Kultura Poznań.pl

Kultura

opublikowano:

Nie lubię gadać

Rozmowa z Krzysztofem "Grabażem" Grabowskim

Grabaż
Grabaż

Porozmawiamy serio?

Trudno, rozmawiajmy... Zrobiłem wszystko, żeby Cię zniechęcić do tej rozmowy, ale się uparłaś.

Wszystko przez to, że słucham na okrągło Twojego Radia Dalmacija. To rewelacyjny kawałek.

Coś takiego pisze się raz w życiu.

No, właśnie. On mi uświadomił, że jesteśmy, cholera, strasznie dorośli.

Fakt.

A do tego... wnerwieni? Wściekli?

Wściekli. Ja bym zresztą powiedział jeszcze mocniej.

Dlaczego jesteśmy wściekli?

Bo nie mamy już 20 lat. I doskonale wiemy, że nie będziemy mieli, choć chcielibyśmy, choć czasem wydaje się nam, że wciąż się tak czujemy.

E tam... Ja bym wcale nie chciała. Może to faceci tak mają?

Wy też tak macie. Może nie dokładnie tak samo, ale też. Wiem to. Wiele drzwi się za nami już definitywnie zamknęło, a w kilka miejsc chcielibyśmy jeszcze wpaść choć na chwilę.

No dobrze, załóżmy, że może jednak rzeczywiście czasem tęsknimy za młodością, ale żeby się z tego powodu aż tak denerwować?

To nie jest jedyny powód. Wnerwia nas to, że życie nam przepływa między palcami. Na to cierpią głównie pracoholicy, którzy chcą sobie za życia zapewnić nieśmiertelność, a oboje chyba należymy do tego grona. Mamy tylko jedno życie, a chcielibyśmy mieć kilka, kilkanaście, kilkadziesiąt... Wciąż łapiemy się na tym, że dzień ma tylko 24 godziny i zaczynamy rezygnować z prostych czynności, bo sobie uświadamiamy, że wszystkiego i tak nie zdążymy zrobić, więc po co się zajmować tym byle czym: tymi codziennymi pauzami, rozwieszeniem prania, umyciem widelca... I zakręcamy się w tym. A rzeczywistość i tak nas dopada. I z tego się rodzi wkurzenie na wszystko. Taka choroba. Napisałem piosenkę Choroba na wszystko. Któregoś razu gapiłem się bezmyślnie w jakiś punkt i przyszło mi to do głowy. Jest taki zespół hard-core'owy, chyba z Nowego Jorku - Sick of it All. Stwierdziłem, że to dobry tytuł na piosenkę.

Wiesz, to pisanie wściekłych piosenek jakoś mnie uwalniało...

Terapia?

Nie, ja na takie rzeczy nie chodzę

Miałam na myśli pisanie jako rodzaj lekarstwa.

A to tak. Jest się z czego leczyć.

Teksty do Dedekafonii pisałem po długim okresie przerwy. Milczałem, bo słowa przestały do mnie przychodzić. Nic. Koniec. Kropka. Param się tym prawie 30 lat. Zawsze zdawałem sobie sprawę z tego, że są momenty, kiedy człowiek pisze, i są momenty, kiedy nic do głowy nie przychodzi. Nie ma tego drygu. Nie ma tej iskry bożej, która sprawia, że siadasz i piszesz. Tylko tym razem to trwało prawie trzy lata... Ponad trzy lata. W pewnej chwili zacząłem się siebie bać. A potem przyszedł taki moment, że musiałem sobie wykroić miesiąc z życia, bo czekałam mnie operacja. I nagle, tuż przed nią, to się zaczęło. Sięgnąłem nieśmiało po gitarę, a po trzech, czterech dniach wpadłem...

...w trans?

W trans. Miałem dużo notatek. Usiadłem do nich i...pełne zanurzenie! Po kilkanaście godzin dziennie. Nie interesowało mnie nic. Jadłem, spałem i pisałem. Radio Dalmacija było ostatnie. Mierzyłem się z tą piosenką 10 lat.

Wykrzyczałeś wszystko?

Wykrzyczałem dużo. Miałem co wykrzykiwać. Bo jeżeli to, o czym już mówiliśmy, zderzyć jeszcze z naszymi wyobrażeniami o świecie, który nie spełnia naszych oczekiwań...

A dlaczego nie spełnia?

Bo nie.

No, nie...

Bo jesteśmy zawsze w mniejszości.

Czym się charakteryzuje nasza mniejszość?

Moja mniejszość charakteryzuje się tym, że jestem wewnętrznym anarchistą. Chciałem, chcę i zawsze będę chciał móc decydować o sobie sam. Nigdy nie lubiłem zginać karku, iść na kompromisy, które w moim rozumieniu kompromisami nie były. W czasie, kiedy system polityczny w naszym kraju zaczął się wynaturzać, tych przymusów było coraz więcej...

Mówimy teraz o zamierzchłej przeszłości?

Nie. Mówię o tym, z czym mamy do czynienia dziś.

Nie przesadzasz?

Pamiętamy absurdy komuny, które były naszą codziennością. W momencie, kiedy ten system upadł i zaczęła się Polska nowa, wierzyliśmy, ja w to wierzyłem, że do pewnych rzeczy nie ma powrotu. Że po to ludzie przez tyle lat walczyli z tym debilnym systemem, żeby drugi raz nie wchodzić do tej samej rzeki.

Masz poczucie, że weszliśmy do tej samej rzeki? Wkurza Cię nasz kraj?

Wkurzał, wkurza i wkurzać pewnie będzie.

Jesteś historykiem...

Tak, ale nie przywiązywałbym do tego wielkiej wagi. W każdym razie mam poczucie, że kiedy ciemne siły dochodzą do głosu, z Polską zawsze dzieje się źle. Ten czas, kiedy milczałem, to akurat był ten moment. Miałem nieodparte wrażenie, że wracamy do tego samego bigosu. Zaczęły się rzeczy, które wprawiały mnie w osłupienie: podsłuchy, prowokacje. Źle się z tym zacząłem czuć. Mocno się zastanawiałem czy nie wyjechać.

A co musiałoby się stać w tym kraju, żebyś uznał, że jest dobrze?

Chciałbym spokojnie żyć. To moje podstawowe marzenie.

Ty? Rockowy, punkowy artysta chciałby żyć spokojnie?

Dokładnie tak. Jestem anarchistą wewnętrznym - na swój własny użytek. Nie wyobrażam sobie państwa pod rządami anarchistów: uciekałbym z niego szybciej niż przed PiS-owcami. Anarchistyczne państwo to iluzja - nie do zrealizowania z gatunkiem homo sapiens. Natomiast nie mam nic przeciwko temu, żeby dużo rzeczy z tego systemu wartości przenieść na samego siebie i pielęgnować wewnętrzną wolność.

A tak na co dzień, chciałbym, żeby pociągi przyjeżdżały punktualnie, żebym mógł liczyć na szybką i fachową opiekę, kiedy zachoruję, chciałbym wchodzić na portal, który jest pisany poprawną polszczyzną. Tymczasem dojechaliśmy do takiego punktu, w którym wyrzekliśmy się wstydu, będącego konsekwencją zaniedbań, nieuctwa, nieróbstwa, braku kompetencji. To jest Polska, której nie lubię. Polska oparta na zasadzie: jakoś to będzie. Moją wściekłość powoduje też to, że nie wykorzystujemy szans, które mamy. To się może więcej nie zdarzyć. Dostaliśmy je za darmo: nie trzeba było ginąć, płacić krwią.

Mówisz jak prawdziwy patriota!

Wszędzie powtarzam, że jestem patriotą! Nie dam sobie zabrać tego prawa. Nie chcę ginąć za polityków - to jasne. Ale kocham ten kraj: płacę podatki, uczciwie pracuję, nie oszukuję państwa i staram się robić wszystko, żeby to państwo było nowoczesne i otwarte. To jest mój wkład w patriotyzm. Ważna jest dla mnie przeszłość i pamięć, ale nie przez pryzmat zniczy i krzyży.

Kiedy do Ciebie dzwoniłam, żeby się umówić na tę rozmowę, oglądałeś właśnie, bardzo podekscytowany, relację z Okęcia.

Tak. Tadeusz Wrona jest moim bohaterem. Sprawił, że poczułem się naprawdę dumny z bycia Polakiem. To była zasługa nie tylko pana Tadeusza, ale całej ekipy, która się znakomicie zgrała. Wreszcie nam się coś udało!

Nigdy wcześniej tego nie czułeś?

Aż takie nie! No, może jeszcze po wygranej w referendum unijnym. Wtedy też skakałem do góry. I jeszcze jak mi się brat urodził. Miałem wtedy 9 lat. To oczywiście przykłady niezwiązane ze sportem. Jestem maniakiem sportowym. Sztuka, sen i piłka nożna - z tego składa się moje życie.

To się przenika?

To oddzielne części. Kiedy oglądam mecz, jestem bestią i potworem, gościem, którego nie chciałabyś znać.

Słuchaj, od prawie 30 lat robisz to, co chcesz, żyjesz, jak chcesz...

Tak jak chcę, żyję od lat 13. Wcześniej były kompromisy: konieczność pracy w radiu (najpierw przyjemność, a potem korporacyjna katorga), potem epizod w fundacji 750-lecia lokacji Poznania. Nie lubiłem tego.

Ale 13 lat to też dużo. Niewiele osób może sobie pozwolić na taki komfort, a Ty narzekasz.

U mnie szklanka zawsze jest do połowy pusta.

I to Cię wkurza. Z tego rodzi się zwykle frustracja, smutek.

Trzy siostry. Jak u Czechowa.

Jesteś sfrustrowany?

Czasami.

A smutny?

Przeważnie. Najrzadziej - paradoksalnie - jestem zły.

Ech... Jak ja nie lubię gadać. Normalny człowiek może sobie po prostu nie gadać, a ja wciąż muszę.

Najchętniej byś nie gadał?

Oczywiście!

No to mamy pointę.

Rozmawiała Ewa Obrębowska-Piasecka

* Krzysztof Grabaż Grabowski - wokalista, autor tekstów i kompozytor większości utworów zespołów Strachy na Lachy, Pidżama Porno, Lavina Cox, Ryzyko, Papierosy i Ręce do Góry. Jego teksty funkcjonują również bez muzyki jako wiersze.

Fot. S. Nakoneczny (www.strachynalachy.art.pl)