Kultura Poznań.pl

Opinie

opublikowano:

Ze szkicownikiem w kieszeni i głową w chmurach

Jedną z bardziej pozytywnych stron portali społecznościowych jest to, że idąc tropem "kliknięć" znajomych można natrafić na ludzi, rzeczy, wydarzenia naprawdę warte uwagi. Zdarza się wtedy, że przelotne rzucenie okiem na pracę, która wyszła spod ręki nieznajomej lub nieznajomego, stanie się przyczynkiem do tego, żeby chcieć dowiedzieć się o autorze więcej. Tak było w przypadku mojego zetknięcia się z Pawłem Sroczykiem i jego twórczością, którą z inicjatywy Martyny Maksimiuk i innych bliskich artyście osób oglądać można w barze Miasto przy ul. Szewskiej 20.

.
Paweł Sroczyk, "Katedra Wrocław", fot. archiwum prywatne

Na studiach Paweł Sroczyk miał usłyszeć od jednego z profesorów Uniwersytetu Artystycznego w Poznaniu (wówczas funkcjonującego pod nazwą Akademii Sztuk Pięknych) doceniającego jego kreskę - bardzo jasną, delikatną - że przy całej jej genialności nie przyniesie mu ona pieniędzy i skaże na pracę... kierowcy taksówki. Czy była to realistyczna wróżba pokrywająca się z dalszymi losami Pawła Sroczyka czy może traktować należy tę opowieść jak typową anegdotę? Przed jej zweryfikowaniem warto cofnąć się w czasie.

Początki

Paweł Sroczyk z Poznaniem związał się dopiero na studiach - syn pary aktorów Teatru Pantomimy w Szczecinie urodził się 4 sierpnia 1983 roku, a dzieciństwo spędził w Stargardzie Szczecińskim. Rozwijając swoją wyobraźnię i talent zdecydował się początkowo na bardziej przyziemne, wydawałoby się, studia - jego wybór padł na architekturę i urbanistykę w Szczecinie. Szybko jednak zrezygnował z dalszej nauki na tym kierunku i przeniósł się do Poznania, gdzie obroną dyplomu w pracowni profesora Grzegorza Marszałka w 2010 roku ukończył grafikę na ASP. We wspomnieniach koleżanek i kolegów ze studiów zapisał się jako pracowity, spokojny uczeń, ale też utalentowany początkujący artysta, którego pracom nie sposób było odmówić oryginalności i tego czegoś, co pozwalało błyskawicznie zidentyfikować ich autora.

Artysta kontra rzeczywistość

Jako absolwent poznańskiej ASP nie musiał parać się, jak przypuszczał wykładowca, pracą taksówkarza ani jakąkolwiek podobną, jednak daleki by od tego, żeby swoją sztukę traktować jak komercyjny produkt, który należy sprzedać. Był ze swoimi pracami bardzo związany, traktował je osobiście. Chętniej wręczał bliskim swoje szkice, obrazy, ilustracje, często związane z preferencjami, osobowością czy po prostu życzeniem obdarowywanej osoby, aniżeli je sprzedawał. Zatrudniony w agencji reklamowej mierzył się ze swoja niechęcią wobec komercjalizacji sztuki i realizacją pomysłów, które do niego nie przemawiały. Zawsze spokojnemu, nigdy nieagresywnego twórcy, zdarzało się wówczas narzekać lub przerywać pracę, gdy kiepski nastrój nie pozwalał mu przygotowywać kolejnych projektów według wytycznych zleceniodawców. Było w nim coś bardzo "tradycyjnego", co kłóciło się z postawą wiecznie dziś zabieganego realizatora dobrze sprzedających się "obrazków". Ze szkicownikiem, zawsze gotowy by dać upust swoim pomysłom i bujający niekiedy w obłokach, bardziej pasował do tej, być może nieco stereotypowej i nieco staroświeckiej, ale jakże pięknej wizji artysty, którego z twórczego stanu wyrywa nieraz krzykliwy głos rzeczywistości.

