Kultura Poznań.pl

Rozmowy

opublikowano:

Orkiestra to muzeum instrumentów

rozmowa ze Zbigniewem Kozubem, kompozytorem

Zbigniew Kozub, Fot. Archiwum prywatne
Zbigniew Kozub, Fot. Archiwum prywatne

Kompozytor to zawód? Skrzypek czy trębacz chwyci za instrument i może niejako ad hoc dowieść swoich umiejętności. A Pan?

Kompozytor rzeczywiście ma z tym problem i - w takim ujęciu - to chyba nie jest zawód. Nie wiem, jak to nazwać. Hobby? Pasja? Muzyk z orkiestry co tydzień wchodzi w nowy kierat repertuarowy, narzucony mu przez instytucję, w której pracuje. A pisać nie da się "na zawołanie". Więc jak pisać? Czajkowski mawiał: nie ma natchnienia, jest tylko ciężka praca, natchnienie przychodzi do tych, którzy ciężko pracują. Wojciech Kilar nie wstydzi się jednak własnego lenistwa twórczego. Mówił niejednokrotnie, że w momentach oczekiwania na pomysł, gdy nic nie przychodzi mu do głowy, zwyczajnie poddaje się słodkiemu nicnierobieniu. Jest i przypadek Strawińskiego: miał dom w Beverly Hills, a studio w centrum Los Angeles. Codziennie wychodził do pracy o 8 rano i wracał o 15, zachowując się jak urzędnik.

A Pan?

Nie jestem "wyoutowanym" kompozytorem - wiążą mnie etaty i funkcje. W poznańskiej Akademii Muzycznej jestem kierownikiem Katedry Kompozycji i Teorii Muzyki, a na Uniwersytecie Artystycznym prowadzę Pracownię Udźwiękowienia Filmów na Wydziale Animacji. Siłą rzeczy komponuję pomiędzy zajęciami. Marcin Świetlicki powiedział kiedyś w wywiadzie dla Tygodnika Powszechnego, że nie wierzy w poetów, którzy są (przykładowo) dyrektorami instytutów, w pisanie wierszy pomiędzy zebraniami. To wciąż jakiś ideał twórcy - również kompozytora. Prawdziwy artysta to taki, który zupełnie wyzbędzie się cywilizacji, wyjedzie, będzie pisał z innego świata.

To dlaczego był Pan i dziekanem, i członkiem rad programowych, i prezesem poznańskiego oddziału Związku Kompozytorów Polskich...

...i dyrektorem Poznańskiej Wiosny Muzycznej. Tak, trochę tego było. Mnie na pisanie zawsze brakuje czasu i właściwie już mnie to męczy. Nie można się w pełni poświęcić tworzeniu, kiedy wciąż gonią egzaminy, zajęcia, rady. Ale co począć? Sytuacja finansowa kompozytora jest dziś katastrofalna. To najmniej opłacalny instrument w całej orkiestrze. Na festiwalach muzyki nowej kompozytor nie dostaje honorarium za wykonanie jego dzieła (nie mówię o sytuacji, gdy dochodzi do realizacji zamówień, które zresztą też nie są zbyt hojne). Do wykonania angażowani są natomiast instrumentaliści, którym - rzecz jasna - płaci się. Dlatego niewielu kompozytorów jest w stanie utrzymać się z tego "zawodu" bez etatów. To zawsze były pojedyncze nazwiska: Lutosławski, Penderecki, Kilar, Górecki... Ech... nawet Górecki był przez długi czas nauczycielem i rektorem.

Jak się pisze na zamówienie? Zna Pan dewizę: the greatest inspiration is the deadline?

Oczywiście, że znam. To prawda! Zawsze pisałem na zamówienie - choć nie zawsze finansowe. Prawie nie mam w dorobku utworów pisanych ot, tak sobie. Zawsze piszę z myślą o festiwalu albo na prośbę artysty. Zawsze pod konkretny termin. Deadline zatem jest i męczy, bo pozostaje niedosyt, że gdyby było więcej czasu, utwór byłby lepszy.

Niedosyt nie rodzi kolejnych wersji tego samego utworu?

Oczywiście, że tak, to naturalne. Pierwsze wykonanie daje zawsze pozytywne i negatywne odczucia. Dopiero później pewne rzeczy ustawiają się właściwie i balansują.

Różni muzycy to różne wykonania. Czasem tak natchnione i fantazyjne, że niewiele mają wspólnego z rzeczywistością. Ponoć kompozytor przewraca się w takich chwilach w grobie. Co z żyjącym twórcą, słuchającym na sali koncertowej w wersji "live" tego, co dotychczas znajdowało się tylko na papierze?

Jerzy Maksymiuk prowadził kiedyś prawykonanie Kronik Mazurskich Zbigniewa Penherskiego, swojego kolegi ze szkolnej ławy. Penherski strasznie się wtrącał, poprawiał, narzucał swoją wizję. W którymś momencie Maksymiuk warknął do orkiestry: proszę państwa, umawiamy się, że kompozytor nie żyje i gramy dalej! Penherski zszedł ze sceny i... poszedł do domu. Zawsze daję bardzo dużą swobodę interpretacji wykonawcom i dyrygentom. Współpracuję na przykład z Marcinem Sompolińskim, który ma u mnie chyba monopol. To dobry muzyk i symfonik, niejednokrotnie poprawiał mi partytury, a ja już nawet nie oponowałem. Raz, że on się robił nerwowy, a dwa - trzeba przyznać - zawsze robił to dla dobra utworu.

