Kultura Poznań.pl

Kultura

opublikowano:

Ulica Święty Marcin

Projekt kilku pokoleń. Poznańska specjalność. Czy możemy wyobrazić sobie miasto bez niej? Jak powstała i jakie kryje tajemnice? Przyjrzyjmy się uważnie, bo warto!

Św. Marcin. Fot. A. Jabłońska
Św. Marcin. Fot. A. Jabłońska

Średniowieczne przedmieście

Nie wiadomo, kiedy dokładnie powstał kościół poświęcony świętemu Marcinowi z Tours. Z pewnością stało się to w czasie, gdy książę Przemysł I lokował lewobrzeżny Poznań, a poza jego murami zaczęły rozwijać się podmiejskie wsie. Świątynia była przekształcana przez lata tak, aby na początku XVI wieku otrzymać kształt zachowany przez długi czas. Pod koniec XVIII stulecia Święty Marcin włączony został w granice miasta. Rozpoczął się nowy, fascynujący rozdział w dziejach poznańskiej dzielnicy.

Dwa pomniki Mickiewicza

W połowie XIX wieku okazało się, że ulica Święty Marcin stała się główną arterią rozwijającego się miasta. Mieszkania, sklepy, hotele, urzędy, szkoły. Ulicy nadawano reprezentacyjny charakter, a świętomarciński adres stawał się bardzo prestiżowym. W roku 1859, w ogrodzie pomiędzy kościołem a nową kamienicą Teofila Mateckiego i Stanisława Hebanowskiego (obecny numer 11) staraniem polskich mieszkańców miasta, stanął pomnik Adama Mickiewicza, pierwszy w historii. Rozbudowany na początku XX wieku, przetrwał do czasów II wojny światowej. Miejsce po monumencie to kameralny zaułek, trochę zapomniany i zaniedbany, ale jakże wyjątkowy i inny od kolejnej lokalizacji pomnika wieszcza. Obecny plac Adama Mickiewicza nosił już kilka imion i dźwigał kilka pomników. W 1960 roku odsłonięto tu monumentalną figurę przedstawiającą czytającego poetę. To chyba wciąż jeden z najdoskonalszych i najpopularniejszych poznańskich pomników.

Malownicze podwórka

Niemal przez cały wiek XIX Poznań ściśnięty był murami twierdzy poligonalnej. Ta sytuacja wymagała wyjątkowych rozwiązań architektonicznych i urbanistycznych w rozwijającym się mieście. W drugiej połowie XIX stulecia kamienice budowane przy ruchliwych i głośnych ulicach, takich jak Święty Marcin, zaczęły posiadać niezwykłe podwórza. Wiele z nich ukształtowano tak, aby przypominały niewielkie uliczki odchodzące od głównej ulicy. Oficynom kamienic nadawano niezwykłe czasem kształty. Zabieg taki miał dawać poczucie komfortu i był z pewnością urozmaiceniem wizualnym w gęsto zabudowanym mieście. Wiele malowniczych podwórek zachowało się do dziś. Możemy sobie wyobrazić, że niegdyś pełne zieleni, stanowiły prawdziwą enklawę dla mieszkańców wielkomiejskiej ulicy. Zobaczyć trzeba koniecznie połączone podwórze kamienic pod numerem 9 i 11 - zaskakujące zestawienia kolorystyczne i efektowne różnice poziomów. Do najładniejszych należy dziedziniec kamienicy nr 28, któremu nadano formy historyzujące. Ciekawostką jest również podwórze secesyjnego domu, przypominające ulicę z dawnych osiedli robotniczych (nr 39). Urodą zachwycają także czerwone elewacje oficyn pod numerem 69 - tu warto zajrzeć!

