Kultura Poznań.pl

Opinie

opublikowano:

Trudna awangarda

"Jak chcecie robić sztukę, to nie róbcie sztuki" - tak brzmiało przesłanie Zdzisława Sosnowskiego skierowane do publiczności, a w tym młodych artystów, którzy tłumnie przybyli na wernisaż wystawy "Twarda Awangarda" w Galerii Miejskiej Arsenał. Chociaż w sztuce przekroczono już wiele granic i tego typu słowa tak bardzo nie zaskakują, wciąż mają w sobie pewną siłę rażenia.

.
fot. Irek Popek

"Twarda Awangarda. Stażewski, Sosnowski, Bąkowski", której kuratorem jest Włodzimierz Nowaczyk, to wystawa, której otwarcie miałoby uzasadnienie przede wszystkim w roku ubiegłym - Roku Awangardy. To wtedy zbombardowani zostaliśmy przez różne instytucje wydarzeniami związanymi z obchodami 100-lecia awangardy w Polsce. Ekspozycję w Arsenale uznać tym samym można za nieco spóźnioną, ale - jak piszą jej organizatorzy - wystawa "tym samym pozycjonuje się na tyłach oficjalnych obchodów jubileuszowych, spóźniona o rok jest raczej ariergardą, która podważa progresywną narrację historii sztuki". "Twarda Awangarda", jak można to sobie tłumaczyć, z jednej strony wpisuje się w kontekst jubileuszu. Jako wspomniana ariergarda, czyli straż tylna, wzmacnia bezpieczeństwo. Czego? Można pomyśleć, że idei, jaka przyświecała jubileuszowi lub też awangardy jako takiej. Z drugiej strony dowiadujemy się jednak, że jest wyrazem sprzeciwu wobec określonej narracji, ma przez to w sobie nie tylko pierwiastek defensywny, ale i ofensywny.

Klasyk, gwiazda i samotnik

Włodzimierz Nowaczyk wyborem trzech artystów, których prace możemy obejrzeć na wystawie, czyli Henryka Stażewskiego, Zdzisława Sosnowskiego oraz Wojciecha Bąkowskiego, chciał uświadomić cykliczność pewnych procesów i trwałość awangardowego myślenia o sztuce przy równoczesnej różnorodności form wyrazu i koncepcji. Istnieć ma wspólny mianownik dla twórczych postaw trzech pokoleń, które reprezentowane są przez wymienionych wyżej twórców. Rozumieć przy tym należy, że awangarda jako system przeszła takie przemiany, które każą widzieć awangardowych artystów tworzących chociażby w okresie dwudziestolecia międzywojennego w kategoriach autorytetów, wręcz klasyków. Stali się nimi z biegiem czasu, również w kontekście późniejszych twórczych poszukiwań, jakie zdominowały poczynania kolejnych pokoleń, schodzących z utartych już szlaków i sprzeciwiających się zastanym formom. Klasyka tego typu uosabiać ma Henryk Stażewski, jeden z czołowych twórców awangardowych w Polsce, który edukację artystyczną zakończył w 1919 r. w warszawskiej Szkole Sztuk Pięknych i od tamtego czasu aż do śmierci w 1988 r. zaangażowany był w działalność w różnych grupach artystycznych i współtworzenie swoistego kanonu sztuki współczesnej. W zestawieniu z Sosnowskim, który w latach 70. XX w. wykreował postać bramkarza-celebryty, jak dziś moglibyśmy go określić, i który skupił się na autoprezentacji z wykorzystaniem mediów takich jak fotografia i film, Stażewski jawi się jako twórca należący do innej, nieco zamierzchłej epoki. Sosnowski z kolei to bezpośredni punkt odniesienia dla działalności Bąkowskiego, artysty poruszającego się nie tylko po różnych formach wyrazu, ale również mocno "interdyscyplinarnego" - jest przecież też poetą i muzykiem, określanym mianem outsidera.