Między bajką a mroczną opowieścią

Wystawa pokazuje Pawła Sroczyka jako artystę, którego zróżnicowany wachlarz realizacji może zaskoczyć. Z jednej strony oglądamy utrzymane w jasnej, miłej dla oka kolorystyce ilustracje, których odbiorcami mogą być nie tylko dorośli, ale przede wszystkim dzieci. Artysta rysował zwierzęta, ale też zabawne postacie, niekiedy hybrydy różnych stworzeń, uśmiechające się i psotne. Bajki nie tylko ilustrował, prezentując swoją wizję krasnoludków, Czerwonego Kapturka i innych znanych baśniowych bohaterów, ale także sam tworzył. Niedokończone przez niego historie dzielą los wielu innych realizacji nad którymi nie zdążył postawić przysłowiowej kropki nad "i", ale które równocześnie pokazują niespożytą, drgającą wyobraźnię, która zapewne zmuszała go do przeskakiwania z tematu na temat, żeby tylko nie utracić tego nagle pojawiającego się pomysłu.

Inne rysunki, jak choćby te do Alicji w Krainie Czarów, pokazują drugie ilustratorskie oblicze Sroczyka, które charakteryzuje większa szczegółowość, nieco bardziej mroczny klimat, ciemniejsza kolorystyka i śmiało stawiana kreska, której gradacja buduje grę pomiędzy światłem i cieniem i z rzeźbiarską precyzją wycina w przestrzeni postacie i przedmioty. W jeszcze mroczniejszym klimacie utrzymane są rysowane przez niego portrety, wizje zamków i katedr. W przypadku tych ostatnich widać delikatną, subtelną kreskę, która mimo swojej lekkości nie tylko wyrysowuje detale, ornamenty, ale tworzy również atmosferę pewnego niepokoju i narastającego zagrożenia. Ilustracje te kreują wokół siebie historię, której możemy nie znać, ale możemy ją sobie dopowiedzieć, wyobrazić, co jest niepodważalną wartością dla odbiorcy traktowanego jako uczestnika stwarzanej na jego oczach opowieści.

Tolkien i digital painting

Widać wyraźnie w pracach Pawła Sroczyka jego zamiłowanie do fantastyki. Inspirowały go nie tylko baśnie, ale też tak rozbudowane, mające rzesze miłośników opowieści, wymyślone i spisane przez Johna Ronalda Reuela Tolkiena. Na wystawie można obejrzeć chociażby Upadek Gondolinu, gdzie w chaotycznej walce rycerze jako obrońcy miasta toczą bój z rogatymi, fantastycznymi potworami. Sroczyk interesował się również historią, gdzie szczególne miejsce zajmowali wikingowie. Nie lada gratką musiało być dla niego przygotowanie ilustracji z wizerunkami wikingów i ich ekwipunku dla Pomerania Fun Park w Kołobrzegu. Wśród jego licznych realizacji znajdują się także gry planszowe, plakaty, komiksy czy rysunki satyryczne. Te ostatnie także można obejrzeć na wystawie. Rysowane w bardzo syntetyczny i prosty sposób, dowodzą kolejny już raz umiejętności artysty w mierzeniu się z treściami, którym odpowiadają różne formy wyrazu i sposób operowania kreską, plamą oraz kolorem. Wielką przyjemnością było dla niego tworzenie w technice digital painting, czyli przy użyciu narzędzi komputerowych, co dało mu szansę na spróbowanie swoich sił w zupełnie innej metodzie pracy, dającej również inne efekty. Jedną z bardziej zadziwiających przy tym rzeczy jest fakt, że autor tych wszystkich prac miał problemy ze wzrokiem, a tym samym i z widzeniem przestrzennym, czego w jego realizacjach zupełnie nie widać.

Paweł Sroczyk zmarł 14 września 2018 roku, pozostawiając po sobie liczne ilustracje. Nie tylko te, które pozostały w jego mieszkaniu, ale też takie, które wiszą na ścianach mieszkań jego bliskich, przyjaciół i znajomych. O żywej pamięci o artyście świadczy zainteresowanie, jakim wystawa cieszyła się jeszcze przed otwarciem, a także wspomnienia, którymi dzielono się w trakcie wernisażu. W bliskiej przyszłości Martyna Maksimiuk rozwijać będzie powstałe niedawno strony na Facebooku i Instagramie poświęcone realizacjom artysty, gdzie jego prace oglądać będzie można nawet po zakończeniu wystawy. I oby za pośrednictwem tych inicjatyw pamięć o tym wielowymiarowym twórcy trwała jak najdłużej.

Justyna Żarczyńska                                             

  • wystawa Pawła Sroczyka Hrumko Hrap
  • bar Miasto, ul. Szewska 20
  • czynna do 31.07

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2019