Kultura Poznań.pl

Kultura

opublikowano:

O patriotyzmie: sprawa najważniejsza

Rozmowa z dr. Dariuszem Gawinem

Dariusz Gawin, fot. Z. Furman
Dariusz Gawin, fot. Z. Furman

W naszej tradycji patriotyzm nierozerwalnie związany jest ze słowem "naród". Dlaczego?

Dzieje się tak, ponieważ żyjemy we wspólnotach, które są nazywane narodowymi, co ma głębokie korzenie historyczne. Z drugiej jednak strony, patriotyzm nie musi być związany z pojęciem narodu, gdyż odsyła nas do bardziej zasadniczego pytania o więź, jaka łączy uczestników wspólnoty politycznej. Innymi słowy: każda taka wspólnota musi być złączona więzią, którą by można nazwać bezwarunkową.

Tylko że owa bezwarunkowość nie bardzo pasuje do dzisiejszego, liberalnego świata...

Tak, dzisiaj w naturalny sposób używamy liberalnego sposobu myślenia o związkach międzyludzkich: zarówno o małżeństwie oraz rodzinie, jak i społeczeństwie jako całości. Podstawą takiego myślenia jest traktowanie tych związków w kategorii kontraktu, umowy. Tak więc małżeństwo, rodzina oraz naród w sensie teoretycznym - bo rzeczywistość jest inna - postrzegane są jako rodzaj umowy. A istota kontraktu lub umowy polega na tym, że są one dotrzymywane do momentu, gdy strony, które je zawarły, czerpią z nich zaplanowane korzyści. Z chwilą, gdy jedna ze stron dochodzi do wniosku, że obecny układ nie zaspokaja jej interesów, to kontrakt ulega rozwiązaniu albo unieważnieniu. Taki model funkcjonowania mał-żeństwa oraz rodziny lansuje dzisiejszy liberalizm i taki jest też jego obecny stosunek do wspólnoty politycznej, czyli narodu.

Problem polega jednak na tym, że żadna realna wspólnota nie może prawdziwie funkcjonować tylko jako wspólnota kontraktowa (choć z pewnością taki kontrakt cywilizuje relacje międzyludzkie), ponieważ jest wspólnotą losu. Ażeby więc w rodzinie czy narodzie wspólnie stawić czoła przeciwieństwom i zagrożeniom losu oraz żyć ze sobą na dobre i na złe, zarówno rodzina, jak i naród potrzebują więzi bezwarunkowej. 

Co jest tą więzią?

W rodzinie, wartością, która cementuje wspólnotę jest miłość. W narodzie - patriotyzm.

Ale w prawie cywilnym, które "reguluje" nasze więzi, o miłości nie ma mowy.

W zsekularyzowanym języku kontraktu nie ma miejsca na uczucie, które jest decydujące dla funkcjonowania każdej rodziny. Na tym polega paradoks.

Podobnie rzecz ma się z narodem, jako wspólnotą polityczną: w powinnościach obywatelskich też nie można wprost zapisać więzi, która powinna łączyć ludzi. Nawet w konstytucji nie nakłada się na obywateli obowiązku kochania ojczyzny, chociaż zakłada się wobec niej lojalność. Ta jednak jest pojęciem za słabym, ponieważ jeśli ludzie mają razem ze sobą żyć i np. solidarnie stawiać czoła zagrożeniu wojennemu czy choćby kryzysowi gospodarczemu, to powinna ich łączyć bezwarunkowa więź, która we współrodakach pozwoli im widzieć braci, za których w momencie tego zagrożenia są gotowi oddać życie lub ponosić ciężary.

Jak funkcjonują zbiorowości, które oparte są tylko na kontrakcie, widać na przykładzie Unii Europejskiej. Gdy było dobrze, Unia funkcjonowała, gdy jest źle - nie ma solidarności. Nie ma bowiem wspólnoty europejskiej, która byłaby związana miłością do czegoś, za co jej członkowie byliby w stanie oddać życie albo choćby tylko podnieść podatki. Niemcy nie są solidarni z Grekami, ponieważ nie są członkami tego samego narodu. Oni są solidarni ze swoimi rodakami. To dowód na to, że nie ma patriotyzmu europejskiego, jest tylko narodowy.

Czy to znaczy, że - wbrew krytykom - patriotyzm jest niezbędny dla prawidłowego funkcjonowania każdego państwa?

Tak, ponieważ żadna wspólnota polityczna - ani demokracja starożytna, ani monarchia, ani współczesna demokracja liberalna, istniejąca w postaci państwa narodowego - nie może się obyć bez bezwarunkowej więzi łączącej jej obywateli. Nawet jeślibyśmy założyli, że Unia wytworzyłaby jakiś model tożsamości europejskiej, to i tak musiałaby zaproponować własny model patriotyzmu, który byłby odniesiony do tej nowej wspólnoty. Powtórzę to raz jeszcze: żadna wspólnota polityczna nie może istnieć bez tego uczucia, które w naszej kulturze nazywamy patriotyzmem. To mogłoby się inaczej nazywać, ale istnieć by musiało - nawet w postnarodowej wspólnocie, bo takie uczucie jest funkcjonalnie niezbędne.

Mimo obecnych kłopotów Unii wielu nadal wierzy, że państwa narodowe przekształcą się w jedno państwo o nazwie Europa, zamieszkałe przez obywateli narodowości europejskiej. Czy taka konstrukcja jest realna?

Ja w nią nie wierzę, bo - jak Pan zauważył - jest to konstrukcja. A przecież nie da się skonstruować narodu, tak jak nie da się skonstruować drzewa. Pisał już o tym T. S. Eliot. Nie konstruuje się też miłości - czy to dwojga ludzi, czy też wielkich wspólnot. A poza tym: specjaliści od dekonstrukcji, jakimi są zwolennicy narodu europejskiego, nie są w stanie czegoś skonstruować. Tak jak specjaliści od demitologizacji, nie są w stanie czegoś zmitologizować. Widać to szczególnie teraz, w obliczu kryzysu: o tym, że Europa nie jest solidarna mówią już wszyscy - nawet niemieccy Zieloni.

Wierzę jednak w projekt europejski, ale jako wspólnotę wolnych narodów, z których każdy ma swój patriotyzm i swoją tożsamość.

Patriotyzm łączony też bywa z nacjonalizmem, tak jakby ten drugi był w prostej linii konsekwencją pierwszego...

Nacjonalizm jest zwyrodniałą formą patriotyzmu - formą, która za pomocą siły, agresji i przemocy próbuje wymusić ową bezwarunkową więź. A przecież nie jest ona bezwarunkowa w tym sensie, że ludzie jej nie mogą odrzucić, bo w cywilizowanym społeczeństwie - mogą, czego przykładem jest choćby teoria obywatelskiego nieposłuszeństwa.

Dziś jednak w stosunku do pojęć "naród" i "państwo narodowe" narasta podejrzliwość.

Tradycja tej podejrzliwości jest głęboka, szczególnie wśród inteligencji o lewicowej i liberalnej proweniencji. Wynika to po części z wpływu marksizmu, a po części z zadawnionej, lękowej postawy wobec narodowej demokracji. Można zrozumieć powody tej podejrzliwości, ale nie można usprawiedliwiać obsesyjnych postaw, kiedy posuwają się one zbyt daleko.

A kiedy się posuwają?

Wtedy, gdy np. zwykły patriotyzm oskarżany jest o nacjonalizm. Takie oskarżenia to przejaw złej woli.

Czy "paliwem" patriotyzmu musi być walka albo jakieś traumatyczne wydarzenie - np. katastrofa smoleńska?

Ludzie, żeby być ze sobą razem potrzebują obrazów i symboli, które przekazują im poczucie dumy. Przeważnie płynie ona ze zdarzeń, które wynikają z walki. Dzieje się tak dlatego, że życie polityczne związane jest z rywalizacją. To nie musi być rywalizacja fizyczna, ale np. ekonomiczna. Przykładem tego mogą być Niemcy, którzy gospodarczo dominują w Europie. I z tego powodu odczuwają dumę.

Od starożytnych Greków też wiadomo, że wspólnoty polityczne ufundowane są na wartościach i przekonaniu o tym, że są rzeczy ważniejsze od ludzkiego życia. To, oczywiście, nie oznacza, że w sytuacji zagrożenia wszyscy mają się dać zabić, tylko że jeżeli tak nie sadzą, to nie tworzą wspólnoty zdolnej do funkcjonowania w wymiarze historii. I gdy na tę wspólnotę spada przysłowiowy "grom z jasnego nieba", jak na Amerykę 11 września 2001 roku czy na nas 10 kwietnia 2010 roku, to ona może sobie z tym "gromem" poradzić za pomocą dobrze znanych i sprawdzonych w takich sytuacjach symboli, mitów i skojarzeń.

A my potrafimy być jeszcze dumni ze święta 11 listopada?

Tak i to nawet bardziej niż dziesięć lat temu. Widać to, np. podczas warszawskiej defilady na placu Piłsudskiego, na którą co roku przychodzi kilkadziesiąt tysięcy ludzi czy na podobnych uroczystościach w innych miastach.

Duma w nas jest. Czasami chodzi tylko o znalezienie nowych formuł kulturowych dla dawnych uczuć - uczuć patriotycznych, które w nas są. Tymi formami mogą być koncerty młodzieżowe czy tzw. rekonstrukcje, ale też - świetnie się sprawdzające - defilady.

Niestety, jest też grupa ludzi, która kontestuje w ogóle ideę narodowego święta - najczęściej poprzez ośmieszanie. Te środowiska często insynuują ludziom, że rodzące się w nich poczucie dumy, to przejaw wyższości, która prowadzi do nietolerancji, a nawet do nacjonalizmu.

Czym więc dziś jest dla Polaków patriotyzm?

Tym czym był, jest i będzie: myśleniem o Polsce jako o sprawie najważ-niejszej.

                                                                  Rozmawiał Dariusz Jaworski

  • Dr Dariusz Gawin - historyk idei, filozof; kierownik Zakładu Społeczeństwa Obywatelskiego Instytutu Filozofii i Socjologii PAN, z-ca dyrektora Muzeum Powstania Warszawskiego, szef Instytutu Stefana Starzyńskiego, oddziału MPW; laureat Nagrody im. A. Kijowskiego za pracę Polska, wieczny romans, autor książki Granice demokracji liberalnej. Szkice z filozofii politycznej i historii idei.