Kultura Poznań.pl

Rozmowy

opublikowano:

Święty Marcin musi stać się celem

- Teraz od nas będzie zależało, czy nie wypuścimy z rąk tej szansy, która została stworzona. By na Marcinie znowu było życie. Przyszłe pokolenia by nam nie wybaczyły, gdybyśmy pozwolili umrzeć tej ulicy - mówią Hanna Sierocka*, dyrektor Towarzystwa Wiedzy Powszechnej i Anna Rybarczyk-Robak**, specjalistka ds. Rewitalizacji.

.
Hanna Sierocka (z lewej) i Anna Rybarczyk-Robak, fot. Adam Jastrzębowski

Panie mieszkają przy świętym Marcinie?

Hanna Sierocka: Studiowałam po sąsiedzku na Wydziale Prawa, pierwszą pracę znalazłam w Pałacu Kultury (dzisiaj CK Zamek). Potem trafiłam tutaj, gdzie siedzibę ma Towarzystwo Wiedzy Powszechnej. Czuję się, jakbym mieszkała na Marcinie.

Pytam, gdyż oczekiwania mieszkańców wobec rewitalizacji są na pewno inne niż pozostałych poznaniaków.

H.S.: Dlatego powołaliśmy Koalicję Święty Marcin. Chcemy wychodzić naprzeciw, by pogodzić oczekiwania i turystów, i mieszkańców, i lokalnego biznesu. To lokalna społeczność, która zrzesza zarówno mieszkańców, przedsiębiorców i rożne organizacje - razem prawie trzysta podmiotów działających w okolicy. To są ludzie, którzy znają klimat tej ulicy. Nie mam wątpliwości, że wszyscy czujemy tak samo.

Jak Panie myślą, kiedy się skończy rewitalizacja?

Anna Rybarczyk-Robak (A.R.-R.): Rewitalizacja się nie kończy, to jest proces, który będzie trwał. Dużo zależy od uwarunkowań i oczekiwań wobec rewitalizowanego miejsca.

Chciałem nawiązać do Śródki. Dla mnie jako miejskiego turysty ten proces poszedł idealnie - jest atrakcyjnie, powstały ciekawe miejsca. Ale wiem też, że ze Śródki znikają mieszkańcy.

A.R.-R.: Od momentu gdy rozpoczął się oficjalnie proces rewitalizacji i został wprowadzony Etap Pilotażowy Śródka, co było spowodowane między innymi pojawieniem się mostu, zmieniły się wyzwania i oczekiwania wobec tej dzielnicy. Śródka się nie wyludnia, ale wymienia się tkanka mieszkańców. Dużo osób chce tam mieszkać, to dla nich atrakcyjna przestrzeń; są to natomiast zapewne inne osoby niż jeszcze parę lat temu. Pewnych procesów nie da się powstrzymać.

Rewitalizację przeprowadza się, patrząc całościowo na miasto, a co z mieszkańcami?

A.R.-R.: Rewitalizacja obejmuje trzy aspekty: przestrzenny, gospodarczy i społeczny. Tak mamy na Świętym Marcinie - jest aspekt przestrzenny, czyli remontowo-budowlany; jest gospodarczy, między innymi zmieniający się najemcy. No i jest aspekt społeczny, którym my się zajmujemy - aktywizacja lokalnej społeczności i uświadamianie odpowiedzialności za przestrzeń, w której żyją. Te trzy aspekty muszą zaistnieć równocześnie, żebyśmy mogli mówić o procesie rewitalizacji.

Nie ma zagrożenia, że grupa ludzi, do której jest kierowany aspekt społeczny, się zmieni?

A.R.-R.: Ta grupa częściowo zmieni się na pewno. Ważne, by od początku uświadamiać ludzi, z jaką przestrzenią mają do czynienia. Inne uwarunkowania ma Śródka, która jest historyczną, urbanistycznie zamkniętą w swoim obrębie dzielnicą - a inne Święty Marcin, który jest główną arterią miasta, rozpoznawalną ze swojej nazwy nie tylko w Polsce, ale i w Europie. Inni są odbiorcy, inne oczekiwania, inni mieszkańcy. My próbujemy aktywizować społeczność lokalną i przedsiębiorców, bo to są osoby które są tutaj na co dzień i mają największy wpływ na kształtowanie tej przestrzeni.

I jakie są efekty?

A.R.-R.: Jeżeli chodzi o biznes, to całkiem dobre. Przedsiębiorcy widzą po prostu swój zysk w tej materii. Mieszkańcy zaś pojawiają się przy okazji organizowanych wydarzeń, chociażby takich jak Dzień Sąsiada. Przychodzą zarówno dzieci, jak i osoby starsze, a także seniorzy. Mamy cztery takie wydarzenia w roku - niedawno chociażby Świętomarcińskie kolędowanie pod Sfinksem. Wspólnie śpiewaliśmy kolędy, dzieliliśmy się opłatkiem.

Przy takich działaniach, gdzie skupiamy się w mniejszej przestrzeni, jest większa szansa, że ściągniemy przede wszystkim mieszkańców, a nie tylko przechodniów.

