Kultura Poznań.pl

Opinie

opublikowano:

Borejkowie wiecznie żywi

Czy można nową powieść Małgorzaty Musierowicz przeczytać jako książkę niezależną od poprzedzających ją dwudziestu tomów? Jestli Jeżycjada tasiemcem czy wypełniającym już znaczną część bibliotecznej półki zbiorem książek, które "uczą i bawią"? A może jednym i drugim?

.
.

Jak w każdej książce z serii nazwanej Jeżycjadą, o akcji umieszczonej w co bardziej klimatycznych sceneriach Poznania (secesyjne Jeżyce) i Wielkopolski (Promno i Pobiedziska), tekst mógłby się zaczynać:

czwartek, 6 listopada, godzina 10.15, ul. Ratajczaka, Poznań

Pobliska księgarnia już otwarta, dziarskim krokiem maszeruję więc, by nabyć najświeższą książkę Małgorzaty Musierowicz. Zaczęłam czytać i plan mi się sypnął. Miałam zamiar napisać taką zgryźliwą, złośliwą recenzję w klimacie "no ile można?!". Bo przecież Małgorzata Musierowicz pisze i pisze. Od pierwszych książek serii upłynęło już 21 tomów. O latach nie wspomnę, bo Jeżycjada ma ich tyle, co ja. Już dawno powinnam wyrosnąć z historii o dorastających panienkach i ich mniej lub bardziej pryszczatych absztyfikantach, podlanych (historie, nie absztyfikanci) dydaktyczno-kulturalnym sosikiem. Ale co ja mogę, że mi ta potrawa nadal smakuje? Może powinnam spróbować przeczytać Wnuczkę do orzechów z dystansem i profesjonalnym brakiem emocji. Ale na to musiałabym się urodzić w innym miejscu i w innym czasie. Książki Musierowicz towarzyszyły mi od dzieciństwa, od czasu Czerwonego helikoptera czytanego na dobranoc, przez kolejne, zdobywane czasem z trudem części Jeżycjady (jeszcze wtedy tak się nie nazywała). Szósta klepka rozpadła się na pojedyncze kartki, tak była eksploatowana. Kolejne, poznaczone gęsto śladami wielokrotnego czytania, stoją na półce, czekając, aż dorośnie następne pokolenie, które wychowa się na Jeżycjadzie.

czwartek, 6 listopada, północ

A jednak nie. Mimo całego sentymentu nie mogę z czystym sumieniem polecić Wnuczki na pierwsze danie. To pozycja dla weteranów - wiernych czytelniczek (czytelników też, tylko się nie przyznają), które są w stanie zorientować się w zawiłościach genealogicznych rodziny Borejków z licznymi przyległościami. Dla nich informacja, że główna bohaterka - Dorota - tym razem nie jest z Borejkami spokrewniona, za to spotyka na swojej drodze Józinka Pałysa i jego energetyczną matkę, jest wystarczająca. Im wieść, że nie dowiemy się niczego o losach rodziny Hajduków, Anieli i Bernarda, Bebe ani Genowefy Trombke, nie pozostanie obojętna. Ale tylko im. Tym razem nie samą kulturą żyje w książce człowiek. Znaczące miejsce ma w jej fabule natura, w jej najbardziej sielskich, a czasem i dramatycznych przejawach. Poznań jawi się już głównie jako rozpalony upałami, dyszący trującymi wyziewami moloch, z którego najlepiej czym prędzej umknąć, uwożąc skarb najcenniejszy - księgozbiór ojca Borejki, a wraz z nim atmosferę domu przy Roosevelta.

Epilog

Nie dajcie się jednak zbić z pantałyku tym, że nie przeczytaliście wszystkich wymienionych przez autorkę-erudytkę książek, że nie macie w małym palcu literatury klasycznej i poezji. Warto przeczytać Jeżycjadę (najlepiej od samego początku), by nacieszyć się pięknym językiem i błyskotliwym humorem w moich ulubionych absurdalno-kpiarskich odcieniach. Owszem, jest Wnuczka do orzechów powieleniem schematów z poprzednich części. Ale podobnie jak ulubiona wigilijna potrawa - chcemy, by co roku smakowała równie dobrze. I smakuje.

Joanna Pakuła

  • Małgorzata Musierowicz Wnuczka do orzechów
  • Akapit Press 2014