Kultura Poznań.pl

Teatr

opublikowano:

Problem Hamleta z kobietami i matką

W "Ja jestem Hamlet" Agata Duda-Gracz traktuje publiczność jak swego rozmówcę i proponuje jej dekonstrukcję odpowiadającą na pytanie "po co nam dziś jeszcze Szekspir?". Pomimo trzech godzin, spektakl jest też doskonałą rozrywką, bo odpowiada naszej potrzebie na widowiska, przemoc i seks.

.
fot. Jakub Wittchen

Szekspira najlepiej czytało mi się w liceum i na początku studiów, gdy kierowały mną tak proste pobudki, jak chęć samodzielnego zapoznania się z fabułą, a trochę później różnymi przekładami. Do dzisiaj kocham zwłaszcza te najstarsze, byle były jak najodleglejsze od śliskości Barańczaka. Nastoletniość to też zresztą doskonały czas na oglądanie adaptacji szekspirowskich. Jeśli natrafialiśmy w nich na uwspółcześnienia i transpozycje w inne miejsca i czasy, szybko przy tym zdawaliśmy sobie sprawę, że istnieje pewien kłopot natury językowej. Wszyscy wokół tępo nam powtarzali, że Szekspir jest bardzo współczesny, a z drugiej strony byliśmy skazani na śledzenie aktorów, którzy prawie zjadali sobie język, próbując wydukać co bardziej powikłane wersy. No chyba, że mieliśmy do czynienia z oryginałem w wykonaniu tak złotoustych aktorów jak Hopkins czy Branagh.

Meta-Hamlet

Naturalnym odruchem jest więc unikanie adaptacji, trzymanie się lektury tekstów i co ciekawszych komentarzy, biografii, opracowań. I właśnie dla tych z nas, co ze stratfordczykiem spędzili trochę czasu, Agata Duda-Gracz wzięła "Hamleta" i wrzuciła go do sokowirówki. Paradoks iście szekspirowski polega na tym, że aby publiczność miała dziś jeszcze jakąś przyjemność z oglądania tej tragedii, aby jej tekst na nią oddziaływał, trzeba go przed nią rozedrzeć, posiekać, zmielić. Ostatecznie oryginalny materiał został prawie że w całości usunięty. Stał się już on zresztą na tyle znany, że klasyczne deklamacje aktorów wywołałyby w nas pewnie zmęczenie. Zawsze też moglibyśmy powiedzieć, że w tej czy innej wersji już archiwalnej lepiej obsadzono dane role.

Dlatego w "Ja jestem Hamlet" mamy do czynienia nie tyle z wystawieniem tekstu, co jego wersją meta, polegającą na palimpsestowym ścieraniu dotychczasowego tekstu i nadpisywaniu nowych sensów. Artyści zdają nam relację z próby, rozgrywającej się w warunkach remontowych. Nieukończenie procesu, siłowanie się z Szekspirem zostało przedłużone i przeniesione również we wnętrza Teatru Nowego, które zostały pokryte czarnymi foliami i kolorowymi taśmami, tu i ówdzie ozdobionymi napisami "AWARIA".

W procesie

Duda-Gracz wpadła na pomysł, by postać Hamleta rozpisać na dwa głosy. Zepchnięty i stłamszony do stadium prawie że fizjologicznego jest ton jakim operuje wypowiadający niezrozumiałe jęki aktor Dżus. Stąd słynny monolog słyszymy w formie niekomunikatywnego bełkotu - wciąż jednak rozpoznając łatwo typową emfazę, z jaką aktorzy zwykle go wygłaszają. Dżusa możemy potraktować jako wyraz potrzeb, których książę nie potrafi zakomunikować. Ta postać ilustruje też chęć odcięcia się Dudy-Gracz od ciążącego balastu przeszłości, w której bohater był klasycznie "odgrywany", przez co z roli na rolę w niezliczonych przedstawieniach jego postać coraz bardziej traciła oryginalną symbolikę i charakter, stając się groteskową notatką ze szkolnych bryków w postaci "Wyjaśnij, kim był Hamlet".

