Kultura Poznań.pl

Kultura

opublikowano:

Prawdy i tajemnice Toulouse-Lautreca

"Artysta nie sili się na delikatność, ukazuje życie w całej jego okazałości i brutalności, wybiera takie motywy, które w odbiorcę uderzą z impetem" - o wystawie grafik Toulouse de Lautreca w galerii Dalineum pisze Justyna Żarczyńska.

.
fot. J. Żarczyńska

"Na pierwszy rzut oka życie Lautreca może wydawać się doskonale znane. Ale to tylko pozór. Nie wystarczy bowiem, jak to zbyt często przywykliśmy mniemać, sięgnąć po czarodziejski rekwizyt: Montmartre, by wszystko zostało powiedziane. W jaskrawych i sztucznych blaskach Wzgórza Lautrec częściej krył się, niźli ukazywał. I wcale nie spoglądał na Montmartre jak na dekorację. Spod jego malowniczości wydobywał rzecz ludzką, człowieka obnażonego. Lepiej niż ktokolwiek potrafił wyczuć cierpki smak czyjegoś niby beztroskiego śmiechu. Nigdy nie dawał się oszukać. Ani ludziom, ani rzeczom. A samemu sobie najmniej." - pisał o Henrim de Toulouse-Lautrecu w książce poświęconej artyście Henri Perruchot. Niektóre z prac Lautreca można  obejrzeć w poznańskim Dalineum na wystawie zatytułowanej "Henri de Tolouse-Lautrec: Different Facets of the Belle Époque", gdzie zaprezentowane zostały grafiki z prywatnej kolekcji rodziny Kesauri. Przedstawiony zbiór obejmuje przede wszystkim prace z dwóch cyklów stworzonych przez artystę. Pierwszy to portfolio Lautreca, ilustrujące francuskie melodie, do których muzykę skomponował Désiré Dihau - kuzyn artysty, a słowa napisał  Jean Richepin. Drugi cykl to ilustracje do "Au Pied du Sinaï" Georgesa Clemenceau.

Na jednej z grafik zobaczyć można parę w podeszłym wieku. Mężczyzna obejmuje swoją partnerkę od tyłu, łapiąc ją za biust i przyciskając do siebie. Ona z kolei nie tylko zadowolona pozwala mu na takie gesty, ale patrzy na niego przebiegle kątem oka. Nad parą fruwa motyl. Tak wygląda ilustracja do "Les vieux papillons", czyli "Starych motyli". Sam tekst opowiada o przemijaniu, starości, dramacie umierania, któremu wciąż towarzyszy pragnienie życia. W kontekście tego mocno wybrzmiewa ilustracja Lautreca - zrywająca z tabu i bezkompromisowa. Artysta, potwierdzając niejako wcześniej wspomniane słowa autora jego biografii, nie sili się na delikatność, ukazuje życie w całej jego okazałości i brutalności, wybiera takie motywy, które w odbiorcę uderzą z impetem. Nie posługuje się sentymentalnym wizerunkiem pary staruszków, którzy jedyną przyjemność życia widzieć już mogą tylko w spokojnym oczekiwaniu na koniec. Przeczy ich niewinności.

Prześmiewczo rozumieć można także grafikę do "Ballade de  Noël" - utworu, w którym Richepin pochyla się nad losem potrzebujących, tych, którzy "nie mają swojego kominka". Lautrec na przekór melancholijnemu, refleksyjnemu charakterowi ballady, zilustrował ją za pomocą przedstawienia...kominiarza. Ciemna od stóp do głów postać ze szczotką kominiarską na ramieniu nijak pasuje do tonu piosenki, czyniąc z niej jedynie pretekst do stworzenia grafiki o wymowie wręcz satyrycznej. Lautrec-cynik gra na nosie wielbicielom konwenansów, w każdej sytuacji dopatrując się pretekstu do ukazania jej śmieszności i niejednoznaczności.

Nie wszystkie jednak grafiki prezentują ten sam poziom groteski, nie wszędzie ujawnia się ta sama przewrotność. Przytoczone przeze mnie dwie prace stanowią najbardziej dobitne przykłady pewnej gry, którą Lautrec prowadził z odbiorcami. Cechą charakterystyczną wszystkich jego prac jest spontaniczność ujęcia, pozorna przypadkowość - ilustracje zdają się być uchwyceniem zwyczajnej, codziennej chwili i wynikiem pracy "od niechcenia".

