Kultura Poznań.pl

Opinie

opublikowano:

Jedynowładztwo nad dobrostanem

Jagna Domżalska uważa, że w języku polskim brakuje słowa określającego czas spędzany przez nas w pojedynkę, które nie byłoby pokryte pejoratywną naroślą. Samotność oznacza przecież brak, a być może i cierpienie. Na wystawie "Szczęście rodzi się w jelitach" rządzi jednak aloneness jako stan wspólny dla nas wszystkich. Kuratorka określa go mianem "osobności" i wskazuje na skupienie na skrajnej lokalności.

.
Adam Łucki, "Antenaci", z cyklu: "Projekt Cossar", instalacja fotograficzna, fot. Tomasz Pawłowski

Pochodzę z Zamościa, gdzie popularnym daniem były flaki. Dopóki nie opuściłem rodzinnego miasta żyłem w nieświadomości tego, jak bardzo osobliwe to danie i że w innych polskich domach raczej się go nie spożywa. A nawet jeśli je jecie, to wam pewnie nie smakuje, bo takie to wszystko w misce szare, mdłe i odpychające, prawda? Dlatego zamościanie zwykli mówić: "flaki muszą być dobrze doprawione".

Wystawa w Galerii Miejskiej Arsenał o wieloznacznym tytule "Szczęście rodzi się w jelitach", choć nie odnosi się bezpośrednio do naszych kiszek, to jednak przypomina mi takie dobrze przyrządzone flaki. Specjalnie wybrałem to danie trochę odpychające wyglądem i zapachem, bo prace artystów odnoszą się do kwestii i spraw przepracowywanych często w pojedynkę, o których być może niekoniecznie chcielibyśmy publicznie rozmawiać, gdyby stały się również i naszym udziałem. Są to takie sytuacje jak pobyt w więzieniu, doświadczenie choroby, poczucie ostracyzmu społecznego, przytłaczający proces sądowy czy konfrontacja z traumą. Zarazem to jednak tylko ciemniejsza strona zestawienia przygotowanego przez Domżalską, a może podsunięcie nam konstatacji, że bycie z samym z sobą jest w takich wypadkach często konieczne, aby coś w sobie zmienić, przetworzyć, przewartościować - mierząc się z czymś, co nie jest może łatwe, ale pozwala stać się nam inną, bardziej doświadczoną, dojrzalszą osobą?

Dlatego nad całością ekspozycji dominuje instalacja Piotra Blajerskiego, napis dumnie głoszący "Świat beze mnie ma się całkiem dobrze", afirmujący potencjalność nie-bycia i pożytki z tego wynikające, bo miast melodramatycznego "nikt nie zapłacze" można przecież zawsze rzec dziarsko "Baśka, nic to!".

Pokaż mi swoją samotność

Wiele prac na nowo uświadamia nam to, jak w stanie odosobnienia i wyalienowania dłuży się czas. Związana z tym nuda jest przez często nadmiernie skorych do pośpiechu Słowian czymś niezrozumiałym. A można przecież uznać, że to wyjątkowy, jakby specjalnie nam darowany czas, z którego powinniśmy rozsądnie skorzystać. Na poły magiczny, oczyszczający charakter samotności jest tematem prac Magdaleny Hueckel "Rytuały/Oczyszczanie" i "Rytuały/Przejście", w których operuje żywiołami"ścierając" z siebie z pomocą kamieni czy wody piętno choroby i związanego z nią cierpienia fizycznego i psychicznego. Z kolei Sebastian Krok w instalacji "Człowiek" prezentuje zbiór tekturowych modeli wiatraków, wykonanych w więzieniu przez Jarosława Lesiaka. Powtarzalność tych rzeźb staje się synekdochą penitencjarnego trwania, które osadzony musi jakoś obłaskawić i zapełnić aby nie popaść w rozpacz.

