Kultura Poznań.pl

Opinie

opublikowano:

PROSTO Z EKRANU. Żywot świętego

Włoska prowincja w "Szczęśliwym Lazzaro" jawi się jako niedostępna utopia, w której pożywienie zdobywa się ciężką pracą, ale nagrodą za wysiłek jest bycie członkiem zżytej społeczności, dzika przyroda i poczucie, że gdzieś się przynależy. Gdyby nie to, że i tu znalazł się ktoś, kto postanowił to wykorzystać, bylibyśmy świadkami tego, jak żyje się w raju.

.
fot. materiały dystrybutora

Inviolata to malutka wioska pośrodku niczego, której mieszkańcy żyją z uprawy tytoniu i zbóż oraz hodowli zwierząt. Wszystko co udaje im się wypracować oddają markizie Alfonsinie De Luna, która wykorzystuje ich naiwność i brak edukacji by kreować wielkie oszustwo - zależność na miarę średniowiecznej pańszczyzny. Ma nawet własnego ekonoma, który regularnie odwiedza wioskę, za każdym razem oznajmiając że jej mieszkańcy przejadają więcej niż są w stanie wytworzyć, zatem ich dług wobec arystokratki nieubłaganie rośnie. Kiedy jednak ta przybywa do swojej rezydencji z niepokornym synem, Tancredim, powoli zaczynają pękać fundamenty jej tytoniowego imperium. Zbuntowany markiz nie zgadza się na wykorzystywanie ludzi jak niewolników i - może z litości, a może tylko po to, by sprzeciwić się matce - postanawia uciec. Pozoruje własne porwanie, a pomaga mu w tym Lazzaro, najbardziej poczciwy z wieśniaków, z którym się zaprzyjaźnia.

Druga część opowieści dzieje się w mieście, do którego wiele lat temu przeniesiono mieszkańców Inviolanty, po tym jak haniebny proceder markizy ujrzał światło dzienne. Tutaj rodzina żyje wyłącznie z kradzieży i tego co uda im się sprzedać oszukując potencjalnych nabywców. Otoczenie jest brudne, szare i nieprzyjazne, po zielonych pagórkach i soczystych owocach jedzonych wprost z drzewa nie ma już nawet śladu. W takich warunkach odnajduje ją Lazzaro, który nigdy nie przestał szukać markiza Tancrediego. Gdy w końcu mu się to udaje szybko okazuje się, że nic nie jest już takie jak dawniej, a zastany świat nie jest gotów na kogoś takiego jak Lazzaro.

Czy Lazarro jest szczęśliwy bo niczego nie oczekuje od świata? To uosobienie oświeconego mędrca, który wie, co w życiu liczy się naprawdę? Wcielenie biblijnego Łazarza, który pokonał śmierć i upływ czasu? A może to tylko przysłowiowy wioskowy głupiec, naiwniak, który nie rozumie, że jest wykorzystywany na każdym kroku? Film nie daje widzom jednoznacznej odpowiedzi. Jest wręcz przeciwnie - wciąż mnoży pytania, które kołaczą się w głowie jeszcze na długo po wyjściu z seansu. Jednocześnie film Alice Rohrwacher porusza tak istotne i coraz bardziej palące kwestie społeczno-polityczne jak rażące nierówności społeczne, pułapki wolnego rynku czy granice ludzkiej godności. Zawieszony w nieokreślonym czasie i miejscu dryfuje na falach magicznego realizmu rodem z powieści Marqueza. Alegoria goni tu alegorię, metafora poprzedza metaforę, a tytułowy Lazzaro grany przez Adriano Tardiolego hipnotyzuje widza swoimi wielkimi niebieskimi oczami i cielęcym spojrzeniem. Jedno jest pewne - grany przez niego bohater jest mądrzejszy niż mogłoby się wydawać. To my jeszcze nie zdołaliśmy objąć tej mądrości umysłem.

Anna Solak

  • "Szczęśliwy Lazzaro"
    reż. Alice Rohrwacher

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2019