Kultura Poznań.pl

Opinie

opublikowano:

Poznańska wiosna płytowa

Nowe krążki braci Olesiów, Modular String Trio, Michała Kmieciaka i duetu Rebeka dowodzą, że muzyczna, fonograficzna wiosna w Poznaniu jest w tym roku szczególnie łaskawa i godna uwagi.

.
Marcin & Bartłomiej Oleś Duo "One step from the past" (wyd. Fenommedia)

Wiosna to tradycyjnie dobry czas na nowe płyty. Wśród tych opublikowanych w ostatnim czasie jest kilka świetnych, wydanych w Poznaniu, albo ze stolicą Wielkopolski związanych, które cieszą szczególnie. A dlaczego cieszą? Dlatego, że prezentują nową, naprawdę świeżą i oryginalną muzykę. Nie bez znaczenia jest też fakt, że są tak różnorodne. Można z nich dzięki temu ułożyć przepiękny bukiet. I nie, nieco przewrotnie niezgodnie z hasłem "dla każdego coś miłego", może raczej: niezależnie od osobistych upodobań warto posłuchać każdej z nich, choć bywają wśród nich niewątpliwie także albumy z muzyką nieco trudniejszą w odbiorze.

Liryka sekcji rytmicznej

Moim prywatnym numerem jeden wśród tych kilku tytułów jest album "One step from the past" Marcina i Bartłomieja Olesiów. Bracia, którzy ledwie kilka tygodni temu wydali rewelacyjny album "Maggid" projektu Sefardix, który współtworzy z nimi Jorgos Skolias, tym razem realizują całe nagranie w duecie. Płyta jest kolejną udaną publikacją poznańskiej oficyny Fenommedia. Ten, kogo straszy perspektywa blisko pięćdziesięciu minut w towarzystwie muzyki granej na dwa instrumenty przynależące stereotypowo do tzw. sekcji rytmicznej, ten powinien dać Olesiom (albo sobie!) szansę. Bracia udowadniali już niejednokrotnie swoje niezwykłe umiejętności kreowania muzycznego nastroju, zgoła melodycznego grania zarówno na kontrabasie, jak i na perkusji. Kto nie wierzy, niech posłucha ich nowej płyty.

Olesiowie sami przyznają, że ich poprzedni album zrealizowany w duecie (bo na koncie mają mnóstwo nagranych wspólnie w wieloma wielkimi świata jazzu) bliższy był muzyce improwizowanej i współczesnej. Na tym zaś eksplorują okolice bliższe właśnie jazzowi - jego szeroko pojętej tradycji: zarówno w sensie pulsacji, osadzenia w rytmie, jak i wydobywania melodycznych walorów z muzyki. Nagranie, zrealizowane kilka lat temu dla BBC, jest kameralne - to opowiadanie od serca, czarowanie klimatami. Najbardziej lubię ten moment trzeciego utworu na płycie, gdy dociera do słuchacza, że to, co Olesiowie grają w duecie brzmi echem z genialnego "In a silent way" Milesa Davisa. A zaraz potem słuchacz uświadamia sobie, że to właśnie autorska, oryginalna, własna interpretacja tego tematu. Pozostałe kompozycje są autorstwa Marcina i Bartłomieja.

Zachwyca ich nieskrępowana wyobraźnia i pomysłowość, ich umiejętność generowania takich brzmień, które są nie tylko oryginalne (te rozliczne "przeszkadzajki" Bartłomieja, to czułe pieszczenie strun przez Marcina), ale w istotny sposób współtworzą tę opowieść, współtworzą koloryt ich muzyki, ich "świat przedstawiony". I owe chwyty czy pomysły brzmieniowe nie są gadżetami, "zapchajdziurami", efekciarskimi chwytami, ich oryginalność, pozorna egzotyczność jest tu funkcją, elementem opowiadania. Piękna, liryczna płyta, pełna wdzięku, choć oparta w dużej mierze na improwizacji.

Modular trio we czterech

Improwizacja jest, jeśli można tak powiedzieć, podstawą konstrukcji kolejnej z recenzowanych płyt. Formacja nazywa się Modular String Trio, ale wbrew owej nazwie nie jest triem, tylko kwartetem i to złożonym bynajmniej nie tylko muzyków grających na instrumentach strunowych czy smyczkowych. Niebagatelne znaczenie na tu bowiem również elektronika. Słuchamy muzyki z kręgu swobodnej improwizacji, nurtu free improve zmierzającej do (albo od) współczesnej kameralistyki. W formule muzyki elektro-akustycznej artyści znajdują natchnienie dla swoich poszukiwań barwowych, brzmieniowych, kreowania z jednej strony klimatu nieco onirycznego, z drugiej zdającego się być efektem niemal laboratoryjnych, chłodnych, intelektualnych poszukiwań i kalkulacji.

