Kultura Poznań.pl

Rozmowy

opublikowano:

Pozostaje pisać bezinteresownie

- Możemy udawać, że Polska jest potęgą poetycką, ale prawda jest taka, że większość ludzi w tym kraju zna może trzech poetów, z czego dwóch już nie żyjących.  Nie jest to zbyt komfortowa sytuacja dla współczesnego twórcy, więc pozostaje pisać bezinteresownie - mówi Justyna Bargielska*, poetka, autorka tomu "Dziecko z darów", który właśnie miał swoją premierę.

.
Justyna Bargielska podczas spotkania autorskiego wokół książki "Dziecko z darów", fot. Jacek Mójta/ CK Zamek

Po kilku latach nieobecności na rynku wydawniczym, wraca Pani z nowym tomem poetyckim "Dziecko z darów" (Wydawnictwo Wolno, 2019). Jak pisało się tę książkę?

Dobrze i krótko. Ostatni raz pisałam wiersze pięć lat temu, ale ponieważ poezja jest moją podstawową formą wypowiedzi, poszło mi szybko. Wydaje mi się też, że wiersze wymagają specyficznego "stanu ducha" - wiem jak to brzmi, ale chyba inaczej nie da się tego opisać. Trzeba być w dużej czujności wobec rzeczywistości, szczególnej dyspozycji, a ja jej wtedy nie miałam, bo byłam zajęta czymś innym. Nie pojawiały się moje wiersze, ale nie oznacza to, że przez ten czas nic nie robiłam, bo stworzyłam na przykład kilka dramatów. Poza tym, trzeba przyznać, że pisanie poezji w Polsce to jest hobby. Musiałam zająć się rzeczami - brzmi to okropnie - które dadzą mi dochód.

Jakie potrzeby spełnia dla pani poezja?

Zależy czy pyta pani o pisaną czy czytaną. Ta pierwsza spełnia chyba potrzebę takiego zupełnie bezinteresownego działania w literaturze. Wydaje mi się, że poezja jest jeszcze bastionem wolności i przez to jest dla mnie interesująca. Wiadomo, że poezja nie trafia do więcej niż pięciuset osób, dochodu z niej nie będzie, prestiżu też nie. Możemy udawać, że Polska jest potęgą poetycką, ale prawda jest taka, że większość ludzi w tym kraju zna może trzech poetów, z czego dwóch już nie żyjących. Nie jest to zbyt komfortowa sytuacja dla współczesnego twórcy, więc pozostaje pisać bezinteresownie.

A czytanie poezji?

W tym przypadku jest już troszeczkę trudniej. Chyba najczęściej chwytam za poezję kiedy mam potrzebę przeczytania na szybko czegoś, co bardzo wiele rzeczy podsumuje w krótkim tekście. Co jednak zrobić, kiedy wchodzę na Facebooka i widzę jak wiele statusów moich znajomych podsumowuje wszystko zgrabnie w zwartej formie? To jest dla wiersza ewidentna konkurencja. Szukam poezji, która dostarcza jakiejś informacji o świecie, ale będzie przy tym w jakiś sposób poruszająca.

Mówi pani o pewnej syntetyczności wypowiedzi literackiej, a przecież napisała pani też nieco obszerniejsze dzieła, które możemy zaliczyć do gatunku prozy poetyckiej. Skąd pomysł na podjęcie takich prób?

Interesowały mnie wtedy tematy, które kompletnie nie nadawały się na krótką formę. "Obsoletki" napisałam z jakiejś potrzeby autoterapii, a nie potrafię pisać takich wierszy. Z kolei "Małe lisy" powstały z mojego zaciekawienia, czy uda mi się napisać coś obszerniejszego. W efekcie wyszedł mi trochę dłuższy tekst, ale nadal niezbyt rozległy. Prawda jest też taka, że chciałam sprawdzić siebie w prozie. Lubię wyzwania, dlatego podjęłam się napisania czegoś w innej niż dotychczas formule. Wychodzę z założenia, że dopóki nie sprawdzę, czy czegoś nie umiem, to nie mogę mieć pewności.

