Kultura Poznań.pl

Opinie

opublikowano:

Tam, gdzie idą niegrzeczne dziewczynki

Trzy najważniejsze wydarzenia tegorocznej edycji No Women No Art od strony artystycznej? Koncert warsztatowiczek Girls Rock!, filmy Mirandy July i spektakl "Komornicka. Biografia pozorna".

Komornicka. Biografia pozorna. Fot. Dominika Pałęcka/Zakład Kreatywny
Komornicka. Biografia pozorna. Fot. Dominika Pałęcka/Zakład Kreatywny

Piąta edycja NWNA dobiegła końca. Przez tydzień kobiety rozpychały się szeroko łokciami w mieście, dowodząc, że sztuka w wydaniu kobiecym jest poruszająca, inspirująca, ciekawa i motywująca. Ale po kolei.

Warsztaty z entuzjazmu

Festiwal zainaugurował koncert dziewczyn biorących udział w letnich warsztatach Girls Rock! Wystąpiły 4 zespoły: Wild Shadows, Pyzy Babci Gertrudy, Black Poison, The Slides. Dziewczyny, które wchodzą w ich skład, mają od 14 do 19 lat. A zagrały i zaśpiewały, jak by już z niejednego muzycznego pieca chleb jadły. Idea warsztatów rockowych dla dziewczyn przywędrowała do nas z USA i Czech. Przez dwa tygodnie doświadczone rockmenki pracowały z grupą młodych dziewczyn i uczyły je grać na gitarze, basie, perkusji, śpiewać i zachowywać się na scenie. Rock to nie muzyka dla grzecznych dziewcząt. Tu się wrzeszczy, krzyczy, wali w bębny i miota po scenie. Takie warsztaty to też nauka asertywności i odwagi, czyli cech, które przy wychowaniu dziewczynek raczej się zaniedbuje. Podczas koncertu parę razy złapałam się na tym, że stoję z otwartymi ustami. Dziewczyny mi zaimponowały - poziomem wykonania, swobodą zachowania i szczerym, nieudawanym, czystym jak łza entuzjazmem. Brawo! Żałowałam tylko jednego - że idea rock campów dotarła do Polski o jakieś 15 lat, jak na mnie, za późno.

Naiwne, ważne pytania

Miranda July to amerykańska reżyserka, aktorka, performerka, pisarka i scenarzystka. Organizatorki festiwalu nazwały ją "artystką totalną" i pewnie coś w tym jest. Podczas festiwalu obejrzeliśmy jej dwa pełnometrażowe filmy i kilka krótkometrażówek z początkowego okresu działalności. W najnowszym filmie pt. "Future" July przedstawia parę w wieku około 35 lat mającą zaadoptować kota Paw Pawa. Przez miesiąc, który dzieli ich od przyjęcia zwierzęcia do domu, ich życie zmienia się radykalnie. Obraz trzydziestolatków, jaki przedstawia artystka, nie daje złudzeń - to duże dzieci, bojące się odpowiedzialności, żyjące praktycznie bez większego celu, traktujące internet jak przedłużenie samych siebie, a jednak targane podobnymi emocjami jak wszystkie pokolenia przed nimi. Jedni wyszli z tego filmu rozdrażnieni - co może świadczyć o trafności diagnozy postawionej przez July, inni zachwyceni. Mnie akurat odpowiada opowiadanie o współczesnym świecie za pomocą najprostszych schematów, historii i bohaterów. Wśród prezentowanych filmów zabrakło "How to make a button" (do obejrzenia w internecie), moim zdaniem, najlepiej oddającego istotę artystycznej działalności Mirandy July. Artystka przedstawia w nim magiczny (dosłownie) i całkowicie nieprawdziwy proces wytwarzania guzików. Film jest przezabawny, szczególnie w momencie, w którym w guzikach należy umieścić otwory. Banalne. Zastanówcie się jednak, czy wiecie, jak i z czego są wytwarzane miliony przedmiotów, którymi się codziennie otaczamy. To chyba istota działalności Mirandy July - stawianie pytań prze duże "P" naiwnym, trochę śmiesznym i niepewnym głosem.

