Kultura Poznań.pl

Opinie

opublikowano:

PROSTO Z EKRANU. Wspomnienie lata

W "Tamtych dniach, tamtych nocach" Luca Guadagnino, autor między innymi "Jestem miłością" i "Nienasyconych", po raz kolejny uwodzi widza obrazem, w którym intelektualna pasja przeplata się ze zmysłowością, uderzając w najczulsze struny serca kinofila.

.
fot. materiały dystrybutora

Północne Włochy, lato 1983 roku. Siedemnastoletni Elio spędza wraz z rodzicami wakacje w rajskiej posiadłości. Wolny czas poświęca na komponowanie i grę na fortepianie, rozkoszowanie się literaturą i flirtowanie z koleżanką Marzią. Mając świetne wzorce w postaci wykształconych rodziców, czerpie z życia to, co najlepsze. Kiedy jednak do willi przyjeżdża amerykański student ojca Elia - Oliver, chłopak zdaje sobie sprawę, że żadna książkowa wiedza nie jest w stanie przygotować go na potężną, acz nieuchwytną siłę zbliżającej się namiętności.

Choć Guadagnino zbudował swój film z malowniczych, przyciągających wzrok kadrów i ujęć oraz ilustrujących erotyczne napięcie przepięknych utworów muzycznych, to jednak dominującym zmysłem wydaje się dotyk. Z postawy bohaterów bije bowiem cielesna otwartość - pełno tu delikatnych muśnięć, przyjaznych objęć, uścisków i przytuleń, które tworzą atmosferę powszechnej, bezpretensjonalnej życzliwości. Upalne lato zachęca do rozpinania koszul, a profesor zafascynowany jest antycznymi rzeźbami Praksytelesa - greckiego artysty, którego prace przedstawiają umięśnione, powyginane ciała domagające się od obecnych nieustannej uwagi. Ważne jest więc tu wrażenie ruchu - nie dążenie do ideału, ale zdanie sobie sprawy, że ciało jest kruche i szybko przemija, co sugerują krwotoki z nosa Elia czy spory siniak na brzuchu Olivera. Trzeba więc z niego korzystać, pewnego dnia może się bowiem okazać za późno.

Romans między bohaterami rozkwita w okolicznościach idyllicznych, żeby nie rzec utopijnych. Tutaj niemal każdy interesuje się kulturą antyczną, prowadzone są dysputy na tematy filologiczne i filozoficzne, Oliver próbuje zreinterpretować Heraklita, a Elio - przy fortepianie - Bacha. Każdy wydaje się kochać życie, nie ma się więc co dziwić, że w takich warunkach do głosu dochodzą skryte pragnienia. Wspaniale rozegrał je reżyser - uczucia wyrażane są subtelnie, dyskretnie, czasem jakby mimochodem, a jednak czuć od nich ogromną moc pożądania. Spora w tym zresztą zasługa aktorów. Wcielający się w Elia Timothée Chalamet uwodzi talentem, dojrzałością, ale i młodzieńczą energią i z pewnością będę za niego trzymał kciuki podczas tegorocznego oscarowego rozdania. Wtóruje mu Armie Hammer jako Oliver - posągowy, niczym grecki bożek, a jednak równie energetyczny, za pozorną arogancją skrywający impulsy namiętności, którym w końcu ulega.

To, co najważniejsze w "Tamtych dniach, tamtych nocach" ukryte zostało między słowami, miałem więc pewne obawy, że reżyser może przegapić najlepszy moment do zakończenia filmu. Na szczęście niesłusznie - same słowa, zaklęte w monologu profesora, ojca Elia, ostatecznie okazują się celnym dopełnieniem historii o miłości i pożądaniu, za którymi czają się przecież smutek i poczucie straty. Dzieło Guadagnino to afirmacja życia w każdym jego aspekcie, może najskrytsze, choć blade już wspomnienie lata Jepa Gambardelli z "Wielkiego piękna" Paola Sorrentino. Niepodszyte jeszcze cynizmem czy poczuciem zblazowania, ale dyskretnie sugerujące, że chociaż serce jest kruche i każdy z nas ma tylko jedno, to jednak warto czasem zaryzykować.

Adam Horowski

  • "Tamte dni, tamte noce"
  • reż. Luca Guadagnino