Kultura Poznań.pl

Rozmowy

opublikowano:

Sztuka dla dziecka z kurkami pod czapeczką

Gotuje i opowiada o sztuce dla dzieci - Jerzy Moszkowicz, dyrektor trwającego właśnie w Poznaniu 30. Międzynarodowego Festiwalu Młodego Widza Ale Kino! 

Jerzy Moszkowicz, fot. archiwum prywatne
Jerzy Moszkowicz, fot. archiwum prywatne

Powiem szczerze: uwielbiam biesiadowanie z zaprzyjaźnionymi artystami. Kiedy na stole pojawia się jedzenie pobudzające zmysły, łatwiej rozmawiać o sprawach poważnych. A taką sprawą jest na pewno sztuka dla dziecka. Poważną i trudną. Nie tylko z powodu delikatnej konstrukcji psychicznej potencjalnego odbiorcy, ale i z powodu marginalizacji tematu w ostatnich latach w kulturze jako takiej. Zanim jednak zadałam mu pierwsze pytanie, zasiedliśmy do stołu przy potrawie, którą sam przygotował: kurki pod czapeczką.

Jerzy kucharzący - to kolejne "zadziwienie". Ustawione na talerzach kokilki wyglądały tak, jakby wykipiało z nich ciasto, ale nie wykipiało, tylko szczelnie zakrywało ranty. Było to lekko przyrumienione, błyszczące (efekt posmarowania roztrzepanym żółtkiem) ciasto francuskie. Nakłute widelcem, rozkrojone nożem, uwolniło obezwładniający zapach. Za oknem szaroburo, a tu - słoneczne kurki zanurzone w sosie śmietanowym, z odrobiną wina, zeszkloną na maśle białą cebulą, pietruszką. I - uwaga! - dla złamania powszechnie znanego smaku, mieszane z konfiturą żurawinową. Lekko słodkie, lekko wytrawne. Do tego obowiązkowo półwytrawne białe wino. Idealne dopełnienie. A jako zieleniny "po": porwane listki różnych odmian sałaty, przyozdobione cząstkami gruszki i suszoną żurawiną, ale clou dania to sos - zmiksowany melon Galia wymieszany z musztardą, miodem, białym winem i oliwą z oliwek.

To wszystko. Smak niezapomniany. Do tego świeża bagietka. Aż żal, że wszystko kiedyś się kończy... Na szczęście, był jeszcze deser. Dzieło żony Sławki (podobnie jak sałata). Proste, pyszne. Ciasto francuskie pokrojone w kwadraty, ułożone w foremkach do mufinek, w środku pół dużej śliwki, rogi ciasta zawinięte tak, że tworzy się koperta, na kilkanaście minut wstawiona do piekarnika. Zamiast śliwek można użyć sera albo szpinaku i wtedy powstaną maleńkie, wytrawne tarty. Ale właśnie owoce idealnie pasowały do kawy, doprawionej odrobiną kardamonu.

Anna Kochnowicz: Dorosły mężczyzna zajmuje się sztuką dla dzieci, bo...?

Jerzy Moszkowicz:...zdziecinniał? Nie, to nie to. Nie widzę żadnych przeciwwskazań. Uważasz, że tym może się zajmować tylko kobieta?

Nie chodzi mi o płeć, tylko o punkt na linii życia...

- Praca menedżera sztuki dla dziecka wiąże się z ogromną odpowiedzialnością, a ta przychodzi wraz z doświadczeniem. Dojrzałość jest niezbędna. Może dlatego zabrałem się za twórczość dla dzieci dopiero po osiągnięciu wieku chrystusowego.

Chciałeś być nauczycielem?

- Wręcz przeciwnie.

Więc jak znalazłeś się w tym świecie?

- Przez przypadek. W 1990 r. Andrzej Maleszka zaproponował mi, abym w jego zastępstwie wyreżyserował Wielkoludy w Koszalinie. To był mój pierwszy spektakl w teatrze instytucjonalnym.

Okazało się, że wszystko zdarzyło się w odpowiednim czasie: po kilkunastu latach uprawiania sztuki alternatywnej (Teatr Jan istniał od 1976 r.) ujawnił się syndrom wypalenia, ta zmiana była więc jak przewietrzenie umysłu. Przez teatr dla dzieci udało mi się wtedy spojrzeć na świat z nowej perspektywy, wiele spraw nazwać od nowa, zredefiniować. Jakiś czas później ogłoszono konkurs na dyrektora Centrum Sztuki Dziecka i pomyślałem, że warto pójść dalej tą drogą. A że to wciąga, ciągle tu jestem.