Dopuścił się Pan kiedyś kompozytorskiej "ściemy"? Pisania czegoś na szybko? Kompozytorskich grzeszków?

Oho, nawet najwięksi mieli takie momenty. Całe szczęście, nie pisałem nigdy muzyki politycznie zaangażowanej. Ale mam na koncie trochę luźnych aranżacji: kiedyś organizowany był festyn dzielnicy Wilda, w której mieszkałem. Żył wtedy jeszcze Jerzy Kurczewski i namówiliśmy go, żeby zaśpiewał mój kawałek ze słowami: Wilda jest nasza, Wilda będzie trwać. I to naprawdę poszło! Zdecydowanie nie była to twórczość wysokich lotów. Niektórzy do dziś wypominają mi, że nigdy nie zapomną tej szmiry, tego kiczu. A dla mnie to była radocha, bo to mój jedyny utwór wykonany przez samego Kurczewskiego. Też zresztą wildzianina.

Znajdujemy się teraz w niewielkiej akademickiej sali i zewsząd otoczeni jesteśmy sprzętem, który przywodzi na myśl raczej pracownię informatyczną niż klasę kompozycji. Czy komponowanie na tradycyjny aparat wykonawczy oraz komputery pojawiło się u Pana naturalnie (po prostu przyszła na to kolej), czy był to impuls kierowany fascynacją?

Podstawą dotknięcia dźwięku jest dla mnie jego barwa. Ona najbardziej mnie fascynuje. Właściwie od samego początku pojawienia się elektroniki byłem jej wielkim admiratorem. Miały na to oczywiście wpływ Warszawskie Jesienie lat 80. i 90. - obserwowałem bacznie wszystko, co tam się działo. Zdecydowana większość zachodnich orkiestr przywoziła wtedy syntezatory włączone do swojego składu. Wyraźnie usłyszałem, że wystarczy lekko podbarwić orkiestrę i tworzy się zupełnie nowa jakość. Wtedy też zrozumiałem, że to jest przyszłość dla nowych barw. Samą orkiestrę traktuję jako muzeum instrumentów muzycznych. Fascynuje mnie łączenie żywego z nieżywym.

Artyści lubią wykonywać współczesną muzykę?

Niektórzy tak. Są pasjonaci, ale jest ich bardzo mało. Chcąc nie chcąc, dotykamy teraz profilu kształcenia na wydziałach instrumentalnych, który nie preferuje muzyki nowej. A szkoda. W naszej Akademii regały biblioteczne pełne są dwudziestowiecznych dzieł, naprawdę dobrej muzyki, ale to są w ogóle nieużywane nuty! Zresztą to problem nie tylko naszej uczelni, ale szkolnictwa w ogóle. Nawet w Ameryce profil kształcenia oparty jest głównie na XIX wieku. Wróciłem właśnie z Las Palmas, byłem na piątkowym koncercie. Genialna sala, akustyka, orkiestra. Wie pani jaki to był koncert? Beethoven, Beethoven, Beethoven! Myślałem, że zwariuję.

A od czego Zbigniew Kozub nie wariuje? Czego mógłby słuchać do końca świata i jeden dzień dłużej?

Szekspirem muzyki jest Bach. Bach to podstawa wszelkiej logiki w muzyce, balansu kontrapunktu z harmonią, ekspresji z liczbami i afektami. Biblia, która stanowi podstawę myślenia. I jeszcze Mozart. To dla mnie wyżyny. Największą siłę czerpię jednak z Chopina. Fenomenalny kompozytor. Jako dziecko na gramofonie Bambino zdzierałem nagranie Koncertu fortepianowego e-moll - i mimo lat, które minęły od tego czasu, ciągle przechodzą mi ciary po kręgosłupie. To jest dowód na istnienie geniuszu, absolutu.

Kto kiedyś powie, że ceni i - przede wszystkim - lubi twórczość Kozuba?

Nie piszę dla krytyków, modernistów, teoretyków ani kompozytorów. Staram się pisać dla człowieka - inteligentnego i wykształconego.

Rozmawiała Malwina Kotz

Zbigniew Kozub - ur. 17.03.1960 w Szczecinie, od ponad trzydziestu lat związany z Poznaniem. Kompozytor, profesor AM i UAP. Przez dziewięć lat dyrektor festiwalu muzyki współczesnej Poznańska Wiosna Muzyczna. Autor zarówno dzieł chóralnych, wokalno- -instrumentalnych, symfonicznych, kameralnych, solowych, jak i muzyki radiowej i filmowej. Entuzjasta komputerów, nowinek technicznych i gadżetów elektronicznych. Po godzinach zapalony fotograf i plastyk.

  • Ogólnopolska Studencka Konferencja Naukowa oraz Międzyuczelniany Koncert Kompozytorski Neofonia
  • 22-23.11
  • organizator: Koło Artystyczno-Naukowe Studentów Kompozycji i Teorii Muzyki Akademii Muzycznej
Używamy plików cookies, by ułatwić korzystanie z naszych serwisów. Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były zapisywane na Twoim dysku, zmień ustawienia swojej przeglądarki.