Kultura Poznań.pl

Rozmowy

opublikowano:

Zwycięzcy niezależności

Rozmowa z Anną Chistoserdovą - dyrektorką mińskiej galerii "ў", prezentującej niezależną, białoruską sztukę współczesną.

Anna Chistoserdova. Fot. archiwum prywatne
Anna Chistoserdova. Fot. archiwum prywatne

Anna Chistoserdova jest dyrektorką artystyczną (wraz z Valentiną Kiselewą) niezależnej prywatnej Galerii "ў" w Mińsku. Nazwa galerii pochodzi od litery, która występuje dziś jedynie w języku białoruskim. "ў" funkcjonuje jak centrum kultury: obok wystaw sztuki współczesnej organizuje projekcje filmów, dyskusje czy koncerty. Zyski z działalności komercyjnej pozwalają "ў" na uniezależnienie się od państwowych dotacji. W Poznaniu Chistoserdova gościła w dniach 4-7 grudnia w ramach projektu "Sztuka Pokolenia XXI. Polska-Białoruś" na zaproszenie Fundacji Uniwersytetu Artystycznego.

Aleksandra Glinka: Czy trudno jest prowadzić jedną z nielicznych niezależnych galerii na Białorusi?

Anna Chistoserdova: Nie jest łatwo. Aktualnie "ў" jest jedynym niezależnym prywatnym centrum sztuki współczesnej na Białorusi. Codziennie otrzymujemy wiele propozycji projektów, które są interesujące, ale nie mamy możliwości, żeby je wszystkie zaprezentować. Marzymy o tym, żeby ktoś jeszcze otworzył miejsce podobne do naszego. Trudno jest rozwijać kulturę niezależną bez otwierania większej liczby przestrzeni, w których mogłaby zaistnieć.

Kim są artyści, z którymi współpracujecie? Czy zapraszacie również tych związanych z głównym nurtem sztuki białoruskiej?

Skupiamy się przede wszystkim na promowaniu młodych niezależnych twórców i wyszukiwaniu nowych nazwisk, ale staramy się również zapraszać artystów, którzy opuścili Białoruś i żyją za granicą. Nie jesteśmy zamkniętą grupą. Jesteśmy otwarci na każdego, kto zaproponuje interesujący projekt. Próbujemy wtedy znaleźć sposób, aby go zaprezentować.

Wasza niezależność oznacza, że nie jesteście finansowani przez rząd. Czy państwo w jakiś sposób ingeruje w program galerii?

Nie jesteśmy dotowani przez rząd i nie mamy z nim żadnych finansowych powiązań. Na pewno zbierają informacje o naszych działaniach, ale myślę, że raczej traktują nas jak interesujące zjawisko. Poza tym jeśli ktoś ich zapyta o niezależną kulturę na Białorusi, mogą powiedzieć: tak, my ją mamy.

Czy musicie myśleć w kategoriach autocenzury, kiedy tworzycie program galerii?

Nie jesteśmy zainteresowani podejmowaniem akcji politycznych. Jedyną polityką, która nas interesuje, jest polityka kulturalna. Próbujemy raczej skłonić ludzi do myślenia. Przykładowo, w projekcie "She can't say heaven", który został zaprezentowany w ramach Międzynarodowych Targów Sztuki Współczesnej Art Vilnus w 2011 roku, zdecydowaliśmy się pokazać odczucia i refleksje odnośnie bieżącej sytuacji na Białorusi wyrażone m.in. przez twórców. Jedna z artystek zaprezentowała sukienkę, którą podarowała jej w dzieciństwie matka. Sukienka została uszyta w taki sposób, żeby mogła rosnąć razem z jej właścicielką - wystarczyło odwinąć jedną z dolnych warstw. Efekt przypominał słoje drzewne, które powstają na pniu po każdym roku. W innej pracy został pokazany rzeczywisty paszport z okresu między 1991 a 1994 rokiem, kiedy Białoruś używała historycznych symboli narodowych i biało-czerwono-białej flagi. Został oprawiony w szklaną ramkę i okolony kwiatami, jak w obrazkach przedstawiających czaszki wśród kwiatów podczas celebracji śmierci w Meksyku. Te projekty nie były otwarcie polityczne.

