Kultura Poznań.pl

Kultura

opublikowano:

PROSTO Z EKRANU. Cyberświat po upadku

Ostatnia walentynkowa premiera - "Alita: Battle Angel" - to dobra alternatywa dla wszelkich wchodzących w tym okresie do polskich kin komedii romantycznych. Tym bardziej, że w tej antyutopijnej historii również pojawia się wątek miłosny - tyle że pomiędzy człowiekiem a androidem. A to dopiero jeden z wielu tropów, jakie oferuje nam Robert Rodriguez...

.
fot. materiały dystrybutora

Alita na pierwszy rzut oka wygląda jak zwyczajna nastolatka, jednak daleko jej do jakkolwiek rozumianej zwyczajności. Po pierwsze nie jest człowiekiem, a cyborgiem, po drugie mimo niewinnej aparycji tak naprawdę ma 300 lat i umiejętności, które czynią ją niezrównaną w walce, po trzecie wreszcie - nawet nie pochodzi z Ziemi, na której z dnia na dzień musi się odnaleźć... Kiedy zdolny konstruktor, doktor Dyson Ido, znajduje ją na wysypisku śmieci, jakich pełno w Iron City - post-apokaliptycznym mieście, w którym zwykli śmiertelnicy walczą o przetrwanie po Upadku - nie wie jeszcze, że obdarzając ją ciałem, stworzy istotę, jakiej nikt w tym mieście nie widział. Stopniowo odzyskując pamięć o swoim pochodzeniu dziewczyna będzie musiała stawić czoła siłom, które celowo wprowadzają nierównowagę do tego na nowo urządzonego świata. Kluczowy okaże się tu główny czarny charakter - Nova oraz Zalem - odwrócone miasto żerujące na Iron City, do którego trafić mogą tylko obywatele "najwyższej kategorii" lub szczęśliwcy, którzy zwyciężają w zawodach Motorball - brutalnym sporcie, którym żyją wszyscy marzący o awansie społecznym.

Alita: Battle Angel to tytuł, który wypełnia lukę pomiędzy takimi klasykami gatunku jak nieśmiertelny Terminator a najnowszymi produkcjami nurtu sci-fi, jak choćby Blade Runner 2049, czerpiąc z każdego z tych światów środki służące snuciu własnej opowieści. Wizja chaotycznego świata XXVI wieku, w którym ludzie mieszają się z maszynami, a technologia determinuje to na którym stopniu drabiny społecznej się znajdujesz, jednocześnie fascynuje i przeraża. I to zarówno w wymiarze technologicznym, jak i tym bardziej przyziemnym - społecznym. Nie inaczej było z innym głośnym dziełem Roberta Rodrigueza - Sin City, który swój pierwowzór również miał na papierze.

Wykreowana na ekranie dystopijna wizja przyszłości może być przez fanów odebrana dwojako. Ten sposób przedstawienia świata albo kompletnie oczaruje, albo totalnie rozczaruje odbiorcę. Wszystko zależy od tego, w jaki sposób podejdziemy do tego obrazu - prawdziwi znawcy tematu, dobrze zorientowani w oryginale (manga autorstwa Yukito Kishiro z 1990 roku i zrealizowana na jej podstawie anime, z których wywodzi się kinowa wersja) z pewnością znajdą tutaj milion usterek i przeinaczeń, co bezpośrednio wiąże się z trudną sztuką ekranizacji dzieła już dobrze znanego odbiorcom. W dodatku znacznie już okrzepłego, należącego z racji swojego wieku bezsprzecznie już do klasyki gatunku. Z kolei widzowie niezorientowani w temacie, zdecydowanie łatwiej dadzą się porwać galopującej dynamice akcji i barwnemu cyberświatu oglądanego uniwersum. Czego jak czego, ale wspomnianej barwności i dynamiki twórcom Ality z pewnością nie można odmówić. Podobnie jak hipnotyzującej "animacji" głównej bohaterki (której ciała użyczyła Rosa Salazar) i gwiazdorskiej obsady z grającymi pierwsze skrzypce Christophem Waltzem (dr Ido), Jennifer Connelly (Chiren) i dopiero co widzianym na ekranie w rewelacyjnym "Green Booku" Mahershala Alim (Vector).

Anna Solak

  • "Alita: Battle Angel"
  • reż. Robert Rodriguez

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2019