Kultura Poznań.pl

Rozmowy

opublikowano:

Sama sobie siedzę na ramieniu

Z Asą Lind* - szwedzką pisarką, autorką m.in. "Raz, dwa, trzy, Piaskowy Wilk" i "Chusta babci" - rozmawia Przemysław Toboła.

.
fot. Leif Hansen

Jak to jest być pisarską dla dzieci w Szwecji? Kiedy na jednym ramieniu siedzi Astrid Lindgren, a na drugim Tove Jansson. Jak można sobie poradzić z takim ciśnieniem?

Szwedzcy pisarze otrzymali bardzo dużą pomoc i to nie tylko od Astrid Lindgren, która sprawiła, że książka dla dzieci zyskała duży status. Ale pamiętajmy jak wcześnie w Szwecji powszechne nauczanie dzieci stało się podstawą alfabetyzacji - mamy więc gotowych czytelników. Mieliśmy też wielu orędowników praw dziecka już od początku XX wieku. I kolejna rzecz - Szwecja nie miała wojny na swoim terytorium przez cały XX wiek. A jeżeli jakiś kraj ma problemy wewnętrzne czy też jest zagrożony z zewnątrz, to siłą rzeczy literatura dla dzieci nie jest najważniejsza. I dlatego my możemy żyć z Astrid Lindgren na jednym i Tove Jansson na drugim ramieniu. One obie pomogły nam otworzyć się na literaturę dziecięcą, były dla nas wsparciem duchowym.

To jest ogólna odpowiedź, a ja się pytam jak Pani, Asa Lind wytrzymuje to ciśnienie jako pisarka? Jaki ma trick pisarski, gdyż myślę, że Lindgren i Jansson zerkają przez ramię życzliwie, ale też spojrzeniem uważnym.

Tove Jansson jest w moich żyłach, w mojej duszy od momentu, kiedy jako dziecko po raz pierwszy czytałam powieść "W Dolinie Muminków". I tak bardzo lubiłam jej utwory, jak tylko można kochać książki. Bo to tak jest, że jak się jest małym dzieckiem, to świat niektórych książek naprawdę nas pochłania, wypełnia duszę. Ale jak byłam mała w inny sposób czytałam Tove Jansson, a w inny Astrid Lindgren.

Przyznam, że zabrałem się do książek Asy Lind o Piaskowym Wilku z dużym dystansem. Ale gdy zacząłem czytać mojemu 5-letniemu synkowi kolejne przygody Karusi i Piaskowego Wilka, poczułem, że znalazłem w Asie Lind bratnią duszę. Jesteśmy prawie w tym samym wieku, jako dzieci czytaliśmy cykl o Muminkach. Dla mnie Piaskowy Wilk jest jak Włóczykij, a zawsze jako dziecko chciałem, żeby Muminek mógł przyjść do Włóczykija, kiedy tylko będzie chciał, ale było to niemożliwe w książkach Tove Jansson. Dopiero Asa Lind to marzenie spełniła, co prawda już dla mojego syna.

To nie ja wymyśliłam Piaskowego Wilka, to moja córka. Wracałam znad morza z kilkuletnią Emmą, która nagle zaczęła mi opowiadać, że obok niej w samochodzie siedzi Piaskowy Wilk. A potem córka zaczęła powtarzać to imię i mówić: - Mamo, za samochodem biegnie Piaskowy Wilk. I wtedy ja w jednej sekundzie zobaczyłam tę postać, tego bohatera. Ale zajęło mi 5 - 6 lat zanim napisałam pierwsze opowiadanie o Piaskowym Wilku. Wiedziałam od początku, że to jest świetny pomysł, ale musiałam się nauczyć lepiej pisać, by podołać literackiemu zamysłowi. Znaleźć lepszą formę przelania tego na papier. Wiedziałam, że pomysł przerasta moje ówczesne umiejętności pisarskie. Czasami się słyszy w głębi w duszy, że pomysł jest tak prawdziwy, tak oryginalny, to czuć w kościach, a potem dopiero zaczyna się trudna praca pisarza, by znaleźć odpowiedni język, właściwe słowa.

Lepiej słyszeć Piaskowego Wilka?

Tak, dla mnie na tym polega geniusz Tove Jansson, że ona ma takie niezwykłe ucho do języka, do słowa. Dla mnie Tove Jansson to jest język i świat wyobraźni, a u Astrid Lindgren to była opowieść, historia, wciągająca fabuła. To, co jest najcięższe dla mnie jak piszę, to mój krytyk wewnętrzny. Jansson i Lindgren mi nie przeszkadzają, to ja sama sobie siedzę na ramieniu i sprawdzam każdą linijkę, każdy przecinek. Za każdym razem jak próbuję się prześlizgnąć, to czuję znaczące klepanie po ramieniu.

