Kultura Poznań.pl

Opinie

opublikowano:

BLISCY NIEZNAJOMI. Zraniony jednorożec

W tym roku hasło festiwalu Bliscy Nieznajomi to #Polska, a o tej Siksa rapuje jak mało kto. Udowodniła to podczas benefisu swojej czteroletniej twórczości na deskach Teatru Polskiego. Pytanie tylko, czy ten quasibenefis jak na ironię nie oznacza powolnego dogasania jej pierwotnej energii i przypieczętowania twórczości, która jak dotąd zachwycała spragnioną autentyczności publiczność, a w tej chwili być może zjada już własny ogon?

.
fot. M. Zakrzewski/materiały Teatru Polskiego

Według Słownika Języka Polskiego benefis to "przedstawienie teatralne lub koncert organizowane dla uczczenia długoletniej pracy jednego z artystów; dawniej: impreza mająca na celu zdobycie dodatkowych dochodów dla artysty lub zespołu". W przypadku wtorkowego występu Siksy łatwo odgadnąć, że o długoletniości nie może być mowy, więc jedynie o igraniu z konwencją. Dość powiedzieć, że stylistyka benefisu w teatrze została tu ograna charakterystycznymi złotymi krzesłami à la królewski tron (obowiązkowo wyściełanymi czerwonym płótnem), koszem kwiatów i pompatycznym strojem Siksy-papieżycy, która wkroczyła na scenę odziana w biały, obszerny płaszcz młodego projektanta Tomasza Armady, który zresztą towarzyszył jej na scenie podczas tego przedziwnego benefisu. Podobnie jak basista Buri, "druga połowa Siksy", i występująca gościnnie na perkusji Dominika Korzeniecka, znana z zespołu Pochwalone. I oczywiście jednorożce, które od początku są symbolem tego kolektywu.

Siksa to odkrycie ostatnich lat, jeśli chodzi o mocny głos kobiecy w przestrzeni publicznej. Performerka, poetka i wokalistka punkowa, która zaistniała w realiach kraju nad Wisłą A.D. 2014. W ubiegłym roku nominowana do tytułu Superbohaterka przez "Wysokie Obcasy", nominację odrzuciła z powodów ideologicznych (jednym z jej sponsorów była spółka Kulczyk Investments). Na scenie ogląda się ją trudno, bo jako widzowie nie jesteśmy specjalnie przyzwyczajeni do aż tak hybrydycznych tworów. Jej występ to coś pomiędzy performance'm, spektaklem a koncertem punkowym, okraszonym dodatkowo monologami i interakcją z publicznością. Zapowiadając go, dyrektor artystyczny Teatru Polskiego Maciej Nowak - ubrany zresztą w niezwykle elegancki smoking, który 25 lat temu uszył sobie z okazji kolacji na duńskim dworze królewskim - słusznie zauważył, że w Polsce od lat nie obserwujemy już prawdziwej działalności estradowej, która jeszcze w minionym ustroju święciła prawdziwe triumfy. A szkoda.

Siksa zmienia jednak nieco ten stan rzeczy. Jej drugie imię to Alex Freiheit, a więc wolność. Dziewczyna ukrywająca się pod scenicznym pseudonimem i scenicznym strojem, który w prosty sposób nawiązuje do chaosu i bałaganu o jakim śpiewa, inspiruje się twórczością Eminema, Avril Lavigne czy Sinéad O'Connor. W swoich wystąpieniach nie boi się mówić o symbolicznej przemocy wobec kobiet i o tej mniej symbolicznej, jak choćby doświadczeniu bulimii, nieakceptowaniu swojego ciała czy byciu dziewczyną zgwałconą przez byłego chłopaka. Na swoim koncie ma już winyl (a także kasety magnetofonowe!) Patriotyzm jutra, a także mocne programy, takie jak choćby Zemsta na wroga, którego fragmenty przywiozła do Poznania. Przez cztery ostatnie lata dostało się też rasistom, narodowcom, politykom ignorującym sprawy dotyczące najsłabszych, na przykład niepełnosprawnych obywateli, a nawet akcji #metoo, która zdaniem Siksy jest tylko czubkiem góry lodowej, jaką jest opresja wobec kobiet na całym świecie.

Problem w tym, że podczas poznańskiego benefisu mniej usłyszeliśmy o wkurzeniu na realne i wciąż niezałatwione problemy, a więcej o samym odbiorze zespołu Siksy. O tym jak ludzie dają jej dobre rady, by do kapeli na stałe dołączyła perkusja, o rzuceniu pracy w muzeum, by na stałe zająć się sceną, o okolicznościach poznania Tomka Armady, o tym, że pierwszy raz w życiu zespół miał okazję pracować z oświetleniowcami i tak dalej. Inteligentnie, zabawnie, z polotem i sceniczną swobodą, ale co z tego wynika? Niewiele poza dobrą zabawą.

Słusznie wypunktował to Jakub Skrzywanek, reżyser spektaklu Kordian, w którym Siksa miała swój gościnny udział, a który został poproszony o zrecenzowanie jej występu na gorąco. W efekcie nie opadł jeszcze sceniczny kurz, a reżyser już wkraczał na scenę z krytycznymi uwagami o metadowcipach Siksy opowiadających o jej społecznym odbiorze, które owszem, cieszą, ale nie zostają w pamięci na długo. Pełna zgoda. O wiele dłużej pamięta się za to jej nasiąknięte kontekstami i społecznymi aluzjami teksty. No bo jak zapomnieć monolog o pracy w sklepie spożywczym w Gnieźnie, w którym obleśny klient zachęca młodą dziewczynę do uśmiechania się zza lady, bo w przeciwnym razie "nic od Pani nie kupię"? Albo zdziwienie otoczenia, że "Jak to? Jak można dać się zgwałcić własnemu chłopakowi?

Anna Solak

  • Polska 2014-2018: Siksa. Benefis twórczości 
  • Teatr Polski, Malarnia
  • 5.06

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2018