Kultura Poznań.pl

Rozmowy

opublikowano:

Przyglądam się drobiazgom

- Bardzo zależy mi na tym, by w literaturze być blisko dzieci. Nie stawać wobec nich ex cathedra - mówi Malina Prześluga*, autorka książek dla dzieci, dramaturg poznańskiego Teatru Animacji.

.
fot. Mariusz Forecki

Przy okazji premiery swojej ostatniej książki napisałaś na facebooku, że wszyscy chwalą się dziećmi, ale ty też masz czym... Czy książki dla dzieci również rodzą się w bólach?

No zważywszy na to, że niedługo sama zostanę mamą, mam nadzieję, że nie wszystko musi się rodzić w bólach! Ale tak poważnie, to przyznaję, że trzeci tom Ziuzi sprawił mi pewien problem. Rodził się nie tylko w mękach, ale też całe trzy miesiące. Już po pierwszej części założyliśmy z Wydawnictwem Tashka, że będzie kontynuacja. I, jak drugi tom pisało mi się świetnie, tak pisząc kolejny wiedziałam już, że na nim skończymy. 

Wszystkie inne książki z kolei - choć rzeczywiście Ziuzia jest najdłuższa - pisałam chwilę. Nawet wymyślenie tego wszystkiego i skorygowanie nie trwało długo -  to były takie trzy bardzo przyjemne momenty. Czy to można porównać z porodem? Chyba nie. To raczej urlop od życia.

Rodzeństwa bywają różne. I choć mamy kochają wszystkie swoje dzieci, czasem jednak jedno z nich faworyzują... Czy ty wszystkich swoich bohaterów i książki lubisz tak samo?

Tak.

Coś długo się nad tym zastanawiałaś.

Bo chciałam na serio podejść do tego pytania. I trzymając się nawiązania - to, jak powiedziałaś, moje dzieci, więc muszą mieć pewne cechy wspólne. Prawie wszyscy bohaterowie moich książek wydają się nieważni i ignorowani. A ja właśnie takich biorę na warsztat. Lubię się przyglądać małym zjawiskom, drobiazgom, które wymykają się uwadze. Przez to też każdy z bohaterów jest dla mnie tak samo ważny. A jeśli bohater jest istotny, to i książka. Bo ta w moim wypadku wynika właśnie z bohatera.

Czyli to nietuzinkowy bohater otwiera przed tobą drzwi do dziecięcych serc i wyobraźni?

Bohater otwiera mnie przede wszystkich na pomysł. To od niego przeważnie wszystko się zaczyna. W przypadku np. Bajki o włosie Patryku nie wiedziałam od razu, że chcę napisać książkę dla dzieci o odchodzeniu, potraktować śmierć w jakiś łagodny sposób. Zainteresował mnie włos jako postać i zaczęłam się zastanawiać, co takiego mogą sobie myśleć włosy na głowie, co może je spotkać? A mogą się splątać, połamać, może się im rozdwoić końcówka, mogą się przetłuścić, osiwieć, ale też wypaść... Bardzo fajnie ta metafora przekładała się na ludzkie sprawy.

Bohaterowie wychodzą ci naprzeciw? Mól zżarł szalik, a Ziuzia zrobiła psikusa w pociągu?

To nie jest tak, że kiedy coś mi przytrafi, to od razu siadam do pisania. Ale rzeczywiście Ziuzia w dużej części powstała z inspiracji własnymi wspomnieniami z dzieciństwa. Sama jestem wredną starszą siostrą Kiką, a Ziuzia chwilami przypomina moją młodszą siostrę albo mnie.  W ostatnim tomie jest taki rozdział Ziuzia i relaxy, w którym Ziuzia w dobrej wierze terroryzowała rodziców, zmuszając ich do odpoczynku, co dwie minuty zmieniając jego charakter. Przyznaję, robiłam tak samo. Ale wiele z tych historii powstało też z inspiracji pomysłami dzieci znajomych.

Pozostałe bajki to natomiast szalone pomysły na to, jak inaczej można widzieć świat. Bo przecież tak naprawdę nie zaprzyjaźniam się molami, wręcz przeciwnie, ostatnio nawet je zwalczałam. I wiem, że jest to rodzaj hipokryzji, bo piszę o jednym, a robię drugie. Ale w świecie dziecka przyjaźń z molem jest całkiem naturalna, to my, dorośli pozbawiliśmy się dostępu do takiej wrażliwości. W książkach przywołuję tamtą dawną wrażliwość, odnoszę się do takiej dziecięcej percepcji.

Mieliście jak rodzina Ziuzi jamnika Ciamajdę?

Mieliśmy jamnika, ale trochę później. Nazywał się Kefir i też był dość gruby.

