Kultura Poznań.pl

Opinie

opublikowano:

Prawo ulicy, prawo sztuki

- Ta książka ma jeden minus, a potem same zalety - przyznał na spotkaniu w Arsenale wokół publikacji Polki, Patriotki, Rebeliantki prof. Roman Kubicki.

.
Goście spotkania, od lewej: Zofia Nierodzińska, Marta Smolińska, Izabela Kowalczyk i prof. Roman Kubicki, fot. Monika Nawrocka-Leśnik

Zbiór Polki, Patriotki, Rebeliantki pod redakcją Izabeli Kowalczyk jest pokłosiem wystawy, która pod tym samym tytułem odbyła się w Galerii Miejskiej Arsenał we wrześniu 2017 roku, oraz towarzyszącej jej konferencji, której celem było przedstawienie najnowszej sztuki feministycznej w Polsce, zwrócenie uwagi na zjawisko jakim jest "feministyczny artywizm". Uczestnikami wystawy były m.in. Iwona Demko, Chór Czarownic, Kolektyw Złote Rączki i Liliana Piskorska. A impulsem do jej powstania - wydarzenia sprzed ponad dwóch lat, kiedy to kobiety zmuszone zostały do wyjścia na ulicę, gdyż władza chciała zaostrzyć ustawę antyaborcyjną. - To, co mnie zainspirowało do stworzenia takiej, a nie innej wystawy to estetyka Czarnych Protestów - mówiła Kowalczyk. Odniosła się wszechobecnych wówczas symboli wizualnych, które miały bardzo mocny wyraz i jej zdaniem rzeczywiście działały. - Wiązała się z tym jakaś wspólnotowa siła - stwierdziła. Przypomniała, że podczas manifestacji odbywały się performanse, a kobiety w swoich działaniach wykorzystywały m.in. motyw czarnych parasoli. - Zastanawiam się, jak można poprzez wystawę odnieść się do tej silnej sfery symbolicznej? Czy wystawa może być takim odzwierciedleniem tego, co się dzieje na ulicy, bo wiadomo, że ta rządzi się innymi prawami niż sztuka...

Robić swoje

Na książkę Polki, Patriotki, Rebeliantki składa się kilka artykułów, które jak zaznaczyła obecna na spotkaniu w Arsenale redaktorka tomu, nie obejmują jednak wszystkich zjawisk z zakresu sztuki feministycznej. Agata Araszkiewicz w swoim tekście zwraca uwagę na kontrowersje jakie pojawiły się wokół pracy wspomnianej Iwony Demko. Patrycja Cembrzyńska pisze o "banalnym nacjonalizmie" i stadionowym patriotyzmie, analizując pracę Agaty Zbylut. Karolina Sikorska - o dwóch strategiach artystycznych  - obecności i relacji w obrębie sztuki feministycznej. Marta Smolińska z kolei wychodzi poza obszar związany z wystawą i analizuje subwersyjne strategie  stosowane wobec tradycyjnej ikonografii religijnej w malarstwie m.in. Beaty Ewy Białeckiej, Magdaleny Moskwy i Katarzyny Swinarskiej. - Ten tekst odzwierciedla też bardzo mocno moją postawę. To jaką sztukę pokazuję w tym tekście wiąże się z tym jaka jestem i jak postrzegam scenę feministyczną, sztukę kobiet. Nie mam natury aktywistki i te ostatnie dwa, trzy lata, kiedy wychodziłam na ulicę i protestowałam, były dla mnie samej zaskoczeniem. Iza zaczyna książkę od odwołania do feminizmu siły. Ja nie bardzo jestem feministką siły, tylko raczej poszukiwaczką kobiecych genealogii. Robię swoje i w tym znajdują największą siłę i rebelię - opowiadała Smolińska.

Historyczka i krytyczka sztuki nie ukrywała również, że czasami lubi patrzeć na to, co jest krytyczne, ale nie do końca wiąże się z tym, że "trzeba wyjść na ulice i drzeć papę najgłośniej jak się da". I że ma pewnego rodzaju słabość do malarstwa, bo jej zdaniem jednak ma ono siłę krytyczną. - Oczywiście trudno wyjść z malarstwem sztalugowym na ulicę czy trudno z niego uczynić narzędzie, którym można się posługiwać w trakcie manifestacji. Natomiast malarstwo sztalugowe ma swoją tradycję, która jest dla mnie wciąż ciekawa - wyjaśniała. - To są artystki, które korzystają z wzorców ikonograficznych związanych z kościołem katolickim, z naszą chrześcijańską tradycją. A wykorzystują je po to, żeby powiedzieć coś ważnego o kobiecie i kompletnie odwrócić nasze rozumienie sytuacji kobiecej. Cenię je za to, bo pewnie tak jak ja muszą się zmusić, żeby wyjść na ulice, ale z drugiej strony robią swoje, co jest szalenie ważne - opowiadała. Zaznaczyła również, że Roland Barthes nazywa to subwersywnością. - One kradną czyjś język, po to, żeby go zniekształcić i przekazać poprzez ten funkcjonujący, subwersyjną, rebeliancką wiadomość. To mnie w tej sztuce fascynuje.