W ogólnej świadomości Święty Marcin jest ulicą wydarzeniową - dzieją się tutaj duże imprezy, takie jak Imieniny Ulicy, WOŚP, Ethno Port.

A.R.-R.: Nasze działania są bardziej skierowane w stronę mieszkańców i przedsiębiorców.

H.S.: To jest fenomen Koalicji i tej ciężkiej pracy u podstaw, bo wszystkie nasze wydarzenia są zorientowane na budowanie sąsiedzkich relacji.

Gdy byłem młodszy, to nie przyjeżdżałem na Święty Marcin. To była zawsze ulica przelotowa w stronę Starego Rynku, a nie cel sam w sobie.

H.S.: Ja jeszcze przyjeżdżałam tutaj na zakupy. To, o czym pan mówi, to jest nieszczęście lat 90., gdy okres przekształceń własnościowych i zmiana ustrojowa spowodowały, że to był czas zaprzepaszczony. Galerie na obrzeżach miasta wyssały mieszkańców z centrum. Duże znaczenie miało też przeniesienie kampusu UAM.

Uda się przywrócić utracony status ulicy? Nie będzie już tylko tranzytową?

A.R.-R.: Ranga tej ulicy się nie zmieni, to jedna z głównych arterii miasta. Nie możemy zamknąć się lokalnie, musimy szukać kontekstu ogólnomiejskiego. Staramy się budować odpowiedzialność za przestrzeń wśród ludzi, którzy są na tej ulicy. Zarówno mieszkańców, jak i przedsiębiorców. Chcemy, by można było wypić kawę w kawiarence i bezpiecznie wrócić do domu. A to, jaka to będzie kawiarenka i jak zorganizowana jest przestrzeń wokół, może spowodować, że poznaniacy będą chcieli tutaj wrócić. Święty Marcin musi stać się celem.

Będzie jakaś cecha wspólna? Wyznacznik?

A.R.-R.: W zeszłym roku przez profil Koalicja Święty Marcin na Facebooku prezentowaliśmy lokalnych przedsiębiorców, którzy działają na Świętym Marcinie poprzez ich unikatowość.

H.S.: Dużą nadzieję pokładamy w ofercie kulturalnej. Liczymy, że pojawią się galerie sztuki, nowe miejsca gastronomiczne.

Czy istnieje ulica, na której chciałyby Panie się wzorować?

A.R.-R.: Jest tyle tych składowych, które tworzą specyfikę miejsca, że ciężko mówić o wzorowaniu się.

H.S.: Mnie się podoba klimat miasteczek włoskich. Jak się skończy remont, to na ulicy będzie pełno kawiarenek i ogródków. Święty Marcin będzie miejscem otwartym. Oferta turystyczna, koncertowa i gastronomiczna będzie przywoływać mieszkańców. Upatrujemy dużą szansę w nowych lokalach, które tutaj powstają.

A.R.-R.: Nadchodzi dla tej przestrzeni wielki sprawdzian. Została zaprojektowana przez biuro architektoniczne, na wizualizacjach wygląda bardzo atrakcyjnie i jest na nich wielu przechodniów. Za chwilę zobaczymy, czy wypełni się prawdziwymi ludźmi.

H.S.: Teraz od nas będzie zależało, czy nie wypuścimy z rąk tej szansy, która została stworzona. By na Marcinie znowu było życie. Przyszłe pokolenia by nam nie wybaczyły, gdybyśmy pozwolili umrzeć tej ulicy. Jako społeczność lokalna będziemy dbać, zabiegać i proponować ofertę - choćby rozsianą po tych magicznych marcińskich podwórkach. Ale liczymy też na instytucje kultury, że same stworzą własne propozycje, które będą wspierały proces rewitalizacji.

Jak Święty Marcin będzie wyglądał za 30 lat?

H.S.: Będzie jednocześnie centrum miasta i miejscem klimatycznym. Punktem miłych spotkań sąsiedzkich i towarzyskich. Będzie to ulica o ogromnych walorach turystycznych, z atrakcyjną kontrofertą handlową stanowiącą przeciwwagę dla galerii handlowych. Polityka miejska będzie stawiała na przyciąganie potencjału ludzkiego. A urzędnicy będą wspierali odnawianie elewacji, żeby ta cesarska część z zamkiem nie odbiegała tak bardzo od pozostałych. Wyobrażam sobie ten nasz Święty Marcin dużo piękniejszy, niż jest teraz.

rozmawiał Adam Jastrzębowski

NOTKI:

*Hanna Sierocka - absolwentka Wydziału Prawa i Administracji UAM, wiceprezes Zarządu Głównego Towarzystwa Wiedzy Powszechnej, dyrektor Oddziału Regionalnego tego towarzystwa, wiceprzewodnicząca Komitetu Rewitalizacji przy Prezydencie Poznania.

**Anna Rybarczyk-Robak - z wykształcenia architekt, wieloletni pracownik Oddziału Rewitalizacji w Biurze Koordynacji Projektów i Rewitalizacji w UMP, specjalista ds.  edukacji i rewitalizacji w Towarzystwie Wiedzy Powszechnej w Poznaniu, członek Komitetu Rewitalizacji przy Prezydencie Poznania.

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2019