Założeniem wystawy było nie tylko pokazanie różnić między tymi artystami, ale wskazanie na podobieństwa między nimi. Podstawowym ma być fakt silnego ich odniesienia do rzeczywistości, codzienności oraz bezkompromisowe manifestowanie łączności między życiem a sztuką. Czy udało się to pokazać?

Rozstania i powroty

Zaprezentowano zaledwie dwie kompozycje abstrakcyjne Henryka Stażewskiego powstałe w 1949 i 1950 r. To niezwykle skromny wycinek tego, czym Stażewski się zajmował. Fragment, który nie ukazuje całego spektrum jego możliwości i dokonań. Obrazy odstają od pozostałych prac dwóch kolejnych autorów. Powieszone obok siebie na jednej ścianie są nieco zdystansowane wobec nich. Podkreśla to rozbieżności między artystami starszego i młodszego pokolenia. Płótna sprawiają tu wrażenie wręcz archaicznych artefaktów sztuki dawnej.

Sosnowski poprzez stworzony w połowie lat 70. cykl Goalkeeper, w  którym naśladuje postawę gwiazd piłki nożnej oraz w fotografiach ukazujących go w życiu codziennym, gdzie proza zwykłych czynności urasta do rangi wydarzenia godnego zapamiętania i uwiecznienia, a sam artysta staje się bohaterem swojej twórczości, pokazuje inną od Stażewskiego postawę twórczą. Podczas wernisażu kurator "Twardej Awangardy" porównał nawet tego artystę do Andy'ego Warhola, który przecież też odwoływał się do codzienności, mediów masowych i gwiazdorskiego blichtru, towarzyszącego karierom ikon świata show-biznesu. Również sam artysta przyznał, że w okresie, kiedy powstawał Goalkeeper zależało mu przede wszystkim na autoprezentacji i wykorzystaniu w tym nowych mediów, które niejako zdominowały sztukę i w tamtym okresie jako nowinka były czymś niezwykle dla młodych twórców pociągającym. Przypomniane na początku przesłanie tego artysty odwołuje się właśnie do faktu, że autokreacja z wykorzystaniem innowacyjnych środków stanęła w centrum zainteresowań autorów tamtych lat.

Przebudzenie cukrowe

Do wideo i perfmormance'u sięga również Bąkowski, choć na wystawie pokazano więcej jego rysunków wykonanych ołówkiem lub węglem na papierze. Niektóre z nich przypominają szkolne prace, jakich wiele powstaje podczas warsztatów rysunkowych - martwe natury, kompozycje światłocieniowe i przestrzenne. Do niektórych wkrada się swoisty surrealizm, zabawa przedmiotem, jak choćby w przypadku rysunku "Przebudzenie cukrowe", gdzie wśród białych, latających ptaków i elementów dziwnego mechanizmu, znaleźć można kawałki...sernika. Sugestia nauki rysunku to symbol pewnego powrotu do korzeni i do tradycji, z którą zerwano więzi wcześniej. To jakby stawianie kroków już kiedyś postawionych, które w ciągu lat nieco się zatarły. Jako najmłodszy z trójki artystów Bąkowski łączy niejako dwa światy -  nawiązuje dialog tak ze Stażewskim, jak i z Sosnowskim, którzy z kolei wobec siebie nawzajem wydają się światami odrębnymi.

Przekraczanie granic, nowatorstwo formalne, wyznaczanie kierunków - takie mają być przymioty awangardy i cechy artystów, którzy za awangardowych są uważani. Z drugiej strony mamy do czynienia z cyklicznością, przetwarzaniem i powtarzaniem tego, co już było. Ile tak naprawdę jest więc awangardy w awangardzie?

Justyna Żarczyńska

  • Wystawa "Twarda Awangarda. Stażewski, Sosnowski, Bąkowski"
  • Galeria Miejska Arsenał
  • 2.03-1.04

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2018