Kultura Poznań.pl

Opinie

opublikowano:

Dobre bo świetne

Festiwal Przyjaciół Meskaliny rozpoczął się od koncertu zespołu, który jeszcze nie wydał płyty, do tej pory wystąpił (jedynie?) z krótkim setem na Spring Breaku i pewnie niewiele osób jeszcze o nim słyszało. Oby po niedzielnym koncercie to się zmieniło!

.
fot. Tomasz Nowak

Dobre bo Dobre to trio łączące muzyków Dagadany, Something like Elvis oraz Limboski. Daga Gregorowicz (wokal, elektronika), Sławomir Szudrowicz (gitara rezofoniczna i akustyczna) oraz Jacek Cichocki (instrumenty klawiszowe, elektronika) mają więc duże i różne muzyczne doświadczenia, różne wrażliwości i jedną wspólną wizję - robić świetną muzykę.

Zwrotka i chwytliwy refren - oto prosty przepis na piosenkę. Nic z tych rzeczy (a przynajmniej nie w stylu, jaki znamy) zaprezentował tego wieczoru zespół. Przede wszystkim Dobre bo Dobre pozwala sobie na zatrzymanie, zostawia publiczność w dobrym międzyczasie i wywołuje w niej nie tylko błogi spokój, ale też potrzebę zasłuchania i zamyślenia. "To pierwszy krok na księżycu przy użyciu tak wielu języków - oniryczności, baśni, energetycznego bitu i chwytającego za mięsień serca słowa" - piszą o sobie muzycy i nie ma w tych słowach żadnej przesady. Magiczny spokój wprowadziła choćby piosenka Daleko za krótko i wcale nie był to utwór zagrany w połowie koncertu, wycelowany w moment zmęczenia publiczności po chwytliwych, energicznych piosenkach. Ten spokój, rozpoetyzowanie, tworzenie w piosenkach niezwykle ciekawych, a wręcz wciągających mikroświatów dominowało podczas wydarzenia. W piosenkach zamiast przekazów wprost, hasłowych puent Daga Gregorowicz (autorka większości tekstów piosenek) stawia na twórczą interpretację, na wielopoziomowy odbiór, za którym, przynajmniej ja słuchając aktualnie tworzonej polskiej muzyki, tęsknię.

W ich repertuarze nie brakuje także przebojowych piosenek. Te wywołują uśmiech, angażują publiczność do wspólnego śpiewu i wprowadzają miłe uczucie, że oto słuchamy muzyki rozrywkowej na bardzo dobrym poziomie. Niezależnie bowiem od emocjonalności danej piosenki - każda wykonana podczas tego wieczoru była zagrana na świetnym poziomie. Pod względem muzycznym Dobre bo Dobre inspiruje się m.in. Florence Welch czy Bat for Lashes. Nie jest to jednak naśladownictwo, a jedynie podążanie w podobnym kierunku. Trio już stworzyło zupełnie nową jakość, w której można znaleźć wiele uniwersalności. W ich piosenkach romantyzm miesza się z naiwnością i buntem, emocjonalność z empatią, a chęć zamknięcia się w swojej muzycznej niszy z odwagą zabrania głosu w ważnej sprawie. Podczas koncertu piosenki o poszukiwaniu "tego jedynego" mieszały się z utworami poruszającymi "niewygodne" tematy. Nie zabrakło także chwili na to, by przypomnieć o zbliżających się wyborach. Nic w tym przekazie nie trąciło jednak nieszczerością. Były to proste, w pewnym sensie nieco naiwne gesty, będące pobożnymi życzeniami, by wywołać w odbiorcach muzyki poczucie sprawczości. Piszę tu o naiwności gestu, bo coraz trudniej mi wierzyć, że muzyka może mieć tak istotny wpływ na nas. Mam nadzieję, że się mylę.

Wyjątkowy nastrój, który stworzył zespół, wynika tak z doświadczenia scenicznego muzyków, jak i z unikalnego brzmienia zespołu. Na szczęście ich muzyka to nie droga na skróty i nie jest sumą brzmień Dagadany, Something like Elvis i Limboskiego. Duży wpływ na zbudowanie tej brzmieniowości ma niezwykła gitara rezofoniczna, ale też mocne oparcie na elektronice. To zostaje zderzone z głosem Dagi oraz czarującymi klawiszowymi improwizacjami. Dobre bo Dobre tworzą muzycy, którym dobrze razem na scenie. Już nie mogę się doczekać, co dobrego przygotują już wkrótce w studiu nagraniowym.

Aleksandra Kujawiak

  • 8. Festiwal Przyjaciół Meskaliny - koncert zespołu Dobre bo Dobre
  • 6.10

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2019