Bodaj najbardziej przejmująca praca na wystawie to sweter zawieszony na rzeźnickich hakach - instalacja Doroty Nieznalskiej. Artystka była sądzona za obrazę uczuć religijnych, a sweter wykonała w samotności po usłyszeniu wyroku (po odwołaniu została uniewinniona). Aż chciałoby się aby ci, którzy doprowadzili do procesu i pałali do artystki negatywnymi uczuciami za jej pracę "Pasja", odwiedzili Arsenał i zmierzyli się z tym drobnym, delikatnym obiektem brutalnie nadzianym na haki. Czy poczuliby cząstkę tego co stało się doświadczeniem Nieznalskiej? Czy jednak empatia jest rzeczą im obcą, a hasło "obraza uczuć religijnych" jest wygodnym narzędziem do zastraszania artystów i odmawiania im prawa do wolności twórczej? W świetle niedawnych wydarzeń związanych z zastosowaniem paragrafu 196 k.k. instalacja jest bardzo aktualna, będąc przy tym świadectwem już historycznego, ważnego w świecie sztuki procesu sądowego.

Jeśli na ekspozycji wykonamy w głowie kilka kroków wstecz by spojrzeć chłodnym okiem na całość, pozostanie nam przypomnieć sobie, iż zawód artysty niejako z góry zakłada samotność, osobność związaną z procesem intelektualnym czy wreszcie manualnym wykonaniem danego dzieła. Poza tym to przecież w pojedynkę "pracuje się nad sobą", aby stać się lepszym czy może pełniejszym, bogatszym. O takim działaniu będącym zmierzeniem się z zaprzeszłą sztuką, stającą się literalnym balastem, mówi Taus Makhachevej w pracy wideo "Linoskoczek", w której wędruje na linie rozpiętej między skałami, z łatwością transportując zawieszone w powietrzu, ciężkie płótna obrazów - zupełnie tak, jakby były lekkie i nie posiadały ciężaru (można by powiedzieć: wagi rzeczy). Podobnie mierzy się ze sobą Magdalena Starska w medium rysunku.

Afryka!

Dyrektor Arsenału Marek Wasilewski w trakcie otwarcia wystawy określił ją mianem eseju. To rzadki przypadek, gdy praca kuratorska jest z zewnętrznego punktu odbiorcy równie zauważalna i ważna, co prezentowane dzieła sztuki. Domżalska dokonała wyboru dzieł, budując z nich ekspozycję opatrzoną opisami dobrze objaśniającymi kontekst ich powstania i podsuwając możliwość interpretacji. Tę całość "czyta się" niczym dobrze napisany reportaż czy bezbłędnie skomponowaną współczesną operę. Klarowność, komunikatywność, a zarazem przenikliwość i spory, ukryty potencjał wystawy sprawiają, że jest doskonałym wyborem zarówno dla tych, co nie lubią sztuki współczesnej bo jej nie rozumieją, jak i dla malkontentów, którzy w sztukach wizualnych nie znajdują cenionej przez nich literatury, a tym razem trafiła im się rzecz równie pasjonująca, co wyborna książka.

W filmie Quentina Dupieux "Wrong Cops" policjant terroryzuje przypadkowego przechodnia, zdegustowany muzyką, której tamten słucha. Porywa go i informuje "Wiesz, jaki jest twój problem, młody człowieku? Bo masz jebany problem. A twoim problemem jest to, że spędziłeś całe życie, słuchając gówna i myśląc, że jest dobre. To smutne, ale to nie twoja wina, bo nikt nie poświęcił czasu, aby cię wykształcić". Po czym zapuszcza mu na winylu nieutemperowane techno (rzecz jasna autorstwa Mr. Oizo) i krzyczy "musisz go słuchać jelitami - to tam muzyka ma miejsce. W twoich jelitach, wnętrznościach. Afryka!". Emocje artystów i portretowanych przez nich bohaterów zapośredniczamy na wystawie poprzez dzieła sztuki. Prace pokazują świat jakby inaczej i silnie na nas działają przez zaskoczenie, na którym zostaliśmy przyłapani, niczym w sytuacji odsłuchu zupełnie nowej i obcej naszym uszom i wnętrznościom muzyki. Czyli są warte czasu spędzonego z nimi w samotności.

Marek S. Bochniarz

  • wystawa Szczęście rodzi się w jelitach
  • kuratorka: Jagna Domżalska
  • czynna do 1.09
  • Galeria Miejska Arsenał

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2019