Kultura Poznań.pl

Kultura

opublikowano:

PROSTO Z EKRANU. Stonehenge i miłość

Od komedii romantycznych od jakiegoś czasu nie oczekuję zbyt wiele. Filmy z tej półki zazwyczaj są albo śmieszne albo romantyczne, niestety zazwyczaj nie jednocześnie. Sztuką jest połączyć oba te składniki, najlepiej dodając jeszcze szczyptę życiowej mądrości - oczywiście nie takiej na miarę obrazów Hanekego, ale tej zwyczajnej, codziennej. Może właśnie tego nam dzisiaj trzeba.

.
fot. materiały dystrybutora

Główny bohater filmu Michaela Showaltera - Kumail Nanjiani, istnieje naprawdę i jest dość popularnym w sieci stand-up'erem, a więc komikiem, który opowiada dowcipy na żywo przed publicznością. Historia jaką oglądamy w filmie też wydarzyła się naprawdę, co dodatkowo dodaje smaczku całemu projektowi. Przyznać trzeba, że jest banalna - oto chłopak pakistańskiego pochodzenia, pewnego dnia zakochuje się w białej dziewczynie z Chicago (Emily). Jego konserwatywna rodzina nic o tej znajomości nie wie, mimo życia w Stanach kultywując tradycje przodków, w tym zwyczaj aranżowania małżeństw. Chłopak przez jakiś czas ukrywa ten fakt przed ukochaną, więc kiedy prawda wychodzi na jaw, ich relacja zostaje wystawiona na ciężką próbę. Sprawę dodatkowo komplikuje fakt, że dziewczyna w poważnym stanie trafia do szpitala i przez jakiś czas będzie musiała pozostać w śpiączce farmakologicznej. Przy jej łóżku chłopak pozna przyszłych teściów, ale i tutaj od początku będzie miał pod górkę...

Nie wiem czy to za sprawą znakomicie dobranych aktorów (Kumail Nanjiani ma już na koncie doświadczenie aktorskie, m.in. w serialu "Dolina Krzemowa"; w rolę neurotycznej matki Emily brawurowo wcieliła się Holly Hunter) świetnych dialogów czy dynamicznego scenariusza - dość powiedzieć, że nie ma w tym filmie ani nudy ani dróg na skróty. Historia niełatwej miłości dwojga bohaterów opowiedziana jest w sposób niesłychanie lekki i z ogromnym przymrużeniem oka, cały czas jednak z zachowaniem proporcji między komizmem a powagą, bo tej ostatniej również tu nie brakuje. Stąd moje wielkie uznanie dla "I tak cię kocham", które pomiędzy niezliczonymi żartami sytuacyjnymi i słownymi (mój ulubiony to gra "nie do rymu" z zapadającym w pamięć Stonehenge!) i nieustannym śmianiem się z samego siebie, potrafi przemycić kilka prawd o życiu. Między innymi tę, że każdy z nas zasługuje na drugą szansę.

Scenariusz filmu napisali sam Kumail Nanjiani i jego żona Emily V. Gordon. Bycie odkryciem Festiwalu Filmowego Sundance i nagroda publiczności Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Locarno nieprzypadkowe.

Anna Solak

  • "I tak cię kocham"
  • reż. Michael Showalter