"Au Pied du Sinai", do którego powstał drugi cykl autorstwa Lautreca, to książka napisana przez Georgesa Clemenceau, francuskiego lekarza, pisarza i polityka. Wpisuje się w ciekawe wydarzenia, rozgrywające się we Francji pod koniec XIX wieku. Należy przypomnieć tu przede wszystkim tzw. aferę Dreyfusa, francuskiego oficera pochodzenia żydowskiego, którego oskarżono o zdradę na rzecz Niemiec i skazano na dożywotni obóz na tzw. "Diabelskiej Wyspie" w Gujanie w Ameryce Południowej. Sprawa oficera odbiła się szerokim echem we Francji i stała przyczyną przemian społecznych w kraju. A wszystko ze względu na wątpliwości związane z rzeczywistą winą Dreyfusa i podejrzenie sfabrykowania dowodów przeciwko niemu. Sam Clemenceau, który pisał na temat tej sprawy, początkowo był pewny, że oficer jest winny. Świadectwem zdrady Dreyfusa miał być list, który - jak się później okazało - był fałszerstwem, a przynajmniej za taki uznany został przez większość specjalistów powołanych już po wydaniu wyroku do ponownego przeprowadzenia śledztwa. Cała afera ostatecznie miała być wynikiem spisku wysokich rangą oficerów francuskich przeciwko Dreyfusowi. W efekcie skandalu, jaki wybuchł, społeczeństwo uległo podziałowi. Jedni w dalszym ciągu uznawali winę Dreyfusa, inni uwierzyli, że padł ofiarą intrygi. Pikanterii całej sprawie dodaje fakt, że w czasie, kiedy rozgrywały się te wydarzenia, nastroje antysemickie w niektórych kręgach społecznych były bardzo powszechne i stanowiły jeden z elementów dzielących Francuzów. Sam Clemenceau opowiedział się w końcu za niewinnością Dreyfusa.

Grafiki Lautreca, stworzone do książki "Au Pied du Sinai", powstały rok przed ostatecznym zaognieniem sprzeciwu wobec wyroku na oficerze, który wówczas przebywał już w obozie. Datowane są na rok 1897. Przedstawiają Żydów w różnych codziennych okolicznościach, np. podczas modlitwy czy pracy. Bohaterem niektórych z nich jest również Clemenceau. Z grafik nie wynika, jaki ostatecznie był stosunek samego artysty do Żydów. Na niektórych ilustracjach przedstawiał ich jako ludzi przebiegłych, jak np. w grafice pt. "Optyk, przebiegły Żyd, pan Meyer, zakłada binokle oszołomionemu panu Clemenceau". Twórca zaznaczył, że pan Meyer jest nie tylko Żydem, ale i człowiekiem cwanym, co mogło być odebrane jako ugruntowanie pewnych stereotypów. Podobnie tłumaczyć można te prace, gdzie zaprezentował ich jako bogaczy, niechętnie dzielących się swoimi pieniędzmi z potrzebującymi czy znudzonych milionerów, którzy nie czerpią radości z elitarnych rozrywek, takich  jak chociażby teatr. Z drugiej strony pokazywał Żydów jako ofiary przemocy czy ignorancji. Widać to na przykładzie grafiki pt. "Policjant chwyta Żyda, krawca Schlome, by zmusić go do pójścia do wojska".

Wystawa w Dalineum ukazuje Lautreca jako artystę, który nie tylko usiłuje pokazać prawdę w jej nawet najbardziej kontrowersyjnym wydaniu, ale dąży do obiektywizmu. Nie udziela widzom odpowiedzi na wszystkie ich pytania. Stara się za to pokazać spektrum możliwości widzenia pewnych zjawisk. Prace zaprezentowane w Dalineum wybrzmiewają jeszcze mocniej w kontekście tego miejsca i jego jakby niechlujnej, nieukończonej aranżacji. Grafiki Lautreca zawieszone są na ścianach obitych czarnym materiałem, którego łączenia widoczne są w niektórych miejscach lub białych, zabrudzonych gdzieniegdzie ścianach. Podejrzewam, że gdyby sam artysta zobaczył swoje dzieła w takiej scenerii, uśmiechnąłby się tylko ironicznie...

Justyna Żarczyńska

  • Henri de Toulouse-Lautrec "Different Facets of the Belle Époque"
  • Dalineum, ul. Wielka 24
  • wystawa czynna do 28.08

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2018

Używamy plików cookies, by ułatwić korzystanie z naszych serwisów. Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były zapisywane na Twoim dysku, zmień ustawienia swojej przeglądarki.