Kultura Poznań.pl

Opinie

opublikowano:

PROSTO Z EKRANU. Pani serc

W "Królowej kier" - gęstym duńsko-szwedzkim dramacie - gra toczy się nie przy karcianym stole, ale w centrum międzyludzkich relacji. Emocje buzują przy każdym zagraniu, a zwycięstwo okazuje się tylko pozorne.

.
fot. materiały dystrybutora

Anne jest cenioną prawniczką specjalizującą się w obronie nieletnich ofiar gwałtów i przemocy. Peter to z kolei lekarz rozchwytywany w świecie nauki. Wspólnie zajmują się wychowywaniem bliźniaczek w pięknej, położonej na uboczu posiadłości. Oboje są po czterdziestce, poświęcają dużo czasu pracy, dlatego do ich małego rodzinnego świata zdążyła się już wkraść rutyna. Przełamuje ją dopiero przyjazd nastoletniego Gustava - syna Petera z pierwszego małżeństwa. Anne jest zauroczona jego młodzieńczą niewinnością i pewnego dnia, raczej dla zabicia nudy niż z wyrachowania, uwodzi go. Niewinny pocałunek nieoczekiwanie staje się zaczątkiem niebezpiecznego romansu, który nigdy nie powinien się wydarzyć.

Początkowe partie filmu nie zapowiadają późniejszego zagęszczenia emocji - schematy dnia, proza codzienności, kłótnie bez większych konsekwencji, za to pokazujące, że żar serc w małżeństwie Anne i Petera dawno już wygasł. Owo skostnienie uczuć okazuje się dojmujące szczególnie dla kobiety, która coraz mocniej pragnie odmiany, choć pierwsze tego objawy - dążenie do konfrontacji, dziwne zachowania w łóżku, słuchanie Marylina Mansona zamiast zwyczajowych standardów jazzowych - powinny uświadomić jej mężowi, że coś tu nie gra. Mężczyzna pozostaje jednak nieświadomy w swej naiwności i nie zauważa, że w jego własnym domu kwitnie zakazany romans. Dla starszej kobiety jest on bardziej fizyczny niż emocjonalny, dla Gustava przeciwnie. Dlatego kiedy chłopak w chwili słabości wyjawia wszystko ojcu, Anne uciekając się do manipulacji rozpoczyna bezkompromisową walkę o utrzymanie spokoju domowego ogniska.

"Królowa kier" to kino na wskroś skandynawskie - surowe, pełne chłodu i niedopowiedzeń, a jednak o ogromnej emocjonalnej sile oddziaływania. Dotyka tematów aktualnych, choć nie z tej najbardziej oczywistej strony - w miarę rozwoju fabuły dowiadujemy się, że seks z niepełnoletnim jest w Danii zakazany, ale dobrze wiemy, że romans młodego chłopaka i starszej kobiety nie jest odbierany tak samo jednoznacznie negatywnie, jak relacja młodej dziewczyny i starszego mężczyzny. Dlatego reżyserka May el-Toukhy musiała zbudować ten filmowy świat z elementów bardziej rzucających się w oczy, by trafić z przekazem - bohaterką uczyniła kobietę świadomą i dojrzałą, która dotychczas broniła młodociane ofiary przed wykorzystywaniem i molestowaniem. Jednocześnie pokazuje, że w rzeczywistości nie wszystko jest jednoznaczne i da się spolaryzować - owa obrończyni ofiar patriarchalnego systemu okazuje się mocno w tym systemie zakorzeniona. Kiedy więc jej sekretna relacja wychodzi na jaw, wykorzystuje znajomość funkcjonowania mechanizmów tego systemu, już nie broni molestowanych, lecz sama staje się tą, która molestuje, posługuje się wiedzą i doświadczeniem, a nade wszystko władzą, którą daje jej społeczna i zawodowa pozycja, by uniknąć odpowiedzialności za własne czyny.

Wcielająca się w główną bohaterkę 47-letnia Trine Dyrholm jest szokująco wiarygodna. Jako Anne jest ułożona w domu, konsekwentna i profesjonalna w pracy, uwodzicielska w obecności Gustava (szczególnie w scenie w barze, inicjującej romans), wreszcie agresywnie cyniczna, kiedy zostaje zmuszona do obrony swojej pozycji i rodzinnego status quo. Kiedy wypiera się przed mężem relacji z jego synem, wspinając się na wyżyny emocjonalnej manipulacji, jest tak przerażająco autentyczna, że budzi natychmiastowy sprzeciw. Jej skuteczność pozostawia też widza z poczuciem bezradności - "Królowa kier" pokazuje, że droga do społecznej zmiany, do wykorzenienia patologii z systemu, jest jeszcze bardzo daleka.

May el-Toukhy płynnie przechodzi od kina obyczajowego, przez melodramat, by wylądować w okolicach thrillera. Warto jednak zaznaczyć, że środkowa część filmu, ta, w której kwitnie romans, jest dość dosłowna i wykalkulowana i jako taka może budzić skojarzenia z twórczością Larry'ego Clarka, autora "Dzieciaków" i "Ken Park", który przez większość filmowej kariery zajmował się, nierzadko w sposób kontrowersyjny, seksualnością młodych osób. Różnica polega na tym, że tutaj przyjmujemy perspektywę dojrzałej kobiety - Gustav, fizycznie rozwinięty, ale emocjonalnie niedojrzały chłopak, poza drugim aktem pozostaje raczej na drugim planie. Taki układ pozwala reżyserce na zrealizowanie opowieści zaangażowanej, zapewne kosztem walorów artystycznych. Nie chcę jednak dywagować na temat tego czym "Królowa kier" mogłaby być - el-Toukhy w przestrzeni, w której się porusza trafia w samo sedno i nie pozwala na żadne katharsis, pozostawiając widza wychodzącego z kina z głową pełną sprzecznych myśli. Za to należą jej się wyrazy uznania.

Adam Horowski

  • "Królowa kier"
  • reż. May el-Toukhy

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2019