Kultura Poznań.pl

Opinie

opublikowano:

Arena niewypowiedzianych słów

Janusz Orlik, absolwent warszawskiej szkoły baletowej i dwukrotny stypendysta Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, powraca do Art Stations ze spektaklem Mute, opowiadającym o świecie, w którym "nie chcemy widzieć i boimy się patrzeć".

.
fot. W Kadrze - Piotr Bedliński

Amerykański krytyk sztuki, Harold Rosenberg, określając ekspresjonistyczno-abstrakcyjne działania malarskie Jacksona Pollocka, wspominał o "arenie", która stanowiła swoiste tu i teraz obrazu. Dynamiczne decyzje podejmowane przez artystę zyskiwały nieustanne przełożenie na aktywne pociągnięcia pędzlem, w ramach którego powstawał obraz-zdarzenie. O pojęciu "areny" wspominam nieprzypadkowo, bowiem to właśnie ona stanowiła fundament wystąpienia Janusza Orlika w ramach Polskiej Sieci Tańca. Biały materiał wyznaczający ramy sceny, kontrastujący z industrialną architekturą wnętrza Słodowni, od razu zwracał uwagę. Podobnie jak rzędy krzeseł, ustawione niebezpiecznie blisko przestrzeni zarezerwowanej dla artysty, od początku implikowały intymny charakter spektaklu. 

W chaosie niepewności

Kilka chwil po godzinie 19, stłumione rozmowy publiczności, oślepiające białe światła. Z niecierpliwością oczekujemy na inaugurację wystąpienia. Z głośników zaczyna dobiegać melodyjna gra skrzypiec, a Słodownia pogrąża się w całkowitej ciemności przerywanej jedynie miarowymi przebłyskami sygnalizującymi prawidłowe działanie głośników. Wzrok przyzwyczaja się do ciemności tylko po to, by za chwilę zgubić się w jej chaosie. Milczenie potęguje uczucie niepewności, a bliskość sceny wzbudza bliżej nieokreślony strach - gdzie jest artysta, czy stoi za mną?

Błysk. Światła powracają w akompaniamencie zdeformowanych, niekiedy zmutowanych wręcz dźwięków, a arena zostaje wypełniona obecnością Orlika. Tancerz swoje istnienie wyznacza sekwencją ruchów, które początkowo wydają się przypadkową kompozycją, po chwili zaś okazuje się, że to setki precyzyjnych gestów złożonych w całość. Poruszające się ciało artysty zdaje się kłócić z muzyką - ostre, przenikliwe ruchy przeplatają się z płynnymi, intuicyjnymi poruszeniami. Tancerz usiłuje nawiązać dialog z otaczającymi dźwiękami, które teraz przywodzą na myśl zwielokrotniony odgłos zasysanego powietrza, scalonego z lądowaniem bliżej nieokreślonej maszyny.

Delikatność, która rani

Muzyczne konfiguracje zmieniają się bez uprzedzenia, są surowe jak sekwencje wykonywane przez artystę. Arenę wypełniają mieniące się dźwięki, a Orlik dekonstruuje jej ramy powolnymi krokami - zbliża się do publiczności, obdarza ją nieobecnym wzrokiem, a jego ciało wykonuje powolne, odrealnione sekwencje. Poruszenia artysty stają się swoistym medium, które przenosi do rzeczywistości wypełnionej olśniewającymi dźwiękami - to świat zupełnie inny od tego uginającego się pod ciężarem dudnień i ostrych ruchów.

Po kilkudziesięciu minutach skupiania uwagi na postaci Orlika odczuwam pewien dyskomfort. Śledzenie wzrokiem poruszającego się po arenie tancerza, choć nie wydaje się wcale wymagającą czynnością, nadwyręża proces percepcji, która powoli przestaje sobie radzić z niemymi, pełnymi emocji ruchami. Kumulacja tej bezsilności, zarówno w przypadku publiczności, jak i samego artysty, następuje wraz z pojawieniem się delikatnych dźwięków fortepianu. Orlik staje na palcach, jego zmęczone ciało zaczyna drżeć, by za chwilę bezwładnie upaść na białą arenę. Czynność tę artysta powtarza kilkukrotnie, a przy każdym kolejnym osunięciu się, jego ciało zaczyna drżeć coraz intensywniej.

Niemy ból

Powracają zdeformowane, pełne niepokoju dźwięki, które zadają tancerzowi metafizyczne ciosy - ten jednak nie rezygnuje z walki i odpowiada, a w konsekwencji przejmuje kontrolę nad muzyką. Niespodziewanym gestem chwyta mikrofon, nie wypowiada jednak żadnych słów, oddaje głos swojemu nierównemu, wyrazistemu oddechowi. Wrażenie chwilowego spokoju zostaje szybko zburzone - artysta generuje przenikliwie, raniące dźwięki poprzez wielokrotne przykładanie mikrofonu do głośnika. Obserwuje przy tym publiczność, a jego wzrok nie jest już tak nieobecny, jak w początkowej fazie spektaklu; to nowe, świadome spojrzenie, które chce powiedzieć poczuj ten ból, poczuj to, co ja nieustannie czuję. Napięcie wywołane pełnym niemego krzyku dialogiem nie może zostać nawet przepracowane, albowiem arena ponownie staje się centrum agresywnych dźwięków, które atakują ciało performera. Orlik drży, miota się, tocząc ostateczną walkę, która zdecyduje o jego istnieniu bądź nieistnieniu.

Nasycony emocjonalnością, wyczerpaniem i heroicznymi gestami spektakl to nie bajeczna, barokowa opowieść o pięknie sztuki. To immersyjne doświadczenie, w którym subtelność łączy się z agresją, a walka z bezsilnością. Artysta nie potrzebuje słów, by podkreślić przenikający codzienność ból i sprzeczne emocje, które uczestniczą w heroicznej batalii z otaczającym nas światem. Orlik odczuwa - intensywnie, całym sobą - i ów manifest istnienia przekazuje każdemu z nas.

Klaudia Strzyżewska

  • spektakl Mute
  • reżyseria, choreografia, wykonanie, scenografia: Janusz Orlik
  • 12.04
  • Słodownia +3, Stary Browar

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2019