Sen o city

Zniszczenia wojenne nie oszczędziły ulicy Święty Marcin. Spłonął kościół, zniknęło wiele kamienic. Przez kilka powojennych lat systematycznie uzupełniano zabudowę ulicy. Najwcześniejszą i najbardziej prestiżową inwestycją była budowa Domu Partii na skrzyżowaniu z ulicą Kościuszki (Obecnie Collegium Historicum UAM). Forma budynku doskonale wpisała się w reprezentacyjny charakter tej części Świętego Marcina. Nieco później powstał budynek mieszkalny zamykający ulicę Garncarską. To ciekawy przykład poszukiwań w architekturze lat 50. W tym samym czasie miejscy planiści opracowywali koncepcję ogromnych zmian w centrum Poznania. Założono liczne wyburzenia, opracowano przebieg tras szybkiego ruchu. Poznań miał stać się miastem modernistycznym, a jego śródmieście - nowoczesnym city. Na początku lat 60. rozebrano budynki przed kościołem Świętego Marcina. Z tego czasu pochodzą również wieżowce przy ulicy Piekary. Jednocześnie opracowano koncepcję zabudowy północnej pierzei ulicy pomiędzy Ratajczaka a Gwarną. Wieżowce Alfy, bo o nich mowa, były pewnego rodzaju manifestacją nowego sposobu myślenia o zabudowie centrum Poznania. Monumentalne, stanowiące niezaprzeczalną dominantę całej ulicy posiadają klarowną formę wzbogaconą ciekawym detalem. Poznańskie rozwiązanie głównej ulicy centrum, wpisuje się w ciąg podobnych europejskich realizacji. Niestety, sposób użytkowania budynków, zatarł ich niedostrzeganą (i niewątpliwą) urodę.

Perła poznańskiej secesji

Architekt Oskar Hoffmann zaprojektował w Poznaniu wiele niezwykłych secesyjnych obiektów. Jednym z najdoskonalszych dzieł poznańskiego projektanta jest kamienica przy Świętym Marcinie 69 z 1903 roku. Zleceniodawcami byli kupiec Gustav Haase oraz wydawca i redaktor dziennika Posener Neuste Nachrichten Georg Wagner. Świętomarcińska kamienica stanęła w reprezentacyjnej części ulicy. Jej efektowna fasada przywołuje na myśl najlepsze europejskie budowle art nouveau. Efektowna klatka schodowa prowadziła do biur i mieszkań. Elewacje oficyn zostały starannie opracowane. Są pełne odniesień do historii architektury i jej idei niezwykle żywych na początku XX wieku. W pobliżu kamienicy Hoffmanna wzniesiono dwa luksusowe hotele: Reichshof (NH Hotel) oraz Residenz (obecnie Lech). Oba prezentowały wysoki poziom architektoniczny i stanowiły przykłady późnej secesji. Szczęśliwie wygląd dawnego hotelu Reichshof został sumiennie odtworzony. Inny los spotkał drugi budynek, który na początku lat 70. został poddany niefortunnej przebudowie, niemal całkowicie zacierającej jego cechy stylowe.

Codzienność na Świętym Marcinie

Przyglądając się starym fotografiom ze Świętego Marcina, widzimy zadbaną i pełną życia ulicę. Sklepy, hotele, biura, mieszkania... Wizytówka miasta, siedziba cesarza, ulica pomników i historii sięgających średniowiecza. Luksus i wielkomiejskość. Co z tego pozostało?

Ulicę można przejść w kilkanaście minut. Od początku do końca. Zaczynając od placu Wiosny Ludów mijamy pusty i zaniedbany skwer oraz ulicę Wysoką. Dochodzimy do kościoła, za którym jakby nieobecny czeka na odkrycie plac, gdzie stanął pierwszy pomnik Mickiewicza. Obok, opuszczona kamienica Mateckiego i Hebanowskiego - doskonały przykład architektury z połowy XIX wieku. Przy ulicy Piekary pusty plac, którego estetyka daleka jest od wielkomiejskich ambicji. Przedzieramy się przez gąszcz reklam i szyldów mijając nieczynne sklepy. Docieramy do Alfy. Bałagan. Idziemy dalej. Po dawnych ozdobnych klombach jeżdżą tramwaje. Światła, przejścia dla pieszych, przystanek przed zamkiem. Jest jeszcze inna możliwość. Idąc ulicą możemy wchodzić do każdej bramy. Zaglądać na klatki schodowe i podwórka. Odkrywać Święty Marcin zastygły za zniszczonymi fasadami, Święty Marcin prawdziwy, ciągle żywy. Możemy również, z dawnymi zdjęciami w ręku szukać miejsc, które przetrwały, ale zmieniły się mocno. Miejsc, które niegdyś świadczyły o wielkomiejskim charakterze ulicy, dziś są świadectwem wielkiego zaniedbania. Ulica Święty Marcin to poznańska tradycja. Kino Muza - najstarsze z działających, kultowy Kociak, zapomniane podwórza, cesarski zamek, średniowieczny kościół, doskonała secesja i niegdyś handlowa Alfa... Raz w roku, 11 listopada, w święto Marcina z Tours, przypominamy o wyjątkowości poznańskiej ulicy. Przyjrzyjmy się jej i teraz.

Maciej Szymaniak