Kultura Poznań.pl

Kultura

opublikowano:

Skłonić słuchaczy do płaczu

5 minut z Marcią Ball, śpiewającą pianistką bluesową

Marcia Bell
Marcia Bell

Każdy, kto był kiedykolwiek na Twoim koncercie, musiał doznać wrażenia, że urodziłaś się niedaleko fortepianu.

Trochę tak właśnie było. Muzykalność ma swoje korzenie w rodzinie ze strony ojca. Mój prapradziadek był Belgiem, kompozytorem i pianistą, który osiedlił się w Luizjanie. Instrument był w domu zawsze, odkąd pamiętam. Na fortepianie grały: moja babcia, moja ciocia, także i moja kuzynka. Ja byłam następna w kolejce. Kiedy zaczęłam chodzić do szkoły, rodzice wysłali mnie na lekcje gry. Urodziłam się, zanim telewizor zaczął funkcjonować jako centralny punkt domu. Wcześniej takim źródłem zabawy i miejscem rodzinnych spotkań był właśnie fortepian. W miasteczku, z którego pochodzę, pewnie nie wszędzie tak było, lecz u nas muzyka brzmiała zawsze. Może to przez ten fortepian nie miałam czasu na porządną naukę francuskiego, co w tej okolicy było bardzo przydatne.

Jednak grać klasyczne miniatury czy popularne utwory z nut, to nie to samo, co grać tak jak Ty boogie woogie!

Słuchałam, jak moja babka gra ragtime, głównie kompozycje Scotta Joplina albo popularne kawałki z Tin Pan Alley, czyli bardzo modną ówcześnie muzykę z Broadwayu. Ciotka grała Gershwina. Dla mnie ten krąg muzyki był pociągający, z synkopowanym rytmem, z odrobiną swingu. Kiedyś ciotka zabrała mnie w Nowym Orleanie na koncert Irmy Thomas. Ta wokalistka zrobiła na mnie piorunujące wrażenie. Sama zaczęłam od gry w kapeli rockowej, jeszcze w Baton Rouge jako osiemnastolatka. Kiedy przeniosłam się do Austin w stanie Teksas, grałam w jeszcze dziwniejszej, krzykliwej kapeli w stylu country. Byłam hipiską i graliśmy dla hipisów coś bardzo wówczas odlotowego. Nazwano to progressive country.

Grasz na fortepianie tak, że nogi same rwą się do tańca. Lubisz tańczyć?

Uwielbiam taniec, lecz ponieważ zawsze miałam kłopoty z partnerami, odczuwałam w tej kwestii wielki niedosyt. Jestem bardzo wysoka, więc chłopcy rzadko mnie prosili do tańca. Odgrywałam się na nich w sporcie, gdzie mój wzrost bardzo się przydawał. W tańcu mogę się tak naprawdę wyżyć, kiedy gram. Miło jest widzieć młodzież na widowni tańczącą do muzyki, która jest od niej starsza o kilka pokoleń.

Nie ścigasz się z nikim, nie nagrywasz płyt co dwa lata, masz swój własny rytm pracy?

Płyta to długi proces. Lubię komponować, kiedy coś szczególnego się wydarzy lub jeśli coś wyjątkowego przeżyję. Dojrzewam do nagrań, bez pośpiechu komponuję, spokojnie zbieram piosenki. One muszą mówić o czymś dla mnie ważnym i chcę, żeby miały ten zniewalający rytm wewnętrzny, który przykuje uwagę słuchacza. Ostatni album "Roadhouse Attractions" był gotowy wiosną, potem pół roku testowałam piosenki na koncertach i jesienią nagrałam całość w dwóch różnych miejscach w Nashville i w moim mieście w Austin. Na płycie mam rewelacyjnych muzyków: słynnego gitarzystę Colina Lindena, poza tym muzyków, którzy grali z Stevie Rayaem Vaughanem. Współpracowałam z producentem i kompozytorem Garym Nicholsonem. Nagrywając płyty, staram się zawsze pamiętać, że trzeba słuchaczy wprawić w dobry nastrój, pobudzić i rozkołysać, lecz jeszcze ważniejsze jest skłonić ich do płaczu.

Jesteś znana w środowisku muzycznym z tego, że bierzesz udział w wielu akcjach charytatywnych. Masz wielkie serce dla ludzi?

Losy ludzi zawsze miały dla mnie podstawowe znaczenie. Nie mogę być obojętna na biedę, nieszczęście, głód, cierpienie. Żyjemy po to, żeby pomagać. Kiedy widziałam co się stało w wyniku huraganu Katrina, musiałam pomóc ludziom tak, jak potrafię. Potem był huragan w Kansas i trzęsienia ziemi. Jeśli moje koncerty pozwolą zebrać pieniądze i trochę ulżą poszkodowanym, zawsze się zgadzam na takie występy. Myślę, że muzycy na całym świecie, dają swoją wrażliwością na cierpienie i krzywdę, dobry przykład innym.

Rozmawiał Ryszard Gloger

Napisz do redakcji: kulturapoznan@gmail.com