Wspomniałeś o odpowiedzialności. Co ona oznacza?

- To słowo kluczowe. Bo rozmawiać z dzieckiem należy o wszystkim, ale forma przekazu musi być dopasowana do wieku i poziomu rozwoju. Wrażliwość dziecięca wymaga delikatności. Nikomu nie wolno zaszkodzić. To podstawowa zasada. Inaczej świat pojmuje czterolatek, inaczej - jedenastolatek. Dla dorosłego na przykład realizm magiczny będzie cechą literatury iberoamerykańskiej, a dla kilkuletniego dziecka - czymś rzeczywistym, bo w jego świecie to normalne, że obok mamy stoi krasnoludek.

Jak możecie rozwijać swoje idee w świecie, w którym o sztuce dla dziecka się nie pamięta? Kiedyś teatry dramatyczne miały w swoim stałym repertuarze sztuki dla widzów młodych, od lat tego im brak.

- Mnie o to nie pytaj, ja tego nie rozumiem. Robimy w Centrum wiele, by ten stan rzeczy zmienić. Mam nadzieję, że to, iż w niektórych teatrach jednak coś się dzieje, że dobrzy reżyserzy, jak Piotr Cieplak, od jakiegoś czasu regularnie robią spektakle dla dzieci, to rezultat naszych wspólnych działań, spotkań. Inspirujemy też dramaturgów do pisania dla najmłodszych. Chodzi o to, by powstawały rzeczy korespondujące ze współczesnym światem, także językowo. Na szczęście teatr lalkowy, czyli ten najchętniej grający dla dzieci, ma się w Polsce całkiem dobrze. W przeciwieństwie, niestety, do kina. Konkursy na scenariusze filmów dla dzieci nikogo nie interesują, środowisko niezbyt szanuje tych, którzy myślą o fabule dla młodych widzów. A przecież kiedyś Janusza Nasfetera wymieniano wśród najważniejszych reżyserów polskich, i to reżyserów poważnych, kontrowersyjnych! Absolwenci filmówek chcą powtarzać karierę Wajdy czy być kolejnymi Smarzowskimi - żaden nie widzi siebie na miejscu Marii Kaniewskiej. Od dwóch lat jednak zapraszamy studentów z polskich "filmówek" na Ale Kino! i mam nadzieję, że w końcu coś z tego wyniknie.

Polska produkcja filmowa w zaniku, festiwal budowany z obrazów zagranicznych, większość tytułów nie do obejrzenia na normalnych seansach, to... po co to wszystko?

- Chociażby po to, by kilkanaście tysięcy dzieci mogło raz w roku obejrzeć coś niecodziennego, wartościowego. Cierpliwie uruchamiamy różne procesy. A poza tym jesteśmy już częścią pewnego systemu. To nie tylko są filmy. To także przywracanie kultury dziecięcej kulturze ogólnej. Szczególnego znaczenia nabrał fakt przyznania nam w ubiegłym roku nagrody Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej dla najlepszego wydarzenia międzynarodowego w dziedzinie filmu. Niesamowite! Festiwal dla dzieci i młodzieży został w ten sposób postawiony obok Nowych Horyzontów czy Camerimage. Oznacza to, że w jakimś "kulturo systemie" odgrywamy jednak istotną rolę. Na zmiany potrzeba czasu, bo w wirze przemian ekonomicznych i kulturowych sztuka dla dzieci faktycznie bardzo się gdzieś zagubiła.

A co z twoją własną twórczością?

 - Staram się przygotowywać chociaż jeden spektakl w roku. Teraz pracuję nad tekstem, który specjalnie dla mnie napisała Malina Prześluga o...Kuli i Toperzu... Ale niczego więcej nie powiem. Trzeba przyjść i zobaczyć.

Dla dzieci?

- Dla dzieci. Ale o dorosłych też myślę. Zobaczymy.

Rozmawiała: Anna Kochnowicz

*Jerzy Moszkowicz - ur. 1955, teatrolog i reżyser, jeszcze jako student UAM w 1976 r. założył Teatr Jan. W 1991 r. został dyrektorem Centrum Sztuki Dziecka. W 2010 r. otrzymał Medal "Gloria Artis".

Używamy plików cookies, by ułatwić korzystanie z naszych serwisów. Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były zapisywane na Twoim dysku, zmień ustawienia swojej przeglądarki.