Mam poczucie, że w nowym tomie zmienił się pani język poetycki. W "Dziecku z darów", jest więcej formalnej precyzji, która wcześniej ustępowała językowej gęstości. Czy wyczuwa pani tą zmianę, a jeśli tak, to jak ją pani postrzega?

Jestem świadoma tej ewolucji języka w mojej poezji. W tej książce zastosowałam jakiś rodzaj autocenzury - to nie jest najlepsze słowo, ale inne nie przychodzi mi teraz do głowy. Chciałam, aby w ten tom nie pakować za dużo fajerwerków i precyzyjnie powiedzieć co mam na myśli. Jeśli chodzi o recepcję tej zmiany, to muszę przyznać, że docierają do mnie różne komunikaty. Okazało się na przykład, że dużo osób, których bym nie podejrzewała o to, że czytają poezję, lubią ten tom. Podejrzewam, że przyczyną jest właśnie to uproszczenie języka. Zdarza mi się jednak słyszeć też, że wiersze z "Dziecka z darów" nadal są na takim samym poziomie komplikacji, jaki pojawiał się w moich poprzednich wierszach, więc może te domysły są błędne.

Jeśli chodzi o formalne podobieństwo, to z pewnością, pojawia się w tym tomie charakterystyczne dla pani upodobanie do zestawiania ze sobą kontrastujących obrazów. Czytamy na przykład: "wybraliśmy takiego boga, żeby chronił dzieci, a wilki trzymał z daleka, a może trzeba było zrobić inaczej".

Za każdym razem kiedy widzę coś, co zwraca moją uwagę, zastanawiam się jakie to jest. Znajduję odpowiedź, a potem szybko zaczynam ją kwestionować. Pytanie "czy na pewno?" bardzo często mi towarzyszy także w życiu codziennym, przez co łatwo popadam w różne zapętlenia na temat własnych decyzji. Problem polega na tym, że ja do wszystkiego tak podchodzę i to się odbija w moich wierszach. Moja córka powiedziała mi ostatnio, że ze mną nie da się żyć, bo ja na wszystko mówię "nie sądzę". Ona twierdzi, że to niemiłe, a wie pani co ja jej na to odpowiedziałam? "Chyba nie".

Zakładam, że to pani dzieci są bohaterami nowego tomu. Co one na to?

One w ogóle nie czytają moich wierszy. Rozalia zrobiła wyjątek dla książki dla dzieci, którą napisałam, tylko dlatego, że w tytule jest jej imię. Od tej pory do moich książek nie zagląda. Ostatnio była z klasą w teatrze i kiedy zobaczyła na plakacie, że autorką scenariusza jest jej matka, bardzo się rozczarowała, bo musiała tam siedzieć i przez dobre półtorej godziny obcować z moim tekstem. Szczerze mówiąc, to czuję, że "Dziecko z darów" jest ostatnią książką, w której pojawiają się nawiązania do moich dzieci, bo one rosną i wymykają mi się. Pisanie o nich jest chyba rodzajem próby zatrzymania ich jeszcze jako dzieci. Wie pani, dopóki one są dziećmi, to ja jestem młoda. Tak to właśnie wygląda.

Czuję, że muszę zadać to podstępne pytanie - czy czuje pani, że tworzy w nurcie literatury kobiecej?

Jeśli jest to dla kogoś ważne, żeby traktować moja twórczość jako literaturę kobiecą, to niech tak będzie. Jestem kobietą, pisze poezję i tyle. Wiem, o co pani chodzi, ale wydaje mi się, że zajmie jeszcze bardzo dużo czasu, zanim przestanie się mówić o literaturze kobiecej bez jakiejś uszczypliwości. Nie widzę sensu z tym walczyć, bo to jest kwestia pokoleń i poetek, które to myślenie zmienią. Parę lat temu dostawałam piany na usta, kiedy słyszałam, że moja literatura jest kobieca, ponieważ pojawiają się w niej miesiączki i poronienia. W tej chwili już mnie to nie interesuje. Pewne kwestie pozostaje lekceważyć i robić swoje.

Rozmawiała Julia Niedziejko

*Justyna Bargielska - poetka i pisarka wielokrotnie nominowana do nagród literackich. Autorka między innymi książek "Małe lisy", "Obsoletki", "Dwa fiaty", "Bach for my baby", "Dziecko z darów".

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2019