Kultura Poznań.pl

Teatr

opublikowano:

BLISCY NIEZNAJOMI. Za drzwiami

Aktorzy Pierwszego Teatru we Lwowie swoją sceniczną opowieść zakończyli po dwóch godzinach. Ale samej historii nie udało im się zatrzymać... "Piękne, piękne, piękne czasy" w reż. Rozy Sarkisian były punktem czwartkowego programu Festiwalu Bliscy Nieznajomi. 

.
fot. Marek Zakrzewski

Roza Sarkisian - młoda ukraińska reżyserka oraz polska dramaturżka Joanna Wichowska już wcześniej współpracowały w Polsce m.in. przy realizacji pierwszego odcinka "Przed wojną/ Wojna/ Po wojnie" z trzyletniego cyklu Komuny//Warszawa, a na Ukrainie przy produkcji performatywnego projektu "Mapy strachu. Mapy tożsamości". Widzowie Bliskich Nieznajomych natomiast mieli okazję zobaczyć ich najnowsze dzieło - "Piękne, piękne, piękne czasy". Spektakl powstał w Pierwszym Teatrze we Lwowie, który wraz z pojawieniem się w nim Sarkisian uzupełnił swój repertuar o propozycje dla dorosłych.

Codzienna posttraumatyczna gimnastyka

Punktem wyjścia do realizacji spektaklu "Piękne, piękne, piękne czasy" była powieść austriackiej noblistki Elfriede Jelinek, która w polskim tłumaczeniu pojawiła się pod tytułem "Wykluczeni", w ukraińskim natomiast - "Za drzwiami". Jej bohaterami jest czwórka młodych ludzi: Anna (podobno gra lepiej na fortepianie niż Leszek Możdżer) i Rainer (on z kolei zdaniem ich matki lepiej recytuje wiersze niż Andrzej Seweryn), bliźniaki, których ojciec w czasie wojny służył w SS, a obecnie jest aktorem porno; pochodząca z bogatej mieszczańskiej rodziny półsierota Sophie oraz Hans. Jego ojciec z kolei zginął na wojnie, a mama jest inwalidką. Co łączy te cztery postaci i trzy zupełnie różne rodziny? Pożądanie i przemoc, jakie charakteryzują ich wzajemne relacje, oraz praktykowana przez nich "codzienna posttraumatyczna gimnastyka", której elementy zna wielu z nas.

Na mocy umowy zawartej z twórcami widzowie już na samym początku spektaklu przenieśli się w rytmie walca z "Opowieści Lasku Wiedeńskiego" Straussa do Austrii lat 50. Ale ta muzyczna zapowiedź byłą jedyną, która świadczyła o tym, że historia odbywa się właśnie tam. Scenografię do spektaklu stanowiło zaledwie kilka czarnych krzeseł i dwie białe ściany/ekrany, na których wyświetlono film dokumentujący udział czwórki wspomnianych nastolatków w napadzie na mężczyznę przed sklepem. Wśród rekwizytów natomiast znalazły się np. napełniona wodą wanna - pomogła Sofii w rekonstrukcji momentu utopienia przez nią w rzece kota oraz portret ojca Hansa niczym relikwia, z którym rozmawiała jego matka.

O czym się nie mówi, o tym się milczy

Spektakl dotyka wielu problemów. Pierwszoplanowym wydaje się być powojenna rzeczywistość oraz narzucane przez z nią narracje, które prowadzą do przemocy. To tym bardziej interesujące, że o wszystkim opowiadają artyści, których kraj jest w stanie wojny z Rosją. Ale obok walki z historią, która nie pozwala o sobie zapomnieć, widma wojny i pytań o to czy mordercą staje się i ten, kto zabija wrogów albo czy ofiara musi stać się katem, są jeszcze: trudny moment inicjacji, poszukiwania własnej tożsamości oraz pokraczna, ale jednak miłość, zarówno ta rodzicielska jak i zmysłowa. Twórcy starają się dociec przyczyn takiego, a nie innego zachowania nastolatków. Szukając powodów ich brutalności, wchodzą do ich domów. Na jaw wychodzą m.in. sadystyczne ciągoty starego żołnierza i wygórowane ambicje względem dzieci.

Aktorzy stali się współtwórcami ostatecznej wersji "Pięknych, pięknych, pięknych czasów", który powstał po serii prób. Wynikiem ich doświadczenia jest chociażby finał spektaklu, w którym skrywane żale kierują w stronę swoich rodziców. Mają pretensje m.in. o to, że ci byli przeciwni ich studiom aktorskim czy też, że ich zbyt rzadko widywali. Sarkisian  i Wichowska przypomniały także widzom, że tak naprawdę czasy powojenne ciągle trwają, że "o czym się nie mówi, o tym się milczy". I nienachalnie przeniosły rozważania te na grunt teatru. Bo czy teatr może zapobiec przemocy? Jakie dziś pełni funkcje? Czego wymaga od teatru publiczność? Czy chce oglądać wyłącznie historie, które kończą się szczęśliwie? I kim jest dla nich aktor, na ile jego rola może być częścią jego samego? Lwowscy aktorzy marzą bowiem m.in. o tym, by siedziba Pierwszego Teatru, gdzie kiedyś znajdował się teatr żydowski, była tak piękna jak ta Teatru Polskiego w Poznaniu, ale też o nowych, wymagających i osobistych rolach. Mówiąc o przyszłości, myślą o tym, co ich czeka. I oby to były piękniejsze czasy.

Monika Nawrocka-Leśnik

  • Bliscy Nieznajomi: "Piękne, piękne, piękne czasy" Pierwszego Teatru we Lwowie
  • reż. Roza Sarkisian
  • Teatr Polski
  • 12.09

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2019