Kultura Poznań.pl

Opinie

opublikowano:

Żart i powaga eksperymentu

Podtytuł niedzielnego koncertu w ramach Ery Jazzu, Scandinavian Touch of Jazz, mógł przywodzić na myśl wiele skojarzeń: czystość i ostrość północnych krajobrazów, ich chłód i ciszę, wolność natury. Słuchacz, który spodziewał się inspiracji wielkimi, neoromantycznymi kompozytorami: Edvardem Griegiem czy Jeanem Sibeliusem, pomyślał pewnie o tropach folklorystycznych, szerokim oddechu muzycznej frazy i o ciemnej melancholii. Słuchacz, który muzykę północy rozumie znacznie szerzej, oczekiwał ściszonego, konfesyjnego tonu i nastroju medytacji spod znaku Arvo Pärta.

.
fot. Tomasz Nowak

Byłam każdym z tych słuchaczy, bo, mimo że Norwegia jest ojczyzną wielu wybitnych jazzmanów (by wspomnieć tylko Jana Garbarka czy Nilsa Pettera), z jazzem Skandynawia uparcie nie chce mi się kojarzyć. Stereotyp północy pięknej, surowej i niedostępnej wrósł we mnie mocno i absurdalnie. Mam za swoje. Żadne z przywołanych wstępnych przypuszczeń nie przygotowało mnie na spotkanie z Rebekką Bakken. Żadne nie znalazło potwierdzenia w jej scenicznej ekspresji.

Artystka od pierwszych chwil na scenie zaprzeczyła wszelkim fantazmatycznym kreacjom Norwegii. O niedostępności nie mogło być nawet mowy. Błyskawicznie nawiązała kontakt z publicznością, zachwyciła ją i oczarowała. Wywierała wpływ niemal magnetyczny - spod jego wpływu słuchaczy nie uwalniały nawet bisy. Szczera i prowokująca, otwarta i zaczepna, między kolejnymi piosenkami opowiadała o wódce, zielonej herbacie i swoich nieposłusznych włosach (z wdziękiem przyznając, że spodziewa się zostać polubioną taką, jaka jest). Wspominała, że związki stanowią dla niej szczególnie cenne źródła inspiracji i powinna być szczęśliwa, gdy się kończą, bo tworzą materiał do piosenek. Humor, dystans (do siebie, a nie publiczności) i skłonność do eksperymentowania z własnym wizerunkiem w duchu performansu, były odpowiedzialne za część wrażenia, jakie wywierała Bakken. Wrażenia mniej muzycznego, choć wciąż artystycznego. Bez spontaniczności jej muzyka nie byłaby taka sama.

W zapowiedzi koncertu o śpiewie Bakken napisano rzeczy nieprawdopodobne - miał przypominać jednocześnie wokalne poetyki Marianne Faithfull, Diany Krall, Norah Jones i Joni Mitchell. W rozpoznaniu tym nie było najmniejszej nawet przesady, choć dopiero występ wokalistki tłumaczył sens łączenia tak różnych stylistyk.

Wydaje się, że norweska artystka ma tak wiele atutów, że żadnego z nich nie decyduje się wysuwać na pierwszy plan. Dysponując fantastycznym, głębokim głosem (wciąż odnosiło się wrażenie, że jest w nim coś, czego nie ujawnia, coś dalszego, mocniejszego), jednocześnie silnym i pełnym treści, wieloznacznym, testuje jego możliwości i sposoby działania. Udowadnia, że stać ją na ostry, szorstko brzmiący bunt, ale też refleksyjny liryzm. W strategii Bakken można się doszukać czegoś parodystycznego, zabawowego, ale i autentycznej powagi eksperymentu. Jej piosenki trudno sklasyfikować - niektóre nawiązują do folku, inne igrają z lirycznym popem, część z nich przywodzi na myśl soul i blues, a jeszcze inne za punkt wyjścia obierają chorał. Bakken to artystka poszukująca - poszukująca na scenie, przy współudziale słuchaczy, których bezceremonialnie wciąga w swój muzyczny świat. Kto raz został tak wciągnięty, temu wydostać się już stamtąd trudno.

Agata Szulc-Woźniak

  • Era Jazzu: koncert Rebekki Bakken
  • Aula UAM
  • 14.04

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2019