Kultura Poznań.pl

Kultura

opublikowano:

Skupienie i satysfakcja

Lautari to zespół od lat związany z Poznaniem - zresztą wciąż mieszkają tu dwaj z jego członków. Podkreślam ten fakt, bo warto cieszyć się tym, że nagrali rewelacyjny album, który miał premierę podczas poznańskiego Ethno Portu.

.
Fot. Materiały zespołu Lautari

Zespół Lautari hołduje rzadkiej dziś zasadzie, by nagrywać i wydawać płyty tylko wtedy, kiedy mający znaleźć się na nich repertuar jest przygotowany i przemyślany. Kiedy może się z niego złożyć spójna, zajmująca - i nowa - opowieść. Dlatego też grupa miała dotąd na koncie, mimo kilkunastu lat działalności, zaledwie dwie płyty, ale też każda z nich jest autentycznym artystycznym wydarzeniem. Nawet jeśli - jako uzasadniony dla nowego albumu kontekst - dopiszemy tu jeszcze dwie płyty, wydane w ostatnich latach, sygnowane przez lidera zespołu, Macieja Filipczuka, statystyka ich ukazywania się nie będzie rewelacyjna. Na szczęście, muzyka to nie statystyka - a na nowe dokonania Filipczuka i kolegów warto czekać, niezależnie od tego jak długo.

Tom 67

Wspomniane dwie płyty lidera zespołu z ostatnich lat były wyrazem jego fascynacji twórczością polskiej muzyki wiejskiej, a w szczególności dokonaniami jednego z jej największych mistrzów - skrzypka Kazimierza Meto. Piszę o tym dlatego, że nowy album Lautari jest w jakimś sensie dalszą częścią tej opowieści.

Zespół przyzwyczaił bowiem swoich słuchaczy, że kolejne dzieła (nagrywane w zmieniających się składach) odwołują się do różnych inspiracji. O ile pierwszy krążek nawiązywał do muzyki karpackiej (w znaczącej mierze rumuńskiej), to drugi był przede wszystkim wspaniałą wycieczką na wschód, ku tradycji ormiańskiej. Teraz artyści, jak już wspomniałem, pochylili się nad polską muzyką wiejską, ale też widząc ją w specyficznej perspektywie. Natchnieniem była bowiem lektura 67 tomu (stąd oczywiście tytuł płyty - "Vol. 67") monumentalnego dzieła Oskara Kolberga "Lud. Jego zwyczaje, sposób życia, mowa, podania, przysłowia, obrzędy, gusła, zabawy, pieśni, muzyka i tańce".

Tom ten przynosi opracowania fortepianowe muzyki ludowej. Niejako kusi więc do dalszych, już autorskich poszukiwań, staje się artystycznym usprawiedliwieniem czy uzasadnieniem dla improwizacji wokół tradycyjnych tematów. A jako że w składzie Lautari odnajdziemy nie tylko  kompetentnych instrumentalistów, ale też artystów całym sercem oddanych muzyce tradycyjnej - otrzymujemy oto nową, wybitną jakość, będącą owocem pokornego zasłuchania w tradycji, przefiltrowanego przez "fortepianowe" widzenie tejże tradycji, na koniec zaś wzmocnione własną wrażliwością i  odważną wizją.

Na przestrzeni jednego,  kilkuminutowego utworu odnajdziemy tu zatem czasami zgodnie z zapisem oddany roztańczony ludowy temat, jego folkową, dialogującą z oryginalną melodią interpretację, a w końcu improwizację przywołującą czasem niemal język jazzu spod znaku free. Co ważne z tych karkołomnych instrumentalnych spiętrzeń artyści potrafią znów brawurowo w parę chwil powrócić do łagodnie kołyszącego tematu.

Oni czterej

Wiele słyszałem w ostatnich latach prób grania folku czy tematów ludowych przez jazzmanów. Żadna z nich nie była tak porywająca, tak spójna, tak przepełniona wspólnym duchem, gdzie ów tradycyjny temat nie jest ledwie pretekstem do sztampowych solówek, ale pozostaje nieustannie kompozycyjnym fundamentem, w każdym momencie utworu. Zasługa to nie tylko klasy artystów i ich szacunku do wiejskiego repertuaru. Wynika to zapewne również z tego, że nie wstydzą się zagrać czasami po prostu do tańca - jednocześnie oddając hołd swoim mistrzom i sprawiając, że ich muzyka staje się niezwykle komunikatywna, przyjazna wobec słuchaczy.

Trzeba jeszcze powiedzieć kim są owi "oni", bo mam wrażenie, graniczące z pewnością, że to spotkanie tych właśnie czterech osobowości powoduje, że rzecz jest tak fascynująca. Że dzięki rzadkiej więź między nimi powstaje autentyczna muzyczna synergia sprawiająca, że efekt jest tak świetny.

Tę oryginalną całość tworzą więc skrzypek Maciej Filipczuk, grający na klarnecie, flecie, szałamai Michał Żak, Jacek Hałas  na preparowanym fortepianie i akordeonie oraz Marcin Pospieszalski na kontrabasie. Płyta została nagrana podczas koncertu w Łódzkiej Filharmonii, z jednej strony zawiera więc naturalną emocję, spontaniczność grania, z drugiej - jest dowodem wykonawczej klasy.

Rzecz jest grana całkiem na poważnie i wymagała od muzyków nieustannego skupienia oraz niemałych umiejętności, a jednocześnie słuchając tej płyty ma się niesłabnące wrażenie, że  artyści świetnie się bawią tym graniem, że sprawia im niezwykłą satysfakcję.

Dodać do tego trzeba jeszcze piękną, starannie przygotowana książeczką towarzyszącą płycie.

Polecam!

Tomasz Janas

  • Lautari: "Vol. 67"
  • Wyd. Wodzirej 
Używamy plików cookies, by ułatwić korzystanie z naszych serwisów. Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były zapisywane na Twoim dysku, zmień ustawienia swojej przeglądarki.