Piaskowy Wilk biegł za samochodem. A czytała Pani książkę "Biegnąca z wilkami" Clarissy Pinkola Estés, objaśniającą archetypy baśni na sposób kobiecy?

Nie, ale właśnie uświadomiłam sobie, że jak miałam 18-19 lat to pisałam wiersze o wilkach, robiłam rysunki. Wilk był moim pierwotnym stworzeniem. Myślę, że jeżeli podąża się za jakimś pomysłem to ma to związek z tym, co było we mnie wcześniej. Z drugiej strony - ile pomysłów nie podjęłam czy mi umknęły. Mam wrażenie, że pisarz jest jak membrana, o którą czasami coś się odbije i wprawi w drgania.

A propos drgań. Miałem przyjaciela, Wojtka, niestety umarł. Całą naszą młodość zadręczał mnie dwoma rzeczami: animacją i Jamesem Joyce'em.  Coś musiałem z tego zapamiętać, bo gdy przeczytałem w jednym z opowiadań, że Piaskowy Wilk objaśnia Karusi budowę wszechświata i pojawiają się kwarki, to muszę spytać: czy kwarki to efekt zainteresowań fizyką kwantową czy pisarstwem Joyce'a?

Zakochałam się w molekułach, gdy byłam mała. Miałam 6 lat i w telewizji, czarno-białej oczywiście, zobaczyłem program o budowie atomu, o protonie i elektronach. Do dziś interesuję się postępami badań fizyki kwantowej, fascynują mnie doświadczenia, takie jak choćby zderzacz hadronów, które zbudowane są właśnie z kwarków. Ale potem do głowy przyszedł mi James Joyce, którego sobie cenię wielce i dlatego też jest w Piaskowym Wilku, bo przecież nazwę kwarków fizycy zaczerpnęli ze strof "Finnegans Wake" Joyce'a - "Trzy kwarki dla Muster Marka!"

Asa, skąd wiesz tak dobrze, że dorośli są czasami aż tak głupi? W Twoich książkach znalazłem wszystkie swoje najważniejsze błędy, jakie popełniłem jako rodzic na przestrzeni 26 lat. Czytam kolejne części Piaskowego Wilka i się zastanawiam skąd ta Szwedka to wszystko wie?

Pewien recenzent w Turcji, gdy moje książki zostały przetłumaczone na język turecki, napisał, że Piaskowy Wilk powinien być zabroniony dla dzieci, bo z tych powieści jasno wynika, jak beznadziejni są dorośli. Podstawową rzeczą jest, że miałam naprawdę świetną mamę. Ona nigdy nie sprzeciwiała się żadnym moim pytaniom i miała czas, by mnie wychowywać. Była prostą kobietą, skończyła tylko 6 klas szkoły podstawowej, ale potrafiła słuchać i mówić do mnie. Rozmawiałyśmy o wszystkim. Mówiła mi: możesz myśleć co chcesz i nikt nie może ci tego zabrać. Mama dała mi zaufanie do moich własnych myśli. Literatura była czymś żywym w domu. Rodzice rozmawiali o książkach, rozmawiali z nami o literaturze. Wychowałam się w środku lasu, ale wśród ludzi, którzy myśleli, czytali i rozmawiali ze sobą. Tam się zaczęła moja wolność intelektualna, w kuchni, w rodzinnym domu.

To jest jasny obraz rzeczywistości. Ale skąd znasz tak dobrze też ciemną stronę?

Jak się jest pisarzem, to wszystkie własne porażki -  z mężczyznami, z dziećmi - zostają zapisane i z tyłu głowy pojawia się taka myśl, że prędzej czy później będziesz to mogła wykorzystać. I to jest ten sam ktoś, kto potem pilnuje mojego pisania i wskazuje bezceremonialnie: "o, tutaj przekłamujesz". Poza tym trzeba być ciekawym. Nie decydować zawczasu, co się sądzi o czymś, o kimś. Dorośli stają się tacy głupi, jak to nazwałeś, bo przestają się zastanawiać "co by było gdyby" i nie słuchają swojego wewnętrznego głosu, który cały czas do nich szepcze coś ważnego.

rozmawiał Przemysław Toboła

*Asa Lind - szwedzka autorka książek dla dzieci i dorosłych. Mieszka na Wyspach Alandzkich. Wcześniej pracowała w restauracji oraz jako dziennikarka, obecnie jest niezależną pisarką. Polskie tłumaczenia jej książek ukazują się nakładem poznańskiego wydawnictwa Zakamarki. Asa Lind była jednym z gości organizowanego po raz pierwszy w Poznaniu Festiwalu Literatury dla Dzieci.

Używamy plików cookies, by ułatwić korzystanie z naszych serwisów. Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były zapisywane na Twoim dysku, zmień ustawienia swojej przeglądarki.