałość to nie kwestia wieku, tylko doświadczeń.

Twoje były jakieś szczególne?

Wręcz przeciwnie. Były bardzo zwyczajne.

To znaczy: przedszkole, świetna szkoła (prymus), koledzy, hobby...

Chodziłem do nie bardzo dobrych szkół. Obie podstawówki pośród blokowisk, bardzo różne dzieci, bardzo różna młodzież, potem gimnazjum z hiszpańskim, które chyba jeszcze nie miało wtedy absolwentów, świeżo utworzone przy dość renomowanym (jakiś czas temu) liceum (słynnym liceum, w którym uczeń zaatakował nauczycielkę siekierą), a potem właśnie to liceum dla świeżych absolwentów gimnazjum z hiszpańskim... Poza tym żadnego prymusowania - z większości przedmiotów miałem raczej przeciętne stopnie. Zatem nie tędy droga.

A którędy? Masz na koncie pracę w redakcji, reżyserię spektaklu w ramach ogólnopolskiego Kongresu Kultury oraz nagrodę za bardzo zaangażowaną społecznie sztukę, która niebawem zostanie wystawiona w całkiem prawdziwym teatrze.

Może to rzeczywiście nie jest typowy dorobek osiemnastolatka, ale niewiele w tym mojej zasługi. Kofeina od początku była projektem animowanym przez Daniela Kota, do którego ja dołączyłem od drugiego czy trzeciego numeru. Fakt, że to funkcjonuje w dalszym ciągu, jest wyłącznie jego zasługą.

Do pracy nad spektaklem Karabiny pana Youdego. Dobry człowiek z Hubei nigdy by nie doszło, gdyby nie Agata Szczęśniak i Kasia Górna z Krytyki Politycznej oraz dyrektor Teatru Polskiego we Wrocławiu Krzysztof Mieszkowski, którzy zaryzykowali i dali dużą szansę ludziom po liceum, za co jestem im niezwykle wdzięczny. A w tym, że moja Śmierć pracownika wygrała konkurs i będzie wystawiona w Teatrze Polskim, jest wielka zasługa Iwa Vedrala, który obsadził i uruchomił aktorów tak, żeby wydobyć największe atuty tekstu. Udało mu się to, bo to szalenie zdolny człowiek i pracował (pracowaliśmy!) ze świetnymi aktorami, a publiczność wraz z jury to doceniła.

Mnie się podoba Twój tekst już w formie pisanej. Jest żywy, wartki, dynamiczny, a przy tym dobrze zakomponowany.

Dziękuję. Takie było główne założenie, żeby tekst żył, a nie był kawałkiem literatury do postawienia na półce, nie interesuje mnie tego typu pisanie. Teatr dramatyczny polega na tym, że aktorzy mówią. Według mnie tekst powinien być jak najbliżej mowy, a jak najdalej od literatury.

Często jesteś pytany o powinowactwa z Dorotą Masłowską?

Nie, jesteś pierwsza.

Zapytałam tylko czy pytają. Sama bardziej jestem zainteresowana raczej powinowactwami z poznańskim artystą - Wojtkiem Bąkowskim. Znasz go?

Znam i bardzo cenię. Twórczość literacka, poetycka, narracyjna Wojtka jest na pewno znacznie bardziej plastyczna i znacznie bardziej osobista niż moja, ja staram się raczej unikać tego typu rzeczy w sztuce. To nie jest zarzut przeciwko twórczości Bąkowskiego, on to robi bardzo dobrze. Mnie to po prostu nie zajmuje.

Nie wypowiadasz się "osobiście", a zatem jak się wypowiadasz? "Ja" w tytule Twojego tekstu jest wyłącznie figurą retoryczną?

Staram się nie czynić przedmiotem sztuki osobistych przeżyć, problemów, o ile nie są one przekładalne na jakąś konkretną sytuację z nieco konkretniejszej rzeczywistości społecznej.

Zatrzymajmy się zatem przy "rzeczywistości społecznej". Zainteresowanie nią jest modne w kręgach artystycznych i bardzo niepopularne wśród większości Twoich rówieśników. Skąd w Tobie "społeczna wrażliwość"?

To iluzja - ani nie ma tak wielu artystów tworzących sztukę zaangażowaną, ani nie ma tak niewielu nastolatków, których w ogóle nie interesuje to, co się dzieje dookoła nich. Chodzi o to, żeby myśleć o polityce i zdarzeniach społecznych nie w kategorii "lubię"/"nie lubię", ale "co jest nie tak?" i "czemu tak jest?"

Jest jeszcze następny krok: "jak to zmienić"? Wierzysz w społeczną moc sztuki? W jej siłę sprawczą?

Sztuka, która powstaje w oderwaniu od rzeczywistości, mnie nie interesuje. A następny krok to robienie wszystkiego, co się da, żeby po zdiagnozowaniu tego, co jest nie tak, zmieniać to w taki sposób, żeby było tak, jak być powinno.

Ale jak? Pisząc? Wystawiając sztuki? Ingerując bezpośrednio w rzeczywistość?

Wszystkie formy aktywności uważam za dopuszczalne: i stworzenie jakiejś parabolicznej sytuacji, i mówienie o rzeczywistości w skali 1:1, i bezpośrednie ingerowanie w nią. Trzeba tylko dobrać narzędzie do celu - tak mi się wydaje. Natomiast oczywiście nie można na tym poprzestać i cieszyć się, że znaleźliśmy sobie taką niszę w systemie, z której możemy go krytykować i rozdawać kuksańce. Nie chodzi o to, żeby opisywać rzeczywistość, ale o to, aby ją zmieniać.

