Kultura Poznań.pl

Rozmowy

opublikowano:

Życie nie zawsze musi być doskonałe

- Ten reportaż jest dla mnie najważniejszym projektem w życiu, oddałem dla niego całego siebie. Pragnąłem pokazać to, jak człowiek może być oddany drugiemu człowiekowi: zawsze i mimo wszystko - mówi Dawid Stube*, wielkopolski laureat Grand Press Photo 2018 w kategorii Projekt Dokumentalny. Poznańska wystawa czynna będzie od 3 września na Wolnym Dziedzińcu Urzędu Miasta.

.
fot. Dawid Stube

Jak długo pracujesz nad tym tematem? 

Igora i jego życie fotografowałem przez cztery lata.

Czyli już skończyłeś fotografować?

Tak, zimą  2018 roku uznałem, że opowieść jest już zakończona. Towarzyszyłem Igorowi o każdej porze roku, w różnych momentach ich życia.

Dlaczego właśnie tę historię chciałeś pokazać?

Mamę Igora poznałem, kiedy wykonywałem zdjęcie dla prasy lokalnej. Wtedy rozmawialiśmy o tej trudnej i rzadkiej chorobie, jaką jest Zespół Kociego Krzyku. Po pewnym czasie zapytałem czy mogę pokazać ich świat. Dlaczego chciałem? Pierwsza moja myśl była taka, że Igora nie wszyscy rozumieją, bo jest inny niż wszyscy... Ale mimo to jego mama rozumie go doskonale. Głównie dlatego, że bardzo chce go zrozumieć. Wtedy stwierdziłem, że chcę pokazać ich więź, komunikację, emocje które powstają pomiędzy nimi. Myślę że tak naprawdę to od nas zależy, czy chcemy kogoś zrozumieć. Wszystko sprowadza się do kwestii słuchania drugiego człowieka. Wtedy możemy kogoś usłyszeć naprawdę , poczuć jego emocje i jego odczucia. I właśnie to chciałem pokazać.

Dlaczego nie chciałeś sfotografować ludzi pięknych, zdrowych i kolorowych? 

Zajmuję się fotografią ludzi - to moja praca i największa pasja. Fotografuję sesje rodzinne, portrety, śluby a także przedstawienia teatralne. Zatem ten "kolor" mam na co dzień. A ludzie niepełnosprawni to też tak naprawdę ludzie "kolorowi". Tylko musimy chcieć to dostrzec.

Co takiego dostrzegłeś w Igorze i jego mamie przez te cztery lata, czego nie widzisz na co dzień u pełnosprawnych?

Mama Igora każdego dnia pielęgnuje miłość z niezwykłą cierpliwością. Nie zgadza się na takie postępowanie jak wyciszanie lekami dla otumanienia i spokoju. Kiedyś powiedziała mi, że jest taka maniera, że osoby niepełnosprawne umysłowo wychowują się w rytmie disco polo. A Igor słucha np. Agnieszki Chylińskiej.

Pokazałeś ich historię w odcieniach szarości. Czerń i biel nie kojarzy Ci się ze smutkiem? Dlaczego nie zdecydowałeś się na to, by ten świat pokolorować?

Po pierwszym dniu fotografowania od razu uznałem, że pokażę tę historię w czarno-białych barwach. Stwierdziłem, że kolor w tym przypadku tylko by rozpraszał. Nie chciałem by odbiorca oglądając zdjęcia najpierw zwrócił uwagę na ładne kolory, dekoracje w domu, a dopiero później na emocje. Nie uważam, by brak koloru dodawał smutku. Przyjęło się w naszej świadomości, że pokazując fotografie czarno-białe, pokazujemy smutek. Patrząc na fotografie mistrzów - Henri Cartier-Bressona czy Elliota Erwitta -  jest wiele zdjęć emanujących radością,  poczuciem humoru. A są to znakomite czarno-białe fotografie.

A co tak naprawdę chciałeś sfotografować i pokazać? Ja tutaj widzę bardzo uniwersalną historię o miłości matki i syna.

Zacząłem projekt, który miał mówić przed wszystkim o komunikacji. Im dłużej fotografowałem, tym bardziej wyłaniał mi się obraz niezwykłej i pięknej pielęgnacji miłości. Mocnej więzi pomiędzy matką a synem. Nie chciałem opowiadać o niepełnosprawności, nie to było celem projektu.  Pragnąłem pokazać to, jak człowiek może być oddany drugiemu człowiekowi: zawsze i mimo wszystko.
Otrzymuję wiadomości od ludzi, że na fotografiach nie widać choroby, że na żadnym zdjęciu Igor nie jest odarty z szacunku, że jest to opowieść bardzo poruszająca i humanistyczna.