Oglądając prezentację waszej działalności na Uniwersytecie Artystycznym, zauważyłam, że wystawiałyście również projekty stworzone dla przestrzeni publicznej. Wydaje się, że przestrzeń publiczna na Białorusi należy raczej do państwa...

Myślę, że zdaniem każdego, kto żyje na Białorusi, przestrzeń wolności jednostki ogranicza się do kuchni. Jeśli chcesz zorganizować coś w przestrzeni publicznej, musisz wypełnić wiele oficjalnych podań, co jeszcze nie oznacza, że dostaniesz pozwolenie. Choć nie jest to niemożliwe. Od czerwca do września tego roku można było zobaczyć w mieście reprodukcje prac Marca Chagalla. Wcześniej na placu Jakuba Kołasy pojawiła się wystawa plakatów w ramach programu "I, culture". Większość projektów zrealizowanych w przestrzeni publicznej pokazywała raczej tradycyjną i "czystą" sztukę.

Niektóre wasze wystawy również "wychodzą" na zewnątrz - prace Andrieja Busela znalazły się na mińskich ulicach. Na wystawie w galerii "ў" można było oglądać ich zdjęcia. Do nich dołączono mapę miasta służącą do samodzielnego ich odkrywania.

To było prywatne przedsięwzięcie Andrieja Busela, który tworzy bez oficjalnych pozwoleń. Na starych, opuszczonych budynkach malował graffiti wzorowane na obrazach z czasów renesansu. Lepszym przykładem, który z kolei pokazuje, że trudno jest tworzyć w publicznej przestrzeni, jest historia, która wydarzyła się dwa miesiące temu. Odbywał się wtedy duży międzynarodowy projekt "Going Public". Mikhail Gulin, jeden z artystów, postanowił wykonać interwencję w przestrzeni miejskiej, którą nazwał "Osobistym monumentem". Polegała na tym, że artysta ustawiał na którymś z ważnych mińskich placów rodzaj pomnika, który składał się z dwóch kubików i jednego równoległościanu. Następnie robił mu zdjęcie i przemieszczał się w stronę innego ważnego placu. Kiedy doszedł do Placu Październikowego zaaresztowała go policja. Spędził ponad siedem godzin na posterunku.

Ale projekt był przecież czysto abstrakcyjny?

Został zatrzymany bez wyjaśnienia, tylko za to, że zrobił go w przestrzeni publicznej. Po tym zdarzeniu Gulin został zwolniony z Narodowego Uniwersytetu Technicznego. Chcieliśmy mu pomóc i poprosiliśmy o wsparcie fundację Lawtrend, która zajmuje się prawami człowieka na Białorusi. Sprawa przeciwko Gulinowi została wygrana, ponieważ policja nie wniosła oficjalnego oskarżenia.

Czy odzyskał pracę?

Niestety nie. Mam nadzieję, że nastąpi to w przyszłości. Myślę, że to najlepsza ilustracja obecnej sytuacji sztuki w przestrzeni publicznej na Białorusi.

Wasza strona jest dostępna również po białorusku, co jest istotne dla białoruskiej tożsamości.

Jesteśmy kulturą dwóch języków, ale większość ludzi mówi po rosyjsku. Około 6-7 lat temu mówienie po białorusku wyraźnie oznaczało, że jesteś z opozycji. Obecnie sytuacja się poprawiła, chociaż nie we wszystkich sytuacjach można się nim posługiwać. Oficjalnie promowane są język i kultura rosyjska.

Galeria "ў" znajduje się przy Prospekcie Niezależności (Alei Niepodległości w Mińsku - przyp. red.). Przypadek?

(śmiech) Kilka lat temu zmieniono nazwy ulic w okolicy. Ulica, na której obecnie znajduje się galeria, nazywała się Prospekt Franciszka Skaryny, a krzyżował się z nią Prospekt Maszeraua. Łukaszenka zdecydował, że Prospekt Skaryny zostanie przemianowany na Prospekt Niezależności, a Maszeraua - na Prospekt Zwycięzców. Żartujemy, że jesteśmy "zwycięzcami niezależności".

Rozmawiała Aleksandra Glinka

Używamy plików cookies, by ułatwić korzystanie z naszych serwisów. Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były zapisywane na Twoim dysku, zmień ustawienia swojej przeglądarki.