Kultura Poznań.pl

Rozmowy

opublikowano:

Zjawiska samorodne

- Fascynuje mnie coś, co jest już gotowe. Wybieram i komentuję materiały pochodzące z przestrzeni kultury popularnej - mówi artysta Raman Tratsiuk*, który w piątek 6 września  otworzy performansem wystawę "Wesele suprematyczne" w Atelier Wimar na Św. Marcinie.

.
Projekt "Wesele Suprematyczne", fot. materiały prasowe

Co spowodowało, że zaczął Pan artystycznie przetwarzać fotografie z internetu?

Moja rola sprowadza się raczej do roli kuratora, który znajduje pewne zjawiska w internecie. Na przykład w projekcie "Permanentne odbicia" pozbawiam fotografie koloru, a zachowuję kompozycje, które odbiły się w lustrach podczas robienia zdjęć przeznaczonych do sprzedaży przedmiotów. To interesujące zjawisko związane z aestetyczną fotografią, pozbawioną zasad komponowania. Dlatego są to obrazy niewidzialne - powstające przez przypadek, jakby bez wiedzy samych autorów, którzy je mimowolnie wykonują. To zupełnie inny kraniec niż to, z czym mamy do czynienia w mainstreamie - czyli dopracowanymi, pięknymi zdjęciami.

Czy przeszedł Pan przez etap "naiwnego" robienia pięknych zdjęć, a potem zdecydował się na "podglądanie" innych stwierdzając, że przeglądanie fotografii w internecie jest bardziej pociągającym zajęciem, niż tworzenie sztampowo pojętej sztuki?

Może rzeczywiście tak było? Nie bez znaczenia jest też moja działalność w grupie Bergamot. Jeden z naszych pomysłów polegał na angażowaniu przypadkowych osób do performensów w cyklu "Praca organiczna". Ogłosiliśmy konkurs na ideę lub scenariusz performensu, który potem realizowałem z koleżanką. Nasze działanie opierało się na wciąganiu do aktu twórczego nieprzygotowanych do tego ludzi spoza kontekstu sztuki. Było to dla nas ciekawym obszarem sztuki współczesnej, opartym na interakcji ze światem zewnętrznym.

Czy było to też podyktowane poczuciem, że świat sztuki bywa czasem odcięty od życia?

Można tak powiedzieć. Zajmuję się sztuką od ponad dwudziestu lat. Zaczynałem od malarstwa i performensu, a obecnie skupiam się na projektach związanych z fotografią i wizerunkami funkcjonującymi w internecie, przedmiotami znalezionymi. Poszukiwanie nowych obszarów i inspiracji prowadzi do życia codziennego - do rzeczy, które są tworzone przez innych ludzi. Upatruję w tym znamion sztuki i przedstawiam to szerokiej publiczności. To prawda naszych czasów: rzeczy dziejące się na naszych oczach, których kilka lat temu jeszcze nie było. W ten sposób można tworzyć na styku życia i sztuki współczesnej. Sztuka nie musi być niezrozumiała i zarozumiała, a może poruszać się w obszarach bliskich każdemu człowiekowi.

Kiedy zaczął Pan poszukiwać zdjęć luster i sukien ślubnych na serwisach aukcyjnych? Czy przez przypadek odkrył Pan ich ukryty potencjał?

Dokładnie tak było. Przy okazji zwykłych zakupów natrafiłem na zdjęcia, które mnie zaskoczyły od strony formalnej. Poczułem, że jest w nich bardzo dużo prywatnych i osobistych informacji. Zacząłem je kolekcjonować.W przypadku "Permanentnego odbicia" zbierałem zdjęcia przez sześć lat. Poświęciłem też sporo czasu, aby wybrać i kupić odpowiednie lustra, a następnie wydrukować na nich fotograficzne odbicia.

A jak było w przypadku zdjęć sukni ślubnych z "Wesela suprematycznego"?

