Kultura Poznań.pl

Rozmowy

opublikowano:

Marzenia jak dinozaury

- Co robi Nela, która przez pięć godzin podpisuje swoje książki? Pracuje czy może nadal jest wtedy dzieckiem? Nie wiem jak odpowiedzieć na to pytanie, ale wydaje mi się, że jednak pracuje - mówi Łukasz Pilip*, reporter, autor książki "Podwórko bez trzepaka. Reportaże z dzieciństwa".

.
fot. Dawid Żuchowicz/Agencja Gazeta

Dlaczego oddałeś głos dzieciom?

My - reporterzy najczęściej piszemy o dzieciach bez dzieci. To znaczy owszem, zajmujemy się ich sprawami, ale nie ma ich w ogóle w naszych tekstach, zazwyczaj w ich imieniu wypowiadają się dorośli. A przecież część z nich jest na tyle świadoma, żeby spokojnie opowiedzieć o sobie. Postanowiłem znaleźć takie, które mierzą się z problemami dorosłych. Myślę o nieuleczalnej chorobie - i to jest Łukasz Berezak, czyli najsłynniejszy wolontariusz WOŚP, o podejmowaniu poważnych decyzji na morzu - to Nel, albo o byciu "dorosłym dzieckiem" - jak Maciek, który opiekował się swoimi niepełnosprawnymi rodzicami. Zresztą od tego tekstu dla "Wysokich Obcasów" wszystko się zaczęło. Po tym reportażu postanowiłem do Maćka wrócić, bo dostałem informację, że zmarł jego tata. Byłem wstrząśnięty. Natychmiast zadzwoniłem do pedagożki, która się nim zajmowała, żeby zapytać co się z nim dzieje. Na szczęście okazało się, że bardzo szybko zajęła się nim jego ciocia, ale i tak postanowiłem tam pojechać i dowiedzieć się, co dzieje się z dzieckiem, które w wieku 15 zostało bez rodziców. Od tego się zaczęło.

Nie miałeś problemu z bezpośrednim dotarciem do swoich bohaterów?

Miałem. Chociaż zauważyłem, że dzieci znajdujące się w trudnych sytuacjach często mają ze swoimi rodzicami kumpelskie relacje. W takich momentach zdarzało się, że albo rozmawiałem sam na sam z dzieckiem albo w obecności rodzica, ale rodzic nigdy nie interweniował w naszą rozmowę. Podoba mi się ten szacun. Tylko z jednej wybranej historii zrezygnowałem. W Koninie znalazłem rodzinę, w której oboje rodzice nie widzą. Pojechałem tam, cała rodzina usiadła ze mną w jednym pokoju, ale kiedy zadałem swoje pierwsze pytanie niewidomej matce: "Jak się Pani porusza po ulicy? Z laską?" i usłyszałem w odpowiedzi: "Skądże! To jest moja laska" ze wskazaniem na córkę, a ta z kolei na moje pytanie: "Jak się z tym czujesz?" odpowiedziała z wahaniem: "Dobrze", wiedziałem już że nie uzyskam tam szczerych odpowiedzi. Wycofałem się.

Rozmawiając z bohaterami czułeś, że to nadal są dzieci? Czy mentalnie byli to mali dorośli?

To zależy od sytuacji. Moi bohaterowie bardzo prędko weszli w role dorosłych, ale nadal potrafili być dziećmi. Maciek od niepełnosprawnych rodziców potrafił wyjść z kolegami na rower. Tyle, że z tego roweru dzwonił do domu, żeby sprawdzić czy wszystko w porządku. Z kolei Łukasz Berezak, kiedy zadzwoniłem do niego po zabójstwie prezydenta Gdańska i rezygnacji jego autorytetu - Jurka Owsiaka z funkcji prezesa WOŚP, powiedział że ciężko mu się funkcjonuje po tych wydarzeniach, ale zaraz dodał: "Sorry Łukasz, ale teraz muszę kupić coś w grze", bo akurat grał w grę komputerową. I wiesz wtedy, że to nadal są po prostu dzieci, tyle, że mają prawdziwe problemy. Z Łukasza, o którym wszyscy myślą, że jest otyły, a to po prostu efekt zażywania sterydów, śmieją się nawet dorośli. Mało tego, nikt nie pomógł kiedyś na ulicy jego mamie, kiedy stracił czucie w nogach, innym razem jego kumpel zostawił go na wózku w środku miasta. Ja się na to nie godzę.

Jak się rozmawia z takim dzieckiem?

Kiedy pierwszy raz do niego przyszedłem zapytałem jak się czuje, a on odpowiedział że dobrze, ale z takim przekąsem, że poszło mi w pięty. Od razu wiedziałem, że zadałem najgłupsze pytanie w swoim życiu. No bo jak ma się czuć chory chłopak, którego codziennie wszystko boli. Przeprosiłem go za to, a on znów mnie zaskoczył. Na pytanie o to czy ma marzenia odpowiedział że tak, ma, ale jego marzenia są jak dinozaury - duże i wymarłe.

Ciarki. Przecież to mówi dziecko. Podobnie dojrzałych odpowiedzi udziela Nela, "mała reporterka", która pisze książki i nagrywa programy telewizyjne. W dodatku mam wrażenie, że każde z nich mówi szczerze, nie ma w tym ani krzty aktorstwa, zmanierowania czy manipulacji.

Jak się cieszę, że też to zauważyłaś! Te dzieci są naprawdę bardzo szczere. W przypadku Neli należy odróżnić Nelę - dziecko od Neli - autorki. To bardzo miła, otwarta dziewczynka, która niczego nie udaje. Ma ogromną swobodę w kontakcie ze swoimi fanami, chociaż bycie sławną to ogromne wyzwanie. No bo zastanówmy się - co robi Nela, która przez pięć godzin podpisuje swoje książki? Pracuje czy może nadal jest wtedy dzieckiem? Nie wiem jak odpowiedzieć na to pytanie, ale wydaje mi się, że jednak pracuje. Zdarzyło się nawet, że ktoś biegł za nią do toalety, żeby szybciej zdobyć jej autograf.

Przyjaźnisz się ze swoimi bohaterami?

Tak, choć nie ze wszystkimi. Jest taki magnes, który przyciąga ludzi do siebie albo nie przyciąga. Ale zawsze daje swoim bohaterom coś od siebie, opowiadam dużo o sobie, o swojej żonie, pracy... Pan Ryszard, niepełnosprawny tata Maćka, kiedy jeszcze żył zadzwonił do mnie kiedyś i mówi: "Łukasz, co dzisiaj jadłeś na obiad? Bo ja wiem, że Ty czasami nie jesz".

To akurat te miłe konsekwencje pisania o ludziach. Ale nie zawsze jest tak sympatycznie, przecież ten medal ma dwie strony. Twoi bohaterowie dzwonią do Ciebie ze swoimi problemami?

Zdarza się, ale kiedy nie mogę pomóc, po prostu to mówię. I tak myślę, że utrzymuję kontakty z mniejszością ze swoich bohaterów. Zawsze z góry uprzedzam, że nasza relacja będzie potwornie intensywna, ale krótka.

Jak w takich warunkach zdobywa się zaufanie?

Uważam, że reporter zawsze powinien znaleźć się w domu swojego bohatera. Po pierwsze, bo czuje się tam swobodnie jego rozmówca, po drugie - bo wiele można wywnioskować z jego otoczenia, a po trzecie - macie wtedy najwięcej czasu. Pamiętam jak przyjeżdżałem do domu Maćka, który mimo autyzmu studiuje prawo, a pomaga mu w tym mama Danuta, która na uczelni jest jego asystentką. Razem jedliśmy zupę na obiad, szwendałem się po kuchni rozmawiając z panią Danusią, ale o wiele trudniej było mi dotrzeć do Maćka. Okazało się, że Maciek nie lubi, kiedy mówi się o nim bez niego. Kiedy zapytałem jak się z tym czuje wystukał na komputerze: "Jestem trochę podekscytowany, bo to moje życie". Trzeba na to uważać.

Co teraz słychać u Maćka? Pisze doktorat?

Dostałem tydzień temu wiadomość od jego profesora, że doktorat już złożony, więc teraz pozostaje tylko kwestia jego obrony. I jeszcze że powstaje o Maćku komiks.

Rozmawiać o problemach to jedno, a rozmawiać o seksie, drugie. Z rozdziałem o pierwszych razach nastolatków zupełnie przypadkowo wstrzeliłeś się w dyskusję o edukacji seksualnej, która ponownie wybuchła w polskiej szkole.

Z rozmowami o seksie jest tak, że to my - dorośli myślimy, że dzieci mają problem, żeby o tym rozmawiać. A jest zupełnie odwrotnie. Nastolatki mówią o tym wprost, ot tak. Jeden z moich bohaterów opowiedział mi, że u niego w domu rozmowa wyglądała w ten sposób: "Kochałeś się?". - "Tak". "A zabezpieczenie?". -"Mam zawsze przy sobie". I przez siedemnaście lat, to była jego jedyna wymiana zdań na ten temat z rodzicami. Bardzo smutne. 

Mnie najbardziej zasmucił, a w zasadzie przeraził rozdział, w którym jako w jedynym bezpośrednio nie występuje żadne dziecko. Wiesz który?

Mówisz o mężczyźnie, który ucieka przed rodzicami?

Nie, mówię o "Natalii-pułapce", w której sam wcielasz się w dziecko, żeby zobaczyć jak szybko pedofile nawiążą z Tobą kontakt. I nawiązują. W 32 sekundy.

Przyznam ci, że wcześniej myślałem, że dla dorosłych to oczywiste, że pedofile grasują w sieci. Chociaż nie zakładałem, że sam ich tam spotkam. A już tym bardziej, że zajmie mi to 32 sekundy. Czułem odrazę w momencie, w którym mnie to spotkało. Miałem ogromny dylemat co zrobić z materiałami, które w ten sposób uzyskałem. Bo robiłem print screeny okien rozmów na czacie, zapisałem wszystkie numery telefonów i tak dalej. Wahałem się, co dalej z tym począć, kiedy moja żona uświadomiła mnie, że to może przydarzyć się dziecku sąsiadów czy każdemu innemu dziecku. I tragedia gotowa. Zgrałem wszystko na pendrive'a i zaniosłem wielkopolskiej policji. Obiecali, że się tym zajmą.

Wspomnienia zabaw z dzieciństwa pomiędzy poszczególnymi rozdziałami są po to, żeby zrównoważyć te wszystkie tragedie?

Tak, uznałem, że czytelnikowi przyda się taki oddech. Sama zobacz - czy ze swojego dzieciństwa pamiętasz nudę albo to, że padał deszcz? Nie, pamiętasz głównie te miłe chwile. I o nich wszyscy bez wyjątku lubimy opowiadać.

rozmawiała Anna Solak

*Łukasz Pilip - reporter, absolwent Polskiej Szkoły Reportażu, stały współpracownik "Dużego Formatu" i "Wysokich Obcasów". Laureat Festiwalu Wrażliwego w kategorii "Twórca szczególnie wrażliwy". Mieszka w Poznaniu.

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2019