Dzieci lubią twoich bohaterów, ale chyba też język jakim mówią.

Bardzo zależy mi na tym, by w literaturze być blisko dzieci. Nie stawać wobec nich ex cathedra. Język to świetne narzędzie do takiego kontaktu. Z jednej strony jest potoczny, przystępny, a z drugiej wciąż umie być odkrywczy i inspirujący.

"Czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość trąci". Po jaką literaturę sięgną w przyszłości dzieciaki, które dziś czytają Prześlugę?

Mam nadzieję, że w ogóle będą czytały. Nie mam sprecyzowanych wymagań.

Czyli nie wymagasz niczego od swoich bohaterów? Nie mają uczyć albo zwyczajnie zachęcać do dalszej lektury?

To nie tak, że niczego nie wymagam. Myślę po prostu, że na tym etapie czytelnictwa ważniejsza jest ilość niż jakość. Sama czytałam bardzo dużo i wszystko. To nas przecież kształtuje, poszerza wyobraźnię. Nie należy się ograniczać. To dotyczy również dorosłych. Nieco mniej wyrozumiała jestem wobec szat graficznych książek dla dzieci. Komputerowe ilustracje i dominujący róż to coś, co nieukształtowany jeszcze zmysł estetyczny powinien omijać szerokim łukiem.

Na co jeszcze w takim razie powinniśmy wracać uwagę wybierając książki dla dzieci?

Jak mówiłam to ilustracje. Dalej język. No i temat. Każdy rodzic zna swoje dziecko najlepiej i ufam, że umie dobierać lektury tak, by go nadmiernie nie ograniczać.

Kiedy nie masz zabawek weźmiesz patyk czy kamień. Książkę musi ci ktoś podsunąć.

W moim wypadku to zasługa rodziców, którzy najpierw sami mi czytali. Czasami też słuchałam bajek, które nagrali z podziałem na role, na magnetofonie szpulowym. Dla mnie zawsze Prosiaczek z Kubusia Puchatka będzie mówił głosem mojej mamy.

I to wystarczy, żeby dziecko samo chciało czytać?

Nie wiem czy wystarczy, ale na pewno od tego trzeba zacząć. To jak z wprowadzaniem w nałóg, dziecku trzeba pokazać, że bez czytania np. nie zaśnie. A czytanie to świetny nałóg.

Sama wolisz czytać czy pisać?

I jedno, i drugie jest ekstra. Ale zależy od nastroju.

Dramaty piszesz od wielu lat, można powiedzieć, że systematycznie. Wszystkie twoje bajki z kolei wydane zostały w krótkim czasie. Dlaczego?

Taką miałam widocznie wtedy potrzebę. Nie było tu znudzenia ani chęci eksperymentu.

Ale jednak wolisz pisać na potrzeby teatru?

Wolę pisać dramaty, bo lubię widzieć, jak dzieci reagują na to, co wymyślę. Przecież nie włamię się nikomu do domu i nie zakradnę do dziecięcego pokoju, by patrzeć, jak mama czy tata czyta - a teatr umożliwia mi takie podglądanie.

Spotkania autorskie to za mało?

Trudno się na nich rozmawia. Dzieci są zamknięte, często w bardzo różnym, nieodpowiednim wieku.

O co najczęściej cię pytają?

Niestety o autograf.

Piszesz coś teraz?

Moje myśli zajmują teraz inne rzeczy, ale myślę, że jeszcze w tym roku, ukaże się moja pierwsza książka dla dorosłych pt. Co tu robisz w środku zimy. To taka większa nowelka, którą napisałam dawno temu, a teraz do niej wróciłam, poprawiłam...

To może kolejna będzie dla młodzieży? Bo tych ciągle brakuje.

Bardzo chcę taką napisać, ale siłą rzeczy niedługo czeka mnie urlop i wątpię, żeby dziecko mi to ułatwiło. Marzę jednak o tym, żeby napisać takiego drugiego Harrego Pottera. Ale nie w sensie podobnego tematu, czy sukcesu wydawniczego - chodzi o lekturę, którą połknie młodzież, którą sama chciałabym przeczytać.

rozmawiała Monika Nawrocka-Leśnik

*Malina Prześluga - absolwentka kulturoznawstwa na UAM w Poznaniu oraz Szkoły Dramatu przy Laboratorium Dramatu Tadeusza Słobodzianka w Warszawie. Jest dramatopisarką i autorką kilkunastu książek dla dzieci, m.in. Bajka i Majka, Bajka o włosie Patryku oraz Ziuzia. Pracuje w poznańskim Teatrze Animacji jako dramaturg. 

Używamy plików cookies, by ułatwić korzystanie z naszych serwisów. Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były zapisywane na Twoim dysku, zmień ustawienia swojej przeglądarki.