Kultura Poznań.pl

Kultura

opublikowano:

Perła z kropki

Rozmowa z Radosławem Barkiem, architektem, prezesem stowarzyszenia Wędrowni Architekci.

.
fot. archiwum prywatne

W 2009 r. twoje stowarzyszenie wygrało konkurs urbanistyczny na zagospodarowanie Śródki. Minęło 7 lat, wiele się zmieniło, ale do realizacji waszego projektu jeszcze daleko.

A do tego ścierają się ze sobą dwie koncepcje: nasza i plan zagospodarowania przestrzennego tworzony w Miejskiej Pracowni Urbanistycznej. Mimo istotnych różnic obie mają ten sam cel: działać przeciwko decyzji z lat 60., która rozpruła Śródkę i unicestwiła jej południową część. Robią to jednak nieco inaczej. Punktem wyjścia jest planowane przesunięcie ruchliwej trasy na północ, wzdłuż torów kolejowych i znaczące uspokojenie ruchu na ul. Wyszyńskiego. Chcemy, by w wyniku tej zmiany - wbrew obecnym koncepcjom - odtworzyć pierwotną skalę Rynku Śródeckiego i zabudować południowe rejony dzielnicy. W przyszłości będą one idealnym łącznikiem między starą częścią Śródki a kampusem Politechniki, która rozbudowuje się wzdłuż Cybiny.

Ale i bez tych rewolucyjnych zmian Śródka niesamowicie ożyła.

Duża w tym zasługa mostu Jordana, który połączył ją z Ostrowem Tumskim. To sprzyja pieszym i rowerzystom, którzy lubią podróżować w ładniejszych okolicznościach. Zintegrowała się też bardzo śródecka społeczność, która działa na rzecz odtworzenia tożsamości dzielnicy.

Jaka jest ta tożsamość bez ludzi, którzy musieli się ostatnio wyprowadzić z coraz modniejszej i przez to droższej Śródki?

Pozostało jednak trochę zasiedziałych śródczan. Nowi uczą się od nich szacunku dla miejsca i jego specyfiki. Określa ją przede wszystkim kameralna skala oraz ograniczenie przestrzeni przez wodę i ciągi komunikacyjne. To miejsce kontrastów. Małomiasteczkowe domy przeplatają się z wyższą, typowo wielkomiejską zabudową z końca XIX w. Teraz jest tendencja, by w nowych inwestycjach równać do tego drugiego poziomu, a to błąd, bo tutaj powinny równoważyć się obie te skale. Dziś Śródka jest trudno dostrzegalną kropeczką na planie miasta, ale może stać się perłą, jeśli tę przestrzenną specyfikę wzmocni się i podkreśli.

Zamiast dużych inwestycji mamy na razie iluzjonistyczny mural twojego autorstwa, który błyskawicznie stał się śródecką ikoną.

A przy okazji malowidło wykazało, że przestrzeń staromiejska ma swoje otwarte rany - ślepe ściany. Jednym ze sposobów leczenia jest malarska iluzja. Wiele osób, nawet bardzo blisko muralu, nie dowierza, że to tylko obraz. Najwyraźniej dobrze wpisał się w otoczenie klasztoru, kościoła i sąsiadującej zabudowy.

Wykreowałeś dość słodki krajobrazik. To ta wymarzona Śródka różnych stylów i skali?

Tak. To pokazuje mniej więcej, jaki powinna mieć charakter. Podobne iluzje mogłyby powstać na ślepych ścianach kamienic u wylotu mostu Jordana. Niestety, nie można przy nich nic postawić, bo pod ziemią biegnie kolektor kanalizacyjny. No więc trzeba opatrzyć ranę "malarskim plastrem".

Nie za dużo tych iluzji? A może przekuć okna, zrobić balkony albo pionowy ogród?

Może być i ogród. Przecież mówi się, że błędy lekarzy kryje ziemia, a architektów i urbanistów - zieleń. W Poznaniu istnieje sporo miejsc, gdzie jest potrzebna, i to taka, która wyrośnie szybko oraz wysoko, np. żeby zasłonić zabudowę w miejscu dawnego portu przy ul. Szyperskiej. To w tej chwili dość karkołomna "wystawa" różnorodnych materiałów budowlanych, z których powstały dwie niespójne koncepcje urbanistyczno-architektoniczne. Szkoda, że zieleń za nic nie przesłoni przejawów "wieżowcomanii", na którą cierpi Poznań. No i mamy takie przypadki jak wysoki Urząd Marszałkowski, który wchodzi w konflikty widokowe, np. z katedrą.

Wieża Zamku Przemysła też rodzi podobne zgrzyty.

Akurat zamku nie skrytykuję. Ta bryła, w tym miejscu, jest dopełnieniem koncepcji, którą Zbigniew Zieliński opracował dla Starego Miasta. Była długo obecna w panoramie średniowiecznego Poznania, podkreślała Górę Przemysła, która bez tej budowli przestała być czytelna.

Ale zamek "wyskakuje" też w perspektywach miasta dziewiętnastowiecznego, które nigdy nie miało z nim styczności.

To pokazuje problem całościowego myślenia o Poznaniu. Zarówno zamek, jak i wieżowce pod Cytadelą nie były rozpatrywane w szerszym kontekście. Zabrakło studiów i analiz. Nie korzysta się, choć powinno, z wiedzy i sił fachowych poznańskich uczelni. Nie ma zespołu czuwającego nad całością kompozycji poznańskiej przestrzeni.

Kto powinien go utworzyć?

To zadanie dla władz miasta. Pomóc mogą także siły oddolne, społeczne, choć może być im trudno w zetknięciu z procedurami, które wpływają na realne decyzje przestrzenne. W ogóle planowanie wygląda dziś trochę jak akademickie malarstwo XIX wieku tworzone w pracowniach bez bliskiego kontaktu z otoczeniem. Autorzy planów powinni więcej obcować z przestrzenią, którą się zajmują. Tak jak impresjoniści - wyjść z biura, dokładnie poczuć materię miejsca. Niech sobie nawet pójdą w plener poszkicować, malować, bo rysowanie wymaga czasu, pozwala zbadać proporcje, wyzwala refleksję nad wyborem ujęcia lub tematu. Żeby zrozumieć przestrzeń, trzeba się zatrzymać. Od niedawna mamy ustawę krajobrazową, ale nikt nie wie jeszcze, jak ją zastosować. Może pomocne okaże się malowanie, obrysowywanie rzeczywistości.

Przestrzeń miasta oswajają i ożywiają za to coraz częściej społecznicy i aktywiści.

Jest ich wielu w Poznaniu, jako stowarzyszenie współpracujemy z różnymi grupami lokalnymi w oswajaniu przestrzeni miasta. Xenia Starzyńska realizuje projekt "Mankalowisko", plenerowe akcje podczas których mieszkańcy mogą grać w jedną z najstarszych gier świata - mankalę. W ramach "mobilnego domu kultury" na Szelągu powstaje projekt "Baśnie i Tańce". Na Wildze i Dębcu działa Cezary Czemplik, który zajmuje się m.in. także edukacją dotyczącą przestrzeni oraz lokalną inicjatywą "Kuniec Dymbiec". Z Politechniką Poznańską edukowaliśmy o architekturze i urbanistyce w ramach projektu "Nauka w Przestrzeni". Takie działania to ponowne wprowadzanie życia w miasto, w miejsca nieco uśpione. To o wiele tańsze niż wielkie inwestycje, które nie zawsze działają tak, jak zaplanowano. Już śródecki mural pokazuje, że można wydać mało pieniędzy i osiągnąć znaczący efekt: estetyczny, społeczny i promocyjny. Mieszkańcom to się podoba, zaczynają interesować się otaczającą ich przestrzenią. I co bardzo ważne, przestali czekać, że zrobi to za nich ktoś inny: miasto czy urzędnicy. Zaczynają działać sami.

rozmawiał Jakub Głaz

Radosław Barek - architekt, wykładowca na Wydziale Architektury Politechniki Poznańskiej, rysownik, członek Związku Pastelistów Polskich i SARP. Założyciel stowarzyszenia Wędrowni Architekci. Od kilkunastu lat promuje upowszechnianie wiedzy o zasadach kształtowania przestrzeni w ramach projektów takich jak: "Dialog z Otoczeniem", "Zobaczyć Łącko", "Nauka w Przestrzeni".