Kultura Poznań.pl

Rozmowy

opublikowano:

ZA PARTYTURĄ. Mam dużo z dziecka

- Wydaje mi się, że każdy kompozytor jest trochę dzieckiem. Są kompozytorzy kapryśni, którzy tworzą swój świat i będą tuptać, jeśli ktoś będzie chciał w nim namieszać. Wychodzi z nich wtedy taka "bachorowość" - mówi Jerzy Fryderyk Wojciechowski*, kompozytor.

.
fot. archiwum prywatne

Opowiedz o swoich muzycznych początkach. Bo czytając o Tobie, miałam wrażenie, że byłeś niezrozumiany przez swoich nauczycieli.

Moi rodzice zawsze czuli, że jestem muzykalny i mam predyspozycje muzyczne. Jednak w związku z tym, że bycie muzykiem nie jest najlepiej opłacanym zawodem świata, sugerowali mi inne przestrzenie działalności. Mieli nadzieję, że skuszą mnie architekturą, bo dużo rysowałem i do tej pory rysuję. Nauczyciele, których napotkałem na swojej drodze widzieli, że mam bardziej rozwiniętą emocjonalność od innych dzieci, ale też im się nie wydawało, żebym pasował do tego muzycznego świata. Poznańska pragmatyczność chyba cały czas brała górę. Ja jednak, jak śpiewała Edith Piaf, niczego nie żałuję. Cieszę się, że wybrałem taką drogę.

I nie jest Ci trudno funkcjonować na rynku muzycznym?

Zajmuję się nie tylko kompozycją, ale też wykonawstwem muzycznym, aranżacją muzyki i edukacją - uczę w szkole muzycznej. Moja babcia, słuchając o moich sukcesach w różnych dziedzinach, często jednak dopytuje: A czy jest umowa na stałe? No i teraz jest.

Oprócz kompozycji na Akademii Muzycznej studiowałeś też muzykologię na UAM. Czy ta dziedzina ma wpływ na Twoją twórczość?

Bardzo znacząco wpływa na to, co robię. Wiedza muzyczna na muzykologii była inaczej przedstawiana niż ta na Akademii Muzycznej, gdzie stawiany był nacisk na aspekt techniczny i pokazanie, jak dany utwór jest zrobiony. Muzykologia pozwoliła mi sięgnąć w głębię interpretacji, aspekt historyczny i zobaczyć jak dany utwór jest zbudowany pod kątem emocjonalnym, ile różnych warstw buduje dzieło. Studiowanie na obu uczelniach dopełniało się i pozwoliło znaleźć klucz do świata muzyki.

W Twoich utworach słychać warstwy, bezpośrednie odniesienia do innych utworów.

Te wszystkie muzykologiczne przedmioty wpłynęły na to, że wytworzyłem taki nurt, w którym dobrze się czuję. Czyli pisząc, zazwyczaj wykorzystuję to, co już było. I dzięki temu tworzę utwór, który już od początku ma dwie płaszczyzny: to, co ja robię, i to, co zrobił inny kompozytor. Ja tylko dopasowuję odpowiednio cudze i moje klocki.

Warto zaznaczyć, że nie zawsze korzystasz z kompozycji artystycznych. Przykładem jest opera Ofelia.

Ofelia od zawsze była bohaterką niezrozumianą. Moja młodość przypadła jednak na takie kolorowe lata, kiedy taką dziewczyną okazała się Britney Spears. Właśnie teledysk, w którym widzimy topiącą się i zupełnie nieszczęśliwą piosenkarkę, był dla mnie impulsem do napisania Ofelii na podstawie tekstu Wyspiańskiego. Od początku wiedziałem, że to będzie opowieść tej dziewczyny z teledysku, że tą ukrytą warstwą w muzyce będą cytaty z piosenek Britney Spears.

Jak Ci się udało przekonać pozostałych twórców do tego pomysłu?

