Kultura Poznań.pl

Rozmowy

opublikowano:

Artyści zazwyczaj zdają się na moją intuicję

Rozmowa z Łukaszem Rusinkiem o wystawie jego animowanych teledysków, które od piątku można oglądać w Galerii Miejskiej Arsenał. 

.
Kadr z klipu do utworu "Satin" Aleksandra Nowaka

Jak na twórcę animacji ma pan bardzo intrygujące CV. Od kilkunastu lat jest pan gitarzystą Paprika Korps i, co również ciekawe, ukończył pan zarządzanie w przemyśle ciężkim na AGH...

W czasie studiów bardzo dużo graliśmy z Papriką. Jeździliśmy w zasadzie po całej Europie, grając koncerty. Zdarzyło nam się nawet wystąpić w Nowosybirsku, w tamtejszym HardRock Cafe. Trasy do Finlandii, Chorwacji, Bośni, Niemiec były standardem. Nagrywaliśmy płyty. W tej sytuacji studia zeszły trochę na drugi plan.

Jednocześnie Karrot Kommando założone przez Piotrka Maślankę, wokalistę i klawiszowca Papriki, nabierało wiatru w żagle. Jako że zawsze "coś tam" rysowałem, a w dodatku byłem szczęśliwym posiadaczem tabletu graficznego (notabene - bezczelnie podebranego mojemu bratu), zająłem się szeroko rozumianą obsługą graficzną Karrota. Robiłem głównie plakaty i okładki płyt. Pojawiły się też pierwsze starcia z animacją - razem z Tomaszem Krawczykiem (bas z Papriki) robiliśmy strony internetowe dla Świetlików i Vavamuffin. Tam właśnie pojawiły się nieśmiało pierwsze animacje. No a później przyszedł Pablo i zaproponował mi zrobienie teledysku do "Telehonu"...

Nie każdy wspomina swój pierwszy raz tak dobrze jak pan. W 2009 roku wspomniany teledysk do utworu "Telehon" uznany został za najlepszy debiut na Festiwalu Yach Film.

Trudno wyobrazić sobie lepszego "kopniaka" na start. Miałem możliwość zobaczenia mojej pierwszej samodzielnej produkcji na ekranie kinowym w całej tej festiwalowo-konkursowej oprawie. Efekt kilku miesięcy pracy, podczas których tak naprawdę uczyłem się rzemiosła, został doceniony. Zbierał pozytywne opinie i, co najważniejsze, podobał się Pablopavo, który trochę ryzykował oddając swój pierwszy singiel w ręce - co tu dużo gadać - amatora. Wracając samochodem z gali z Gdańska do Krakowa (tam wtedy mieszkałem), miałem sporo czasu na przemyślenie całej tej sytuacji. Dotarło do mnie, że moja przyszłość będzie nierozerwalnie związana z animacją.

Ile od tego czasu stworzył pan teledysków i które z nich zobaczymy na wystawie?

Wychodzi mi, że 21. Ale mogłem coś pokręcić, bo jestem strasznie chaotyczny. Wiem za to na pewno, że na wystawie będzie można zobaczyć 16 moich klipów.

To dużo czy mało? Jak długo powstaje takie "minidzieło"?

Jeżeli chodzi o czas powstawania, to zawsze jest trochę inaczej. Zazwyczaj produkcja 3-4 minutowego wideoklipu - od pierwszego przesłuchania utworu do finalnego renderu - trwa dwa miesiące. To jest podobno bardzo szybko, ale pracuję sam i nie mam skali porównawczej.

Co w tej pracy jest najtrudniejsze? Czy bardziej problemowe jest ustosunkowanie się do wskazówek "zleceniodawcy" czy stworzenie takiego teledysku od podstaw według własnej koncepcji?

Jestem bardzo szczęśliwy, gdy mogę wszystko zrobić sam od początku do końca. Łącznie z napisaniem scenariusza. Mam to niebywałe szczęście, że artyści zazwyczaj zdają się na moją intuicję.

Co jest najtrudniejsze? Przejście od fazy czysto koncepcyjnej do właściwej produkcji. Pomysły na klipy pojawiają mi się w głowie dość bezboleśnie. Lubię też samą "produkcję", kiedy wszystko jest już mniej więcej zaplanowane i wystarczy usiąść i to narysować. Najtrudniejsze jest pierwsze zderzenie pomysłu z moimi możliwościami. Kiedy trzeba zadecydować, co uda się zrobić ładnie, a o czym trzeba zapomnieć, bo po prostu "nie siada".

Bycie muzykiem chyba w tym pomaga? Bo w takim teledysku przecież wszystko musi współgrać.

Znowu - brak mi skali porównawczej. Byłem muzykiem, zanim zacząłem parać się animacją i nie wiem, jak to jest robić klipy, nie mając pojęcia o tym, jak wygląda powstawanie utworu muzycznego "od kuchni". To, że gram, sprawia, że dużo łatwiej jest się mi odnajdywać w strukturze utworu. Nawet tak skomplikowanych jak "Satin" Aleksandra Nowaka. Dobrze chyba czuję powiązania pomiędzy dynamiką instrumentu i częstotliwością, w jakiej gra, a tym jak to wyrazić za pomocą obrazu. Najprostszy, "łopatologiczny" przykład, to podkreślenie akcentu na crashu (to taki element perkusji - jeden z tych głośnych "talerzy"), białym "flashem", rozbłyskiem światła, nagłym cięciem itp.

Marzy pan o współpracy z jakimś artystą? Albo np. o zrobieniu dłuższego metrażu?

Byłbym szczęśliwy, mogąc zrobić teledysk dla The Knife. Animowany klip do utworu "We share our's mother health" był dla mnie czymś w rodzaju objawienia. Poza tym dla artystów, których słucham - Shellac, Burial, Neurosis, Fugazi. A nie, zaraz! Fugazi niby już nie gra. Ale lubię też być zaskakiwany. Tak jak w przypadku moich dwóch ostatnich produkcji. Z jednej strony "Satin" wspomnianego już wcześniej Aleksandra Nowaka - muzyka współczesna i tylko dwa instrumenty. Z drugiej strony Gooral, czyli elektronika plus górale.

Chodzi też za mną od zawsze zrobienie jakiejś dłuższej fabuły, bo bardzo lubię opowiadać historie. Tylko żeby się udało, przydałyby mi się ze trzy, cztery dodatkowe dni w tygodniu. Najlepiej pomiędzy środą a czwartkiem.  

rozmawiała Monika Nawrocka-Leśnik

  • Wystawa teledysków animowanych Łukasza Rusinka
  • Galeria Miejska Arsenał
  • wernisaż: 23.06, g. 18
  • czynna do 23.07
Używamy plików cookies, by ułatwić korzystanie z naszych serwisów. Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były zapisywane na Twoim dysku, zmień ustawienia swojej przeglądarki.