Punktem odniesienia stało się odwołanie do Kazimierza Malewicza, kluczowej figury dla sztuki współczesnej. Do dziś sążywe dyskusje wokół"Czarnego kwadratu", który pozostaje jednym z najbardziej rozpoznawalnych dzieł sztuki na świecie. Kompozycje suprematystyczne, które dojrzałem w "zamazanych" zdjęciach ślubnych, wydały mi się połączeniem dwóch skrajności. Z jednej strony to estetyka fotografii ślubnych, mocno skonwencjonalizowanych, powtarzalnych, robionych według kanonu i mających funkcję utylitarną: upamiętnienia ważnego wydarzenia w życiu młodej pary. Zauważyłem ich drugą warstwę, powstającą przez przypadek. To kompozycje składające się z figur geometrycznych, odrywających nas od rzeczywistości i dosłowności, przenoszących w inny obszar - sztuki abstrakcyjnej, która nie opowiada żadnej historii, oddziałuje na emocje i jest czymś wysublimowanym. Połączenie tych dwóch skrajnych estetyk wzbudza w widzu poczucie niesamowitości.

Co Pana przyciągnęło do poszukiwania takich zdjęć?

Ponad dziesięć lat asystowałem Izabeli Gustowskiej w performansie "Love stories"- zrobiła plener ślubny w Parku Sołackim. Poprosiła, bym pomógł jej kupić pewną ilość sukni ślubnych. Zwróciłem wówczas uwagę na to, że zdjęcia je reklamujące są naprawdę osobliwe. Zazwyczaj te fotografie przeznacza się dla bardzo wąskiego grona bliskich, przyjaciół i rodziny. W tym przypadku, po nałożeniu na nie różnych figur, wrzucane są w otwarty dostęp. I nagle każdy może oglądać te bardzo intymne momenty z życia obcych ludzi. Nałożenie na zdjęcia "masek" potęguje jeszcze bardziej surrealistyczny efekt takich zdarzeń. W fotografii ślubnej widzimy powtarzalne wzorce. Ta stylistyka często wpada w kicz, który sam w sobie jest wyjątkowo fascynujący.

Jak od kwestii prawnej wygląda wykorzystywanie przez Pana cudzych zdjęć?

Autorami zdjęć ślubnych są fotografowie, ale zdjęcia przetwarzają ci, którzy umieszczają na portalu ofertę sprzedaży sukni ślubnej. Ingerują w czyjeś dzieło - i jestem pewien, że w większości przypadków bez zgody autora. Publikują więc już zupełnie inne dzieło. A ja pokazuję sam zbiór. Jeśli struktura pracy polega ze zestawieniu zbioru przy podaniu źródła - to moim dziełem autorskim jest właśnie cała ekspozycja, a nie pojedyncze zdjęcia. Nie przywłaszczam sobie ich autorstwa. Udaje mi się w ten sposób działać zgodnie z prawem.

Jeśli Pan sięga po zdjęcia luster czy przetworzone zdjęcia ślubne, aby je wyselekcjonować i zaprezentować w innym kontekście - to nie ma Pan poczucia, że jako artysta stawia się Pan trochę ponad tymi ludźmi?

Nie mam do tych prac stosunku ironicznego. Bardziej chodzi mi o pokazanie mechanizmów, którym my wszyscy jesteśmy poddani - obiegu informacji i dostępu do prywatnych danych znajdujących się w sieci często bez naszej wiedzy. Nie chodzi o obśmianie niedoskonałych zdjęć, a pokazanie znaku naszych czasów - czegoś, co nas otacza. Akceptuję to co się dzieje i nie oceniam tego negatywnie. W życiu i sztuce cenię przypadek pozwalający nam zobaczyć rzeczy, do których inaczej nie mielibyśmy w ogóle dostępu, a nie doszlibyśmy do nich nigdy drogą intelektualnych rozważań. To sytuacje, gdy powstają zjawiska nie poddające się jednoznacznemu opisowi. Ja staram się je wydobyć i pokazać w swojej sztuce.

rozmawiał Marek S. Bochniarz

*Raman Trantsiuk - artysta urodzony w 1981 r. w Brześciu na Białorusi. Ukończył studia z malarstwa i intermediów na Uniwersytecie Artystycznym w Poznaniu. W 2012 roku obronił doktorat w zakresie sztuk plastycznych na Wydziale Sztuki Mediów UAP. Obecnie pracuje jako adiunkt na Wydziale Edukacji Artystycznej i Kuratorstwa. UAP. Zajmuje się działaniami performatywnymi, instalacjami, wideo, obiektami, malarstwem, fotografią i działania w przestrzeni publicznej. Kurator wystaw i festiwali sztuki współczesnej.

  • wernisaż wystawy "Wesele suprematyczne" Ramana Tratsiuka
  • Atelier Wimar, ul. Św. Marcin 75 (przestrzeń Stowarzyszenia Łazęga Poznańska)
  • 6.09, g. 19
  • wstęp wolny

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2019