To twórczość świadoma zdobyczy awangardy XX i XXI wieku. I chyba słowo "eksperyment" jest tym najbardziej adekwatnym w opisie jej zawartości. Jest to jednocześnie muzyka intymna, finezyjna, pełna smaczków, brzmieniowych nieoczywistości. Dla sympatyków twórczości wychodzącej poza kanony, poza utarte ścieżki spotkanie z nią będzie zapewne bardzo inspirującym przeżyciem.

Na czele formacji stoi ceniony kontrabasista (obsługujący też elektroniczne instrumentarium) Jacek Mazurkiewicz, w opisie płyty określany jako "dźwiękowy chuligan". Ten żart wydaje się bardzo trafny, artysta zdaje się bowiem umykać zarówno temu, co podobałoby się szerszej publiczności (także jazzowej), jak i akademickiej powadze. Jego poszukiwania są pełne zgoła młodzieńczej pasji. Towarzyszą mu w nich: ukraiński skrzypek Sergey Ohrimchuk (grający muzykę od ludowej po współczesną), wiolonczelista Robert Jędrzejewski oraz Łukasz Kacperczyk obsługujący syntezator modularny.

Lirycznie, bez sentymentów

W kompletnie inne rejony zaprasza nas ze swą muzyką Michał Kmieciak - artysta znany świetnie w Poznaniu zarówno z zespołu Hello Mark, jak i z solowych występów. Na rynku ukazała sie właśnie jego solowa płyta "Love lost", ukazująca fantastyczny i frapujący wizerunek młodego muzyka.

Kmieciak wybrał dla siebie bowiem formułę muzyki minimalistycznej, ale też bardzo klimatycznej, nastrojowej. Pewnie jej patronem mógłby być gdzieś z jednej strony stary, dobry Eric Satie czy Claude Debussy, z drugiej - oczywiście - romantycy, z jeszcze innej może amerykańscy minimaliści i wreszcie (przede wszystkim?) kompozytorzy muzyki filmowej, ilustracyjnej. Sam autor wszystkich kompozycji i lider przedsięwzięcia gra na fortepianie i instrumentach klawiszowych. Towarzyszą mu Dominika Dołżyńska na skrzypcach i Aleksandra Walczak na wiolonczeli.

Kmieciak zaproponował muzykę ujmującą, pełną wdzięku i melancholii, zarazem pozbawioną wszelkiego patosu czy sentymentalizmu. To szczera muzyczna opowieść - liryczna, a zarazem pełna wyrazu, świadomie budowana; bardzo komunikatywna, a jednocześnie nie nastawiona na łatwy poklask. Wymaga od słuchacza wejścia w świat kreowany przez instrumentalistów, zaakceptowania takiej struktury narracji, a w zamian oferuje piękne przeżycia estetyczne. To bowiem muzyka szlachetna, pełna szacunku i delikatności.

"Czarodziejska góra" Rebeki

I jeszcze poznański duet Rebeka, który nie nagrywa przesadnie często. Debiutancki album wydał wiosną 2013 roku po kilku latach działalności. Teraz, trzy lata później prezentuje drugą dużą płytę. Piszę o tym, bo dziś w czasach permanentnego pośpiechu, ten swoisty namysł, powściągliwość Rebeki jest czymś godnym uwagi. Zwłaszcza, że służy to ich twórczości i nowa płyta jest godną następczynią "Hellady".

Iwona Skwarek i Bartosz Szczęsny opierają brzmienie swego zespołu na syntezatorach i elektronice. Elektryczna gitara i bas, pojawiające się w instrumentarium, pozostają gdzieś w tle. W tym graniu, którego próbuje dziś wielu, a które z jednej strony oczywiście eksploruje nowoczesne rozwiązania z pogranicza tanecznej i nietanecznej, a także tej tzw. inteligentnej muzyki elektronicznej, wciąż zdają się (nawet jeśli by się z tym nie zgadzali) mądrze odwoływać do muzyki z lat 80. Przede wszystkim znaleźli kawałek własnego świata - ich wrażliwość, swoista melodyjność i zwiewność kolejnych piosenek, charakterystyczny głos Iwony sprawiają, że brzmią oryginalnie - i słucha się ich świetnie. Pomaga w tym oczywiście znakomita produkcja - to muzyka elektroniczna, ale żywa, nie wypolerowana.

A tytuł "Davos"? Bynajmniej nie nawiązuje do ekonomicznych czy biznesowych skojarzeń. Nawiązuje do literackiego arcydzieła Tomasza Manna - "Czarodziejskiej góry". A to też określa szerokie spektrum inspiracji poznańskich twórców.

Tomasz Janas

  • Marcin & Bartłomiej Oleś Duo - "One step from the past" (wyd. Fenommedia)
  • Modular String Trio - "Part of the process" (wyd. Multikulti)
  • Michał Kmieciak - "Love lost" (wyd. M. Kmieciak)
  • Rebeka - "Davos" (wyd. Agora / Art2)