A cel jest polityczny czy artystyczny?

Cel jest polityczny przy wykorzystaniu artystycznych instrumentów. Sztuka nie powinna służyć dominującej polityce, zwłaszcza ta robiona za publiczne pieniądze powinna jednak służyć społeczeństwu.

Jakaż polityczna poprawność!

W kongresowym spektaklu Karabiny pana Youdego. Dobry człowiek z Hubei po części Wiesława Cichego - aktora Teatru Polskiego we Wrocławiu, który opowiadał historię regionu, Chińskiej Republiki Ludowej i wreszcie samego Yanga Youdego - na scenę weszli członkowie wrocławskiej Akcji Lokatorskiej, którzy zmagali się z podobnymi problemami co Youde, tylko że nie w komunistycznych, totalitarnych, autorytarnych Chinach, ale w demokratycznej, wolnej Polsce - pół godziny tramwajem od Willi Dzieduszyckich, w których był pokazywany spektakl.

Gdyby pokaz zakończył się po części aktora, wszyscy byliby zadowoleni. Miał swoje problemy, ale daleko, a poza tym i tak je rozwiązał. Powierzenie tekstów lokatorów aktorom pozostawiłoby to wszystko w przestrzeni sztuki, wchodzącej w jakąś tam interakcję z widzem, ale w dalszym ciągu trzymającej go na dystans. To, że udało się zaprosić do wzięcia udziału w przedsięwzięciu panią Jolantę Mikulską, pana Kazimierza Krasickiego, Anetę Bronś i Ewę Nowak i że sami, własnymi słowami, opowiedzieli o sobie i swoich problemach z mieszkaniami komunalnymi, uważam za wielką wartość tego projektu.

Jesteś świadom tego, że polityka, jak uczy doświadczenie, zwykle połyka sztukę?

Obawiam się, że jest dokładnie na odwrót. Zdaje się, że polskie kino, w przeważającej większości idealnie apolityczne, nie wznosi się dzięki temu na wyżyny artyzmu. Sztuka tworzona bez kontekstu jest pusta i nudna.

A co z artystą - z tym, co w nim osobne i ostateczne? Jesteś Michałem Kmiecikiem czy Michałem Kmiecikiem związanym ideowo z Krytyką Polityczną?

Ktoś pytał reżysera Człowieka z żelaza czy jest artystą Andrzejem Wajdą, czy też artystą Andrzejem Wajdą ideowo związanym z Solidarnością?

Jasne, że padało takie pytanie: i ze strony rządzącej wtedy partii, i ze strony Solidarności. Myślę, że Wajda też je sobie zadawał - choć w zupełnie innej sprawie niż ci wszyscy państwo razem wzięci i każdy z osobna. Ciekawi mnie, czy Ty je sobie zadajesz.

Wypracowuję sobie różne formy wypowiedzi do różnych zadań, one jakoś działają. To, że są w Polsce i na świecie ważne tematy, funkcjonujące jedynie w ramach jednej narracji i to tej nieszczególnie sensownej, a artystyczna wypowiedź może przyczynić się jednak do odzyskania tej narracji dla ludzi, którzy nie chcą grać w kapitalistyczną utopię, to chyba znaczy, że warto je poruszać i że jest o co walczyć. Choćby po to, żeby coś odkłamać i spojrzeć na to z innej perspektywy. Najlepszy przykład: po pokazie Karabinów ktoś powiedział mi o osobie, która patrzyła do tej pory na problemy prywatyzowanych kamienic z perspektywy właścicieli, a po pokazie ta osoba zmieniła perspektywę. To nie był najbardziej dopracowany artystycznie spektakl na świecie, nie mam zamiaru się teraz usprawiedliwiać, ale została stworzona pewna sytuacja i choć jakiejś mentalnej zmiany udało się jednak dokonać.

Ale są sprawy doraźne i sprawy ostateczne. Żyjemy tu i teraz, jednak możemy myśleć o tym życiu w kontekście znacznie szerszym.

Nie broni się nic, co aspiruje do mówienia o rzeczywistości, kiedy ta rzeczywistość zmienia się po raz kolejny.

Polemizowałabym!

Z czym tu polemizować? Rzeczywistość się zmienia.

Owszem. Ale my - jak się okazuje przy bliższym oglądzie - wcale nie tak bardzo.

A właśnie, że się zmieniamy. Czy 10, 20 lat temu przeprowadzałabyś ze mną ten wywiad przy pomocy czatu na gmailu? Musielibyśmy się spotkać, wygospodarować dzień na dojazd, nagrałabyś rozmowę na dyktafon, a później musiała ją przepisywać.

Jasne! Ale nie masz poczucia, że gadalibyśmy w dużej mierze o tym samym?

Nie wiem, myślę, że nie. 20 lat temu nie było "Metafor" i zamieszania wokół polskiej dramaturgii współczesnej, więc nie byłoby pretekstu do rozmowy. No i "Śmierć pracownika" jest jednak bardzo historyczna, bardzo tu i teraz. 20 lat temu wyglądałaby inaczej i pewnie byłaby o czym innym, jeśli w ogóle by była.

Oj, jaki detalista! Ja mam poczucie, że pasja byłaby dokładnie taka sama. Ciekawa jestem Ciebie za 10, 20 lat...

Zobaczymy, jak będzie.

Rozmawiała Ewa Obrębowska-Piasecka

Premiera sztuki Michała Kmiecika Śmierć pracownika. Tragedia z życia gospodarczego, w której jedynie ja przeżyję czeka nas w grudniu na scenie Teatru Polskiego.

Sztukę przeczytacie Państwo w grudniowym numerze IKS-a.