Bardzo mocno wniknąłeś do ich intymnego życia, zaprosili Cię do środka. Czy Igor z mamą sami mieli potrzebę opowiedzenia, czy musiałeś ich do tego przekonać?

Mama Igora nie zgodziła się od razu. Opowiedziałem jej, co chcę tym projektem pokazać. Dopiero po pewnym czasie zaprosiła mnie, abym towarzyszył im w ich życiu, nawet w najbardziej intymnych momentach. Wtedy nie mówiłem jeszcze, że tak długo to potrwa, sam tego nie wiedziałem. Pojawił się moment, kiedy powiedziałem, że chcę publicznie pokazać te zdjęcia. Pamiętam, że wtedy wspólnie zastanawialiśmy się, jaki będzie ich odbiór. Mama Igora nie chciała, aby na tę relację odbiorcy patrzyli przez pryzmat litości. Bo to jest pełna akceptacja swojego życia. Kiedyś mama Igora powiedziała mi, że nasze życie nie zawsze musi być doskonałe. Pamiętam taką sytuację, gdy moja znajoma po zobaczeniu zdjęć powiedziała mi, że za mało docenia swoje życie. Niepotrzebnie przejmuje się małymi rzeczami typu bałagan w domu czy brak zakupionej torebki.

Fotografowałeś nie tylko u nich w domu.

Tak, nie tylko w domu. Także na wakacjach nad morzem, podczas spotkań rodzinnych, również wtedy gdy Igor skończył 18 lat.

Czujesz się już członkiem tej rodziny czy ciągle intruzem?

Na pewno przez ten czas zbudowaliśmy więź. Nie zamierzam z tego kontaktu rezygnować. Ale członek rodziny to zbyt duże słowo.

Na zdjęciach są tylko Igor i jego Mama, nie ma nikogo trzeciego.

Nie czułem potrzeby pokazywać na zdjęciach kogokolwiek innego. Bo taki jest ich świat. On i Ona.

Na co dzień fotografujesz śluby, prowadzisz wraz z bratem studio fotograficzne, współpracujesz z teatrem. Dlaczego zdecydowałeś się na tak długi projekt dokumentalny?

Przez pewien czas pracowałem jako fotoreporter dla prasy. Nie zawsze był czas na to, aby poznać bliżej człowieka czy dłużej z nim porozmawiać. Kiedyś usłyszałem opinię, że tylko pogłębione tematy są najbliższe prawdy. W tym projekcie nie wykonywałem zdjęć dla nikogo, nie czułem presji czasu. Ten reportaż jest dla mnie najważniejszym projektem w życiu, oddałem mu całego siebie. Cieszę się, że został doceniony, dzięki temu spełniłem swoje marzenie. Gdy pisałem pracę magisterską z fotografii prasowej, założyłem sobie, że zdobycie Grand Press Photo jest moim marzeniem. Dobrze mieć marzenia, wtedy jest jakoś lepiej, ale najpiękniej jest wtedy, kiedy robimy wszystko, aby je spełniać. Praca nad tym projektem utwierdziła mnie w przekonaniu, że wytrwałość jest potęgą oraz że zawsze warto próbować.

Pokazywany dokument liczy dwadzieścia cztery fotografie. Ile ich wykonałeś przez te wszystkie lata?

Szczerze, nie wiem dokładnie ile zrobiłem zdjęć. Bywały takie spotkania, kiedy nie zrobiłem żadnego zdjęcia. Zdarzyły się też chwile, co do których uznałem, że zostawiam je tylko dla siebie.

Czy można z tych nieopublikowanych zdjęć stworzyć inną, alternatywną historię?

Nigdy nie myślałem, aby zbudować jeszcze inną historię. Ta historia jest najbardziej prawdziwa.

Na czyje prace - oprócz Twojej - na Grand Press Photo 2018 warto według Ciebie jeszcze zwrócić uwagę?

Wszystkie. Jury wybrało najlepsze fotografie roku, zatem warto im się przyjrzeć i może zastanowić się, jak fotograf mógł wykonać dane fotografie. Ja tak zawsze robię. Namawiam do tego, aby widz przeczytał także opis zdjęcia. W fotografii prasowej odgrywa to ważną funkcję.

rozmawiał Adam Jastrzębowski

*Dawid Stube - zajmuje się fotografią ludzi, prowadzi z bratem studio Fotostube w Gnieźnie. Od 2012 do 2016 roku współpracował jako fotoreporter "Głosu Wielkopolskiego". Zdobywca pierwszej nagrody w najważniejszym konkursie prasowym w Polsce - Grand Press Photo 2018.

  • Ogólnopolski konkurs fotografii prasowej Grand Press Photo 2018 - wystawa
  • czynna 3-16.09
  • Wolny Dziedziniec, Plac Kolegiacki 17
  • wstęp wolny

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2018