Głos w trakcie spotkania zabrał również prof. Roman Kubicki. Jego zdaniem bardzo dobrze się stało, że ta książka się ukazała. Ale pewien cień rzuca na nią jednak monobiologiczność ich autorek. - Ta książka ma jeden minus, a potem same zalety. Jedynym minusem tej książki moim zdaniem jest to, że biorą w niej udział wyłącznie kobiety, że tylko kobiety są jej autorkami - tłumaczył. Dodał także, że publikacja ta traktuje o wielu ważnych aspektach naszego współczesnego życia, więc tym samym można ją potraktować jako zaproszenie do współczesnej sztuki albo polityki, także tej polskiej. - Ta książka dyskutuje o tym, co jest aktualne i ważne, więc pluralizm autorów się tutaj narzuca. No chyba, że jest inaczej... - mówił, nawiązując do poruszonego wcześniej wątku feminizmu siły. Kontynuując watek powiedział jeszcze, że jego zdaniem płeć powinna być wyłącznie kwestią biologii. I tak właśnie wyglądałaby jego wymarzona przestrzeń polityczna, w której podmiot polityczny byłby wolny od obciążenia płcią.

Kowalczyk od razu dorzuciła, że męski głos miał się pojawić w publikacji, jednak zaproszony przez nią autor - Paweł Leszkowicz z Instytutu Historii Sztuki UAM, nie zdołałby w tym czasie popełnić żadnego tekstu. - Zgadzam się, że podkreślanie różnorodności to ważna kwestia. Czarne Protesty nie były tylko sprawą kobiet, brali w nich udział również mężczyźni - mówiła.

Kolektywna rebelia

Kubicki zapytał również Kowalczyk o to, kto ma oddać kobietom władzę i czy monopol na nienawiść wobec kobiet mają wyłącznie mężczyźni, gdyż podczas lektury zaniepokoiły go m.in. takie stwierdzenia jak: "Jeśli mamy kształtować sytuację na własnych warunkach, to nie widzę innej możliwości jak tylko uczynić to właśnie poprzez przejęcie władzy" albo "Jeśli polityka zawłaszcza kobiece ciała to konieczne jest polityczne działanie - odebranie władzy tym, którzy nienawidzą kobiet". - To wyrazisty manifest polityczny - mówił.

Redaktorka nie uciekała od odpowiedzi. - Tu jest dwuznaczność i ambiwalencja, rozumiem te zastrzeżenia. Zapowiedź zaostrzenia ustawy aborcyjnej godziła głównie w kobiety i wskazywała na to, że jako typy biologiczne mają w Polsce niepełną podmiotowość. Siła Czarnych Protestów polegała na tym, że odbywały się one ponad podziałami. Byli na nich kobiety, mężczyźni, katolicy, anarchiści. To było widać i to się czuło. To, co warto wnosić w obserwacji życia społecznego i politycznego to kolektywizm - mówiła, wskazując na fotografie tłumów ludzi pod czarnymi parasolami. - Wychwalam feminizm siły, ale bliskie jest mi myślenie Marty. Poruszamy się w obszarach nauki i sztuki, względnie bezpiecznych. - Stąd też moje namawianie tych odważnych kobiet, żeby starały się tę władzę przejąć.

Kubicki przypomniał także o tym, że męski patriotyzm był patriotyzmem walki. Nie krył, że zastanawia się nad tym czy ktoś ma pomysł na alternatywny patriotyzm, jak np. w PRL-u, kiedy mowa była o patriotyzmie pracy. - Proponuję patriotyzm krytyczny, który krytykuje skrajne zachowania. Wywodzę to określenie od Cypriana Kamila Norwida, który był bardzo krytyczny wobec polskiego narodu i pisał, że umiemy się tylko kłócić i kochać...

Monika Nawrocka-Leśnik

  • spotkanie wokół książki Polki, Patriotki, Rebeliantki pod red. Izabeli Kowalczyk
  • Galeria Miejska Arsenał
  • 13.03

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2019