Komornicka - biografia biografa

Dobrze, że w programie NWNA znalazł się spektakl "Komornicka. Biografia pozorna". Dobrze dla Komornickiej - właśnie ze względu na nią umieszczam go w tym zestawieniu. To monodram Anity Sokołowskiej w reżyserii Bartosza Frąckowiaka, przywołujący zapomnianą postać młodopolskiej poetki Marii Komornickiej (1876-1949). Do tej pory przypominały o niej głównie feministki ze względu na szczególny element w jej życiorysie. W 1907 roku w trakcie podróży do sanatorium, Komornicka, zatrzymawszy się w poznańskim hotelu Bazar, spaliła wszystkie swoje suknie i od tej pory kazała do siebie mówić: Piotr Włast. W efekcie rodzina zamknęła ją na kilka lat w różnych specjalistycznych szpitalach. Wybuch I wojny światowej spowodował, że Komornicka wróciła do rodzinnego majątku w Grabowie, gdzie, zapomniana przez wszystkich, spędziła kolejnych 30 lat.

Spektakl jest, jak w tytule, biografią poetki. I, znów jak w tytule, biografią właściwie tylko z nazwy. Bardzo mało wiadomo o życiu Komornickiej i o jej przemianie. Trudno nawet ustalić, czy była to choroba psychiczna czy artystyczny manifest - niezgoda na odgrywanie roli kobiety w męskim świecie. Biograf jest więc skazany na niepowodzenie - to co przedstawia, jest tylko sumą jego domysłów i interpretacji, czyli opowieścią o nim samym. Spektakl ma momenty dobre i takie, które po prostu drażnią. Jest mieszaniną ciekawych pomysłów i tanich chwytów. Na uwagę zasługuje historia rozgrywająca się w głębi sceny. To obraz z kamery nad pulpitem, do którego aktorka podchodzi w przerwach monologu. Kreśli na nim piórem fragmenty wierszy, rysuje po zdjęciach, notuje - wprowadza w kolejne sceny. Te fragmenty to oddech dla widzów, intymne sam-na-sam z resztkami po życiu Komornickiej, przestrzeń dla wyobraźni - bez interpretacji twórców spektaklu. W tych chwilach skrzypienie pióra o papier brzmi w uszach jak melodia jej życia, a niewyraźna postać na drugim planie jednego z dwóch zdjęć, które się zachowały, staje się jej portretem. Przedstawienie ma też fragmenty słabe - wynikające chyba głównie z tego, że twórcy nie uwierzyli, że mogę się jako widz skupić na monologu dłużej niż przez kilka minut. Fakt - twórczość Komornickiej mocno już zwietrzała i po stu latach, eufemistycznie rzecz określając, jest trudna w interpretacji. Nie pomogą jej jednak osobliwe gardłowe dźwięki, głośne wykrzykiwanie przy akompaniamencie gitary elektrycznej czy granie na pile. Użycie prostych środków dałoby przestrzeń dla samej historii Komornickiej, która - nawet (a może szczególnie) we fragmentach, które dotarły do naszych czasów - mocno pobudza wyobraźnię.

Jeśli miałabym nakreślić portret zbiorowy bohaterki tegorocznej edycji NWNA, napisałabym, że to oczywiście kobieta. A dalej: artystka, poszukująca, odważna, niezależna, inna i swoją inność podkreślająca. Słowem - kobieta niegrzeczna. Tragicznie zmarła kilka dni temu Anna Laszuk mówiła, że grzeczne dziewczynki idą do nieba, a niegrzeczne tam, gdzie chcą. Drogi tych ostatnich przecięły się podczas tego festiwalu.

Natalia Grudzień

  • Festiwal No Women No Art
  • 6-12.10