Kultura Poznań.pl

Kultura

opublikowano:

Poznański Kongres Kultury: Po co nam ten sztab?

Sztab antykryzysowy na rzecz poznańskiej kultury powstał prawie rok temu. Zrzesza ponad 160 osób. Był spontaniczną, oddolną reakcją na frustrację związaną z przegraną Poznania w staraniach o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury. Reakcją - paradoksalnie - pozytywną. Efektem jego wielomiesięcznych działań będzie bowiem Poznański Kongres Kultury (1-3.12.2011). Wszyscy możemy wziąć w nim udział, bo wszystkich nas dotyczy.

Kongres Kultury
Kongres Kultury

Ubiegłego roku, 8 grudnia sztab ogłosił swoje istnienie, a także diagnozę kryzysu, w którym znalazła się poznańska kultura. Nie poprzestał na tym: przedstawił też swoją propozycję wyjścia z zapaści -  zorganizowanie Poznańskiego Kongresu Kultury, na którym przedstawione zostaną propozycje reform. - Nie zajmujmy się szlachetną ideą kultury jako takiej - zajmijmy się konkretem: zarządzaniem kulturą w Poznaniu - przekonywali sztabowicze.

Jak to się zaczęło?

Atmosfera w klubie Meskalina, gdzie odbyła się pierwsza konferencja prasowa, była bardzo rewolucyjna: wielu sygnatariuszy wywodzących się z różnych kulturalnych środowisk, dziennikarze wszystkich poznańskich mediów, przedstawiciele władz. Tak głośno, tak serio, tak zbiorowo - nie mówiło się o kulturze w naszym mieście od dawna. Nie pamiętam, żeby mówiło się kiedykolwiek. Przez media przetoczyły się dyskusje: entuzjastyczne, powściągliwe, krytyczne. Pojawiły się różne komentarze.

Najpierw te najostrzejsze: Kim "oni" właściwie są oraz jaki mają w tym interes? Skąd "oni" wiedzą, jak będzie lepiej? Czy to jest przeciwko "władzy", czy z "władzą"? Nie mamy żadnego kryzysu - w Poznaniu dużo się dzieje! Przecież to niemożliwe, żeby artyści się dogadali między sobą! Środowisko sobie pomarudzi i nic z tego nie wyjdzie - a wszystko za pieniądze podatników!

Kilkoro sygnatariuszy opuściło zresztą szeregi na wieść o tym, że choć działania członków sztabu mają wyłącznie charakter społeczny, otrzymał on dotację miasta na organizację kongresu: żeby wynająć sale, zlecić badania, zaprosić gości...

Wiele było też głosów wsparcia: Jesteśmy z wami! Nareszcie coś się ruszyło! Potrzebujemy zmian!

Byli też tacy, którzy nie komentowali. Pozostała z boku.

A potem na długi czas zrobiło się cicho.

Na czym to polega?

Wielu z Państwa o powołaniu sztabu prawdopodobnie nie wie. Wielu być może właśnie się dziw, że sztab wciąż istnieje. Są niewątpliwie i tacy, którzy zastanawiają się nad tym, po co właściwie istnieje?

Spróbuję odpowiedzieć - najuczciwiej jak umiem. Daję sobie do tego prawo, bo na własne oczy widziałam, jak odbywały się przygotowania do Poznańskiego Kongresu Kultury zaplanowanego na początek przyszłego miesiąca (1-3.12.), w które na rok zaangażowało się kilkadziesiąt osób. Też biorę w tym udział.

Najpierw było podniośle i rewolucyjnie - w całej Polsce powiewały zresztą sztandary obywatelskich ruchów kulturalnych i miło było wpisać się w ten łopot. Potem zaś przeważnie było już żmudnie, a często nawet... nudno, bo szczytne idee i żarliwe dyskusje trzeba było w końcu przełożyć na konkrety. Bardzo dużo konkretów.

Sztab jest inicjatywą społeczną i oddolną - niepozbawioną jednak ram i struktury. Czy nie dało się jakoś prościej? Mniej formalnie? Ano nie: sztabowiczom od początku przyświecała bowiem zasada demokratyczności, transparentności oraz rzetelności i skuteczności działań. Życie pokazało jednak, że wcale nie tak łatwo być wiernym zasadom: wymaga to i czasu, i zaangażowania, i determinacji, i - bardzo czasem nieznośnej - konsekwencji. W drodze do wychodzenia z kryzysu zdarzały się więc także... kryzysy. Bywało tak, że szeregi nagle topniały (ale potem znowu się przeważnie zagęszczały). Bywało tak, że spory przybierały na radykalności i zwaśnione strony potrzebowały czasu, żeby policzyć do dziesięciu (ale potem jednak mimo wszystko próbowały się przeważnie porozumieć). Bywało wreszcie i tak, że do głosu dochodziło proste pytanie: Po jakie licho to wszystko angażować, skoro można robić tyle innych, znacznie przyjemniejszych rzeczy? I niezmiennie padała odpowiedź: Jeśli tego nie zrobimy sami, to nikt tego za nas nie zrobi. Nikt nie obiecywał, że będzie łatwo. A z tym już się dyskutować nie dało.

Jak to działa?

W sztabie o wszystkim stanowi Walne Zgromadzenie sygnatariuszy, które głosuje nad każdą decyzją. Takich walnych zebrań odbyło się kilkanaście: czasem bardzo tłumnych, czasem bardzo nietłumnych. Z upiorną regularnością - w gorących okresach nawet kilka razy w tygodniu - zbierała się (i zwykle obradowała do późna w nocy) Grupa Organizacyjna, odpowiedzialna za ogarnianie całości sztabowych działań (w tym także otwartych debat, warsztatów) oraz Grupa Merytoryczna, koordynująca prace Grup Roboczych. Średnio raz w tygodniu spotykała się każda z sześciu Grup Roboczych, zajmujących się sprawą dla najważniejszą, czyli przygotowaniem rekomendacji - propozycji konkretnych zmian dotyczących zarządzania kulturą w wielu jej aspektach. Oto nazwy grup:

  • Partycypacja obywatelska w zarządzaniu kulturą
  • Nowoczesna instytucja kultury i współpraca międzysektorowa
  • Ocena i ewaluacja przedsięwzięć kulturalnych
  • Promocja kultury i promocja miasta przez kulturę
  • Infrastruktura kultury
  • Edukacja kulturalna i uczestnictwo w kulturze

Te nazwy brzmią bardzo obco, a nawet odstraszająco - także dla wielu członków sztabu, którzy po wielokroć spierali się o to, jakim językiem rozmawiać o kulturze. Co się jednak za tymi nazwami kryje? Dokładnie to, z czym mamy do czynienia na co dzień: jako organizatorzy imprez kulturalnych i jako ich uczestnicy, jako zarządzający kulturą i jako zarządzani. Któż z Państwa nie brał udziału w płomiennych kuluarowych debatach nad tym, że władza nie liczy się z głosem środowiska, że wyniki konkursów na dyrektorów instytucji są z góry przesądzone, że miasto nie promuje artystów, że publiczności brakuje rzetelnej i pełnej informacji o wydarzeniach kulturalnych, że potrzebujemy nowoczesnej sali koncertowej, że wciąż walczymy z biurokracją, że pieniądze zawsze dostają ci sami, że artyści są bezdomni, że poznańska kultura nie ma na siebie pomysłu, że wciąż nieudolnie leczymy kompleksy... -  te tematy można mnożyć w nieskończoność.

Można też w nieskończoność narzekać. Tym razem jednak sprawy poszły dalej: Grupy Robocze ślęczały nad ustawami, studiowały regulaminy, rozporządzenia, zarządzenia, statuty, przeprowadzały ankiety, zlecały badania, liczyły, mierzyły, sprawdzały i cały czas spierały się o to, jak połączyć teorię z praktyką, bo większość ich członków to praktycy, którzy na co dzień zmagają się z - ponurą często-  rzeczywistością. Po kilku miesiącach zmagań dopracowały się rezultatów: lada moment na stornie internetowej Poznańskiego Kongresu Kultury pojawią się opracowane przez nie rekomendacje i raporty.

Co teraz?

Sztab wykonał pewną część pracy: niemałą, żmudną i nudną, ale wcale nie najważniejszą. Przed nami to, do czego przez rok zmierzaliśmy, czyli Poznański Kongres Kultury, na którym przedstawione zostaną oficjalnie rekomendacje dotyczące konkretnych reform. Na końcu tego tekstu znajdą Państwo pełny program kongresu: przewidziano w nim wykłady, dyskusje, a także wydarzenia towarzyszące - jak to zwykle na kongresach bywa. Ale to właśnie rekomendacje będą częścią najważniejszą tego wydarzenia. Ma mieć ono bowiem charakter zdecydowanie bardziej roboczy niż odświętny. Ma być też wstępem do realnych zmian.

Jeszcze przed kongresem czeka nas jeden bardzo ważny etap, może nawet najważniejszy: otwarte konsultacje proponowanych przez Grupy Robocze rekomendacji. Można w nich będzie uczestniczyć osobiście lub za pośrednictwem Internetu. Wszystkie niezbędne informacje znajdziecie Państwo na: www.poznanski-kongres-kultury.org oraz www.sztabantykryzysowy.org.

To czas, w którym naprawdę każdy z Państwa może wziąć aktywny udział w dyskusji o poznańskiej kulturze: takiej o jakiej marzy, jakiej się domaga, do jakiej ma prawo, o jaką gotów jest się spierać, a nawet zawalczyć.

Grupy Robocze starały się przygotować jak najrzetelniejszą bazę do tej dyskusji: żeby była rzeczowa, merytoryczna, uporządkowana. Żebyśmy - po raz kolejny -  nie rozmawiali o tym samym, co zawsze, czyli o tym, że jest źle. Żebyśmy wreszcie spróbowali porozmawiać o tym, jak to wspólnie zmienić.

Można oczywiście być przekonanym, że żadne zmiany nie są nam do niczego potrzebne. Można też nie wierzyć w to, że są możliwe. Można uznać, że szkoda tracić czas na gadanie - lepiej po prostu dobrze "robić swoje". Można wreszcie - nieco ironicznie - pytać: Ciekawe, jaki też będzie ten Poznański Kongres Kultury? Ale odpowiedź jest tak naprawdę tylko jedna: będzie dokładnie taki, jak my wszyscy razem wzięci i jak każdy z nas z osobna. Innych nas po prostu nie ma.

P.S. Proszę wybaczyć nieco organizacyjno-agitacyjny ton tego tekstu. Wynika on niewątpliwie z tego, że udzieliła mi się sztabowa gorączka. Ale przemawia przeze mnie także rozsądek: najnormalniej w świecie byłoby mi żal, gdyby tyle roboty miało się zmarnować. W Poznaniu to po prostu nie uchodzi! Dlatego mam nadzieję, że spotkamy się bardzo licznie i w listopadzie na otwartych konsultacjach rekomendacji, i w grudniu na kongresie Liczy się każdy głos, żeby czegoś ważnego w tym zamieszaniu nie zgubić, nie przegapić, nie zatracić

 Ewa Obrębowska-Piasecka

(rzecznik Sztabu antykryzysowego na rzecz poznańskiej kultury i etatowy pracownik Wydawnictwa Miejskiego Posnania czyli samorządowej instytucji kultury)