Kultura Poznań.pl

Opinie

opublikowano:

Kulturą bym tego nie nazwała

"Kulturą bym tego nie nazwała" - słowa te miała wypowiedzieć jedna z uczestniczek po koncercie zespołu Zgniłość, o czym żartobliwie wspomnieli muzycy podczas niedzielnego występu w Domu Tramwajarza. Choć artyści co rusz przytaczali treść tego zdania, trudno zgodzić się z jego prawdziwością po tak udanym koncercie.

.
fot. Adam Jastrzębowski

Zgniłość powstała z inicjatywy poety Marcina Świetlickiego i pianisty Michała Wandzilaka, którzy grali już wcześniej razem podczas wielu tras koncertowych Świetlików. Tym razem krakowsko-gdyński duet zaprosił do współpracy kilku muzyków z Trójmiasta, by razem pracować nad kompozycjami jazzowymi. Zespół zasilili swoją obecnością: saksofonista Michał Ciesielski i trębacz Dawid Lipka, kontrabasista Maciej Sadowski oraz perkusista Tomasz Koper. Gitarowe brzmienia charakterystyczne dla Świetlików, zastąpione zostały przez instrumenty dęte, kontrabas i fortepian. Wiele tu jednak wałęsania się, powolności i przyprószonej papierosowym popiołem ciężkości, które ukochali wielbiciele poezji Świetlickiego.

Tak jak u Świetlików, teksty piosenek Zgniłości w dużej mierze bazują na literackiej twórczości ich wokalisty. Wyraziste frazy Świetlickiego są niezwykle chwytliwe i ciekawie łączą się z jazzowymi kompozycjami. Muzycy poszukują w jazzie własnego stylu i niechętnie szukają połączeń z gotowymi określeniami oraz nazwami gatunków. Swoje kompozycje żartobliwie określają jako "postpostironiczny-postzimnofalowy-postyass". W ich brzmieniach można czasem usłyszeć rytm właściwy muzyce reggae. Słychać to wyraźnie w utworze "To ten sam wiatr" pochodzącym z ich nowego albumu "Siedmiościan", który promowali w niedzielę w Poznaniu.

Kameralny nastrój sali w Domu Tramwajarza wyraźnie przypadł do gustu zarówno publiczności, jak i wykonawcom. Artyści zachowywali się ze swobodą, która dobrze wpływała na nastroje odbiorców. Liczne anegdoty, rozmowy (często hermetyczne) zaciekawiały aurą intymności, bo przypominały niedostępne dla słuchaczy widoczki z prób. Muzycy często schodzili ze sceny albo kładli się na niej. Czasami przerywali granie, aby coś powiedzieć, naradzić się lub wymienić spostrzeżeniami. Ta pełna naturalności aura "prowizorki" nie była jednak lekceważeniem widzów. Muzycy grali ze skupieniem i wielką radością, która emanowała ze sceny.

Grający na klawiszach i dzwonkach Michał Wandzilak, pełnił podczas koncertu rolę konferansjera. To on najczęściej rozbawiał publiczność historyjkami z trasy albo niewymuszonymi żartami, które przychodziły mu do głowy spontanicznie. Wiele zabawnych sytuacji wynikało także z koleżeńskich zaczepek między nim a Świetlickim, który w mig je podłapywał. Sam zresztą chętnie inicjował kontakt z publicznością. Opowiadając, nawiązywał do własnych wspomnień albo wierszy, które napisał. Niepostrzeżenie ze sceny można było usłyszeć też zapowiedzi książkowych i muzycznych nowości, jakie szykują poszczególni członkowie zespołu. 

Naturalność ich zachowania odbijała się też w wykonywanej muzyce, która płynęła ze sceny. Liczne momenty improwizacji były często przesycone humorystycznymi nawiązaniami do kultury i popkultury zarówno polskiej, jak i światowej. W wielu piosenkach Zgniłości można usłyszeć fragmenty znanych motywów muzycznych. Piosenka, w której tekst o horrorach splótł się z kompozycją Komedy do filmu Romana Polańskiego "Dziecko Rosemary" zyskała spory aplauz publiczności. Wśród utworów dało się też rozpoznać takty z bossa novy "Girl from Ipanema", do której wykonana przez muzyków wariacja zabawnie kontrastowała z refrenem "szatan to szmata".

Teksty Zgniłości obfitują w wyraźne frazy przesycone wulgaryzmami. W jednej z piosenek nieustannie rozbrzmiewały słowa "rozpierdoliłaś mi wakacje, na stacji stoję sam" wzbudzając entuzjazm słuchaczy. Utwór ten został zagrany w odpowiedzi na prośbę kogoś z widowni, by wybrzmiał jakiś utwór o wiośnie. Podobnych interakcji było podczas koncertu więcej, co owocowało wieloma żartami sytuacyjnymi. W pewnym momencie artyści podrzucili takty słynnej piosenki Happysad, której słowa poddali drobnym deformacjom - zamiast słów "miłość to nie pluszowy miś", muzycy zastąpili pierwszy wyraz nazwą swojego zespołu, a publiczność szybko podchwyciła ich żart.

Lekkie podejście zespołu do koncertu nie odbijało się jednak na warstwie muzycznej. Artyści byli w znakomitej formie - z zacięciem i pasją odgrywali kolejne utwory. Długie fragmenty improwizacji były niezwykle intensywne, pełne popisów każdego z muzyków. Trębacz, saksofoniści i pianista hipnotyzowali publiczność całymi seriami solowych wstawek, które podkręcały atmosferę koncertu, lirycznie uspokajanej powolnym głosem Świetlickiego.

Warto w tym momencie wspomnieć o poetyckiej zręczności wokalisty, która wyraźnie przebijała się przez słowa poszczególnych utworów. Podobnie jak w przypadku Świetlików, Zgniłość może poszczycić się całym naręczem bystrych, zgrabnie napisanych tekstów. Świetlicki zachowuje w nich swój charakterystyczny styl, w którym codzienność ubrana jest prostymi, ale celnymi słowami.

Niespełna półtorej godziny koncertu upłynęło wyjątkowo szybko. W najbliższym czasie zespół planuje wystąpić w Warszawie, a następnie poświęcić uwagę innym projektom muzycznym. Można się jednak spodziewać, że pojawią się na scenie w jeszcze nowszej odsłonie, bo jak sami zdradzili - mają już materiał na kolejną płytę.

Julia Niedziejko

  • Świetlicki & Zgniłość
  • Dom Tramwajarza
  • 14.04

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2019