Z kolei tym z Hamletów, który wygłasza teksty nieszekspirowskie, choć zgoła w duchu pisarza, staje się Edi. Jak informuje publiczność pani Marzena, aktorka wspierająca swego "mistrza": "Edi jest wybitnym reżyserem, Zachód się o niego bije. Element poznawczy obcowania z takim artystą jest nie do przecenienia" - dodając, że znajduje się on "w procesie". Bohater ma problemy z obsadą - ogłasza: "Chciałbym spróbować z inną matką" czy znęca się nad aktorką grającą Ofelię. Jak informują nas zresztą aktorzy: "Hamlet ma problemy z kobietami i matką". Duda-Gracz za pomocą niepasującego duetu Dżus-Edi przypomina nam o trochę zapomnianej złożoności Hamleta, podsuwając pytanie o to, czy jest to w ogóle postać, której działania wnoszą cokolwiek dobrego. Zwykle patrzyliśmy niechętnie na złego wuja, występną matkę, głupiego doradcę, a tym razem obserwujemy labilność i upadek głównego bohatera. "Synu, przecież ty nie masz nic do powiedzenia ani widzom ani aktorom" - przypomina Ediemu ojciec, wielki aktor odgrywający ojca również w czasie próby. Tatuś, którego nie sposób uśmiercić, bo przerasta syna pod każdym względem.

Artysta musi być królem przesady

Psychodrama rozgrywająca się między zagubionym, niedojrzałym, naiwnym i egotycznym reżyserem a aktorami i pracownikami teatru jest w "Ja jestem Hamlet" sposobem na odświeżenie tekstu zużytego. Ci jednak, którzy durnie napiszą "To jest Hamlet na miarę naszych czasów", mylnie wpiszą reżyserkę w manię wielkości i chęć udowodnienia swej pozycji za pomocą stworzenia wspaniałej, wyjątkowej, niezapomnianej (niepotrzebne skreślić) wersji własnej. Duda-Gracz nie stworzyła jej po to, aby zaspokoić egoistyczne potrzeby. Gdyby tak było, zamieniłaby się w parodię tego, z czego szydzi i co krytykuje. Jest ona przeciwieństwem Ediego, a w spektaklu stawia na to, o co niegdyś chodziło samemu Szekspirowi: o zapewnienie inteligentnej rozrywki publiczności, przy jednoczesnym zaspokojeniu jej głodu widowiska. "Ja jestem Hamlet" zawiera imponujące sceny zbiorowe, przesycone patosem chóralnych pieśni, a pomimo oszczędności scenograficznej posiada nawet i pewien przepych. To, jak stary kostium łączy się w nim z nowoczesnością i skłonnością do nadmiaru sprawia, że można go porównać z "Tytusem Andronikusem" Julie Taymor. "Artysta, w szczególności reżyser, musi być królem przesady" słyszymy zresztą u Dudy-Gracz.

Zarazem, w "Ja jestem Hamlet" reżyserka dzieli się refleksjami o tym, czym dla niej obecnie jest teatr. Jeśli poczujemy niesmak wulgarnością, nagością, erotyką w spektaklu, musimy mieć świadomość, że w tej wersji meta-przedstawienia Duda-Gracz większość zabiegów stosuje z ironią, a puentuje tekstem zwróconym przeciw chorym ambicjom koleżanek i kolegów po fachu. Zupełnie serio jest jej humanistyczny stosunek do bohaterów, teatru, wreszcie aktorów. Przypomina w tym podejściu Kennetha Branagha, który po latach ekscentrycznych i bombastycznych zabaw ze swym ukochanym Szekspirem nakręcił niedawno "Całą prawdę o Szekspirze": kameralną opowieść o starym dramaturgu, który próbuje przejść na emeryturę i pogodzić się z dotąd zaniedbywaną rodziną.

Marek S. Bochniarz

  • Ja jestem Hamlet
  • Teatr Nowy
  • 26.04

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2019