W momencie gdy sopranistki dostały swoje nuty, miały duży dystans, którego na pierwszej próbie nie mogłem zrozumieć. Byłem przerażony, śpiewaczki stawały w opozycji, chciały pokazać, jak im się to nie podoba. Dopiero kiedy po próbie przedstawiłem im opowiastkę o tym, co miałem na myśli, pisząc Ofelię, otworzyły im się oczy. Okazało się, że są dużymi fankami Britney, że jak były małe, to odtwarzały oryginalne układy taneczne z teledysków piosenkarki. Od tamtej pory ich nastawienie zmieniło się diametralnie. Nagle zaczęło wszystko działać, praca szybko posuwała się do przodu. Jestem bardzo dumny z tego dzieła.

Jak Ci się pracuje w dużych zespołach? Jesteś nastawiony na dialog czy wręcz przeciwnie? Kompozytor najczęściej przychodzi z czymś skończonym, a proces komponowania przeżywa gdzieś w swojej samotni. W przypadku Ofelii wykonałem swoją pracę i pokazałem gotowe dzieło. Ale oczywiście wprowadzaliśmy poprawki. Jestem dość elastyczny i zakładam, że jeśli zmiany nie psują założonych emocji, struktur, które uznaję za ważne, to je wprowadzam. Zwłaszcza gdy jakieś fragmenty w dziele były niewygodne dla sopranistek lub nie dawały takiego wrażenia, jakiego oczekiwałem. Jeśli uznaję, że ktoś z pozostałych współtwórców ma lepsze argumenty od moich, to biorę je pod uwagę. Ale w przypadku Ofelii były jednak też i takie momenty, kiedy nie zgadzałem się na zmiany. Wykonawcy muszą rozumieć, że kompozytor ma swój świat i nuty, które napisał i przemyślał, że te powinny takie pozostać.

Gdzie stwarzasz swój muzyczny świat?

Komponuję w dwóch miejscach. Jedno to pokój, w którym mam fortepian i skrzypce. Jest to chyba najmniej wdzięczne miejsce, ale tam właśnie mieszkam - przy ul. 28 Czerwca na poznańskiej Wildzie, gdzie są trzy linie tramwajowe, szpitale obok... Jest głośno. Ale mi to nie przeszkadza, lubię miasto, tu się odnajduję. Drugim miejscem jest działka pod Skokami, gdzie nad jeziorem mam swoją głuszę, gdzie zbieram energię na pracę w mieście.

Co Cię inspiruje?

Miasto, woda, słońce i taki dziecięcy, swobodny nastrój.

Kompozytorzy są podobni do dzieci?

Wydaje mi się, że każdy kompozytor jest trochę dzieckiem. Są kompozytorzy kapryśni, którzy tworzą swój świat i będą tuptać, jeśli ktoś będzie chciał w nim namieszać. Wychodzi z nich wtedy taka "bachorowość". Ja jednak nie czuję się bachorem, choć mam dużo z dziecka.

Przejdźmy do bardziej oczywistych inspiracji. Kiedyś w Twoich utworach wyraźnie odwoływałeś się do mitologii greckiej.

Bardzo mnie to kiedyś pociągało, dawało pewną uniwersalność moim utworom. Ale jestem też wielkim fanem Zbigniewa Herberta. Chciałbym móc tak tworzyć, by moja muzyka obejmowała wszystko i była zrozumiała dla wielu osób. Później nastąpił z kolei okres przejściowy, kiedy poszukiwałem nowych doświadczeń, a czego efektem była Ofelia i opera w gwarze poznańskiej Tej!. Teraz czuję natomiast, że zaczynam coś kompletnie innego. Ale zobaczymy, co to będzie.

Czytasz recenzje swoich utworów?

Oczywiście! Jestem żądny recenzji. Chociaż jak czasem czytam teksty, z których wynika, że recenzent nie do końca wsłuchał i wczytał się w dzieło, to jestem zawiedziony. Ale mówię sobie wtedy, że nie wszyscy wszystko muszą zrozumieć.

Rozmawiała Aleksandra Kujawiak

*Jerzy Fryderyk Wojciechowski - kompozytor, muzykolog, aranżer, skrzypek, pianista, animator. Jego kompozycje prezentowane były na wielu festiwalach muzyki współczesnej, m.in. na Poznańskiej Wiośnie Muzycznej oraz Festiwalu Muzyki Współczesnej "Warszawska Jesień".

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2019