Kultura Poznań.pl

Teatr

opublikowano:

W pracy szukam radości

Z Jerzym Janem Połońskim*, reżyserem musicalu "Madagaskar" rozmawia Aleksandra Skowrońska. Premiera najnowszej produkcji Teatru Muzycznego - 13 maja.

.
Fot. M. Chochlew

Przed nami premiera musicalu Madagaskar w poznańskim Teatrze Muzycznym. Czy postaci z musicalu będą różniły się od swoich pierwowzorów? Będą uaktualnione, skonstruowane w sposób, który sprawi, że będą bliższe współczesnemu młodemu widzowi? Od premiery filmu mija w tym roku 12 lat, w tym czasie świat oraz dzieci zdążyły się nieco zmienić.

W Madagaskarze, mimo upływu czasu, niewiele się zmieniło i niewiele się zmieni: zebra zawsze będzie zebrą, a lew - lwem. Poza tym Madagaskar w momencie premiery był filmem współczesnym, opartym na uniwersalnych prawdach, które nie poddają się upływowi czasu. To prosta historia: ucieczka z zoo, zatrzymanie zwierząt, przygody na morzu i pobyt na Madagaskarze. To opowieść o sile przyjaźni, która jest w stanie pokonać przywary bohaterów. W dzikim świecie lew zjada zebry - w naszym, zebry i lew to przyjaciele, których przyjaźń jest ważniejsza od reguł rządzących światem przyrody. Ta opowieść i bohaterowie dziś są tak samo aktualni jak 12 lat temu.

Kilka lat temu odbyła się amerykańska premiera tanecznego show Madagaskar Live. Czy pierwowzór sceniczny będzie jakimś odniesieniem przy realizacji polskiej wersji musicalu?

Amerykańska wersja to bardziej show niż musical - nie będzie ona dla nas punktem odniesienia. My po prostu... robimy swoje.

Współpracowałem kiedyś przy produkcji muzycznego show, który jeździł po ogromnych halach, był zaprojektowany z myślą o wielkich przestrzeniach i dużej publiczności - amerykański show jest dokładnie taką samą produkcją: z krótkimi wejściami i wyjściami i teledyskowym charakterem. Musical Madagaskar nie będzie wystawiany w wielkiej hali dla 3000 ludzi - my mamy małą scenkę Teatru Muzycznego i 500 osób na widowni, i to tu przenosimy naszą historię.

Jednak wszystkie spektakle, które tworzę, mają charakter, jak kiedyś określiła to moja koleżanka, "youtubowy". Madagaskar, chcąc nie chcąc, także nosi pewne znamiona show; on po prostu jest tak napisany: oparty jest na przerywnikach, utworach trwających minutę, co w konwencji musicalowej jest bardzo krótkim czasem. Konstrukcji spektaklu nie przekroczymy, ale pamiętajmy, że Madagaskar wystawiany będzie w teatrze muzycznym i będzie musicalem, nie show muzycznym.

Do kogo adresowany będzie Madagaskar? Dzieci będą co prawda najbardziej liczną grupą na widowni, ale czy rodzice i opiekunowie znajdą coś dla siebie w spektaklu?

Zajmuję się spektaklami od lat i robię je głównie dla dzieci. Jednak jeśli ktoś zapytałby mnie, jak robić spektakl dla dzieci, nie miałbym gotowej odpowiedzi. W Poznaniu istnieje Centrum Sztuki Dziecka, które kompleksowo zajmuje się problematyką teatru dla dzieci i młodzieży, ale ja podchodzę do teatru bardziej instynktownie. Robię spektakle tak, żebym ja, dorosły facet, chciał w nich zagrać i oglądać je. Lubię się dobrze bawić, lubię sprawiać, żeby dzieci, które są dużo bardziej inteligentnym widzem, niż nam się wydaje, także bawiły się na moich spektaklach. W przypadku dzieci śmiech wywołują raczej żarty sytuacyjne, w przypadku dorosłych - słowne. Ważna jest więc wieloprogowość spójnego przekazu i po prostu szczerość.

Ta strategia odnosi według mnie sukces, bo spektakle reżyserowane przeze mnie do tej pory cieszą się powodzeniem wśród publiczności.

W jednym z udzielonych przez pana wywiadów mówi pan, że "W Polsce do musicalu przyklejona jest łatka, że nie jest on zbyt mądry". Czy wiąże się z tym popularność musicalu wśród mniej wymagającej widowni?

Istnieje przekonanie, że ktoś, kto zaczyna śpiewać, przestaje uwiarygadniać sytuację, w której się znajduje i którą współtworzy. Ja uważam zupełnie inaczej. Jest takie powiedzenie, które też powtarzam na warsztatach: dlaczego ludzie zaczynają śpiewać? Bo mowa nie wystarcza. Dlaczego zaczynają tańczyć? Bo nie wystarcza śpiew. Dla mnie śpiewanie musicalu podnosi poprzeczkę: jeśli śpiewam, że kocham, to dlatego, że powiedzenie tego po prostu nie wystarcza.

W listopadzie współtworzyłem musical o Janie Pawle II Powołanie papież: publiczność płakała ze wzruszenia, po spektaklu ludzie dawali owacje - nie dlatego, że temat musicalu był "święty", tylko dlatego, że udało nam się wzbudzić emocje publiczności. Założenie widowni było jednak takie, że skoro musical dotyczy papieża, to należy być na nim poważnym i skupionym w odbiorze.

W obecnych czasach ludzie mają na głowie wiele zmartwień, oczekują więc od teatru pewnej rozrywki: musical im to daje. Aktorzy tańczą, śpiewają, jest to przyjemne i łatwe do zrozumienia. Forma musicalu sprawia, że treści przez nią przedstawiane są łagodniejsze, łatwiejsze w odbiorze.

Pracował pan między innymi przy realizacji musicalowej wersji Piotrusia Pana, Alicji w Krainie Czarów, Jasia i Małgosi. Jak opowiada się historię, którą wszyscy doskonale znają i mają przeżyć w teatrze po raz kolejny?

Wszystkie spektakle, które zrobiłem, były zawsze zwariowane, pokręcone, potraktowane w sposób kabaretowy. Historie te były wzięte w jakiś metaforyczny nawias. W przypadku Piotrusia Pana teatrowi towarzyszyło wiele kabaretowych grepsów. Na przykład piraci byli tu tak naprawdę antypiratami. Dla mnie była to przede wszystkim historia o miłości i niemożności kochania i to starałem się najmocniej w spektaklu przedstawić. W Jasiu i Małgosi zrobiłem teatr w teatrze: tu aktorzy, którzy przychodzą zagrać spektakl, gubią klucz i grają, korzystając z tego, co mają: sznurków i papierów. Czerwony Kapturek był natomiast antybajką: stanowił połączenie Czerwonego Kapturka, filmów o Jamesie Bondzie, Królewny Śnieżki i piosenki Stary niedźwiedź mocno śpi - to w ogóle był mocno zwariowany spektakl.

Łatwiej jest zdecydowanie przedstawić bajki i historie, które znamy. Wtedy łatwiej wyrazić siebie jako twórcę, bo i tak, cokolwiek zrobisz, widownia zna już pewien genotyp, szkielet historii. Trudniej tworzy się historie, których publiczność nie zna. Wtedy należy skupić się na linearnym opowiedzeniu historii, zbudowaniu przebiegu, rozpoczęciu, rozwinięciu, zwrocie akcji. W Madagaskarze wiele wątków zostaje ominiętych - można sobie na to pozwolić, bo historia, na której bazuje spektakl, jest dobrze znana widowni. Madagaskar to przecież bajka, która weszła do kanonu, zakładam, że zarówno najmłodsi, jak i starsi widzowie znają jej przebieg.

Opowiadając jednak jakąkolwiek historię, dobrze znaną, jak i świeżą, szukam przede wszystkim radości dla siebie.

rozmawiała Aleksandra Skowrońska

*Jerzy Jan Połoński - absolwent PWST we Wrocławiu. Występował w teatrach od katowickiego GART-u po warszawski Teatr Konsekwentny. Był dyrektorem artystycznym Teatru Maska w Rzeszowie. Współpracował z kabaretową Formacją Chatelet. Reżyser spektakli teatralnych, telewizyjnych oraz widowisk muzycznych.

  • "Madagaskar"
  • Teatr Muzyczny
  • premiera: 13.05, g. 12 i 17
  • przedpremiera: 11 i 12.05
Używamy plików cookies, by ułatwić korzystanie z naszych serwisów. Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były zapisywane na Twoim dysku, zmień ustawienia swojej przeglądarki.