Kultura Poznań.pl

Rozmowy

opublikowano:

Co byłoby warte życie bez suspensu?

- Miałem to szczęście, że spotkałem Marka Krajewskiego, który sprawił, że stałem się pisarzem powieści kryminalnych. On jest moim literackim akuszerem i ojcem chrzestnym - mówi Mariusz Czubaj, jeden z gości zakończonego w niedzielę w Poznaniu Międzynarodowego Festiwalu Literatury Apostrof.

.
Mariusz Czubaj, fot. Zuzanna Szamocka

Mam się zwracać do pana: "panie profesorze" czy "panie pisarzu"?

No gdzie profesorze... Ja strasznie nie lubię tej całej celebry, bardzo źle się w tym czuję, muszę powiedzieć. Poza tym tutaj występuję całkowicie jako pisarz.

Skąd ten kryminalny zwrot w pana twórczości?

Z bardzo prostego powodu - ponieważ jestem miłośnikiem gatunku i uwielbiam kryminały. Do dzisiaj mam swoich ukochanych autorów, których czytam. Kiedy spotykam się z wybitnym polskim poetą, Marcinem Świetlickim, to generalnie rozmawiamy na temat Lee Childa, znakomitego pisarza, który stworzył postać Jacka Reachera. Nieustannie gadamy jak mali chłopcy, z wypiekami na twarzy i podnieceniem "a pamiętasz jak on przyjechał do tego małego miasteczka...?!". Mówiąc krótko, zainteresowałem się kryminałem przede wszystkim jako fan tego gatunku. Bardzo trudno wyobrazić sobie człowieka, który słuchając dajmy na to rapu, nie pomyśli sobie w pewnym momencie, "a może ja też zacznę taki rap pisać?". To jest w pełni naturalny odruch - ktoś, kto wsiąka w dany gatunek literacki, myśli sobie "skoro oni tak piszą, to ja też spróbuję coś takiego napisać". To jest fanowska miłość do pewnej formy kultury i dopóki są emocje związane z takim odczuwaniem, to jest szansa, że ten świat całkiem na psy nie zejdzie.

Jesteśmy po premierze pana najnowszej książki "Dziewczynka z zapalniczką". A co słychać na polu publikacji naukowych?

W ubiegłym roku ukazała się książka pod tytułem "Kryminalna odyseja oraz inne szkice o pisaniu i czytaniu". To antropologiczno-krytyczno-literacka książka, wspólnego autorstwa z moim serdecznym przyjacielem i fanem powieści kryminalnych, z którym napisałem także "Krwawa setka. 100 najważniejszych powieści kryminalnych" - profesorem Wojciechem Bursztą, przez wiele lat związanym z Poznaniem i poznańskim uniwersytetem. To jest książka, która powstała z naszej niemocy napisania innej. Otóż w naszej miłości do kryminału napisaliśmy "Krwawą setkę..." i po wielu latach zamierzaliśmy napisać zrewidowaną wersję, żeby zobaczyć, co przez  dekadę od wydania pierwszej części zmieniło się w kryminale. A zmieniło się prawie wszystko. W związku z tym pomyśleliśmy, że musimy zacząć pisać właściwie od nowa i to nas trochę przerosło. Potem pomyśleliśmy, że w takim razie napiszemy drugi tom tego, co już napisaliśmy, ale to również nas przerosło. Bo widzi pan, gdy zaczynałem pisać powieści kryminalne w 2008 roku, gdy ukazały się moje dwie pierwsze książki "21:37" oraz wspólna z Markiem Krajewskim "Aleja samobójców" to w Polsce wydawało się kilkanaście do dwudziestu polskich kryminałów rocznie. A w samym 2017 roku ukazało się ich ponad sto osiemdziesiąt! To pokazuje jak wygląda skala zjawiska, rozwój tej literatury oraz przed jakim problemem stoją ci, którzy chcieliby ją opisywać. W związku z tym wywiesiliśmy białą flagę i stwierdziliśmy, że napiszemy zupełnie inną książkę, ale ona w pewnym sensie jest znowu na ten temat, ponieważ o pisaniu kryminałów.

To nie jest pana pierwsza współpraca z innym pisarzem; jak pan wspomina wspólną pracę z Markiem Krajewskim?

Świetnie, ponieważ wspólne pisanie to świetna szkoła. Człowiek musi się zmierzyć z czyjąś zupełnie inną wrażliwością, innym doświadczeniem, innym sposobem pracy i muszę powiedzieć, że to były dla mnie swoiste darmowe warsztaty pisania, które bardzo wiele mi dały, niezależnie czy z tego korzystam, czy temu zaprzeczam. Uważam to za niesłychanie ważny moment w swoim życiu. Wie pan, człowiek na swojej drodze spotyka pewnych ludzi i oni decydują co się z panem dzieje. Ja miałem to szczęście, że spotkałem Marka Krajewskiego, który sprawił, że stałem się pisarzem powieści kryminalnych. On jest moim literackim akuszerem i ojcem chrzestnym (śmiech).

Czyli teraz przed panem kariera pisarza kryminałów na 100%?

Jestem dobrym przykładem pokazującym, że człowiek nigdy do końca nie wie, co w życiu będzie robił. Dwanaście lat temu nie pomyślałbym, że będę pisarzem powieści kryminalnych, z którym pan będzie chciał rozmawiać. Parę lat temu do głowy by mi też nie przyszło, że zostanę saksofonistą i tak dalej możemy wymieniać. To pokazuje, że nie mam jakiegoś projektu życiowego, nie mam wpisane w tabelkach exela, że do tego roku życia zrobię to, do innego tamto, a potem to już tylko ogródek, drewniana jesionka i testament. I bardzo sobie to cenię, nawiasem mówiąc. Moje życie troszeczkę samo się toczy i myślę, że mam nad nim jakąś kontrole, ale jednocześnie powiem, że taki element niespodzianki, który się pojawia jest przecudny. Co byłoby warte życie bez takiego suspensu?

A czy jest gatunek literacki, z którym nie chciałby się pan zmierzyć?

Nie potrafię wyobrazić sobie siebie jako autora literatury science-fiction lub fantasy. Jakoś nigdy mnie to nie rajcowało, nawet jako czytelnika. Tym bardziej trudno, aby mnie fascynowało jako twórcę. Nie chcę, aby to zabrzmiało protekcjonalnie względem pisarzy, którzy piszą tego rodzaju literaturę, ponieważ oni dokładnie to samo mogą powiedzieć o pisaniu kryminałów. Po prostu kompletnie tego nie czuję. Natomiast mam potrzebę, aby wyjść poza gatunek kryminalny, żeby nie być klasyfikowany wyłącznie jako pisarz kryminałów i mam nadzieję, że tak się wkrótce stanie.

Który charakter akcji panu bardziej odpowiada - wielkomiejski czy prowincjonalny?

Zdecydowanie jestem zwierzakiem miejskim i z trudem przychodzi mi opisywanie najprostszych detali. Człowiek budzi się i widzi - powiedzmy - drzewo. No i taki Iwaszkiewicz potrafi pięć stron napisać o takim drzewie, a ja jestem słaby - dwa zdania sklecę, gatunków nie rozróżniam, dendrologicznie jestem niedokształcony... Sceny w barach natomiast, to moja mocna strona!

Czym "Dziewczynka z zapalniczką" różni się od innych pana książek?

Staram się, żeby wszystkie moje książki różniły się od siebie i każda była wyzwaniem, również dla mnie, bo inaczej cała ta robota nie ma sensu. Chciałem, aby "Dziewczynka z zapalniczką" przede wszystkim różniła się aurą. Planowałem napisać powieść, w której będzie pewna dojmująca atmosfera smutku i zagrożenia, pewnego niepokoju, który będzie trwał od początku do końca, a na końcu nawet będzie jeszcze bardziej mroczno i smutno. Powieść kryminalna generalnie powinna skończyć się happy endem, a ja chciałem pozostawić czytelnika z poczuciem niewygody. Jeżeli tę atmosferę tajemniczości, grozy i niebezpieczeństwa udało mi się roztoczyć w książce, to będę bardzo rad.

*Mariusz Czubaj - ur. 1969 r., profesor literaturoznawstwa, pisarz powieści kryminalnych, a także karateka i saksofonista. Debiutował w 2008 roku kryminałami "21:37" oraz napisaną wspólnie z Markiem Krajewskim "Aleją samobójców". Dwukrotny laureat Nagrody Wielkiego Kalibru oraz członek Polskiego Towarzystwa Kryminalistycznego. Autor dziewięciu powieści, w tym najnowszej "Dziewczynka z zapałkami", która miała oficjalną premierę na tegorocznym Międzynarodowym Festiwalu Literatury Apostrof 2018.

rozmawiał Damian Nowicki

  • Apostrof. Międzynarodowy Festiwal Literatury 2018 - spotkanie z Mariuszem Czubajem
